Apel wyborczy – nie wierz sondażom!

UWAGA! Ten wpis ma już 10 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Ostatnio na Joggerze widziałem wpis nawołujący do obecności w wyborach. Jak najbardziej popieram tę ideę. Jednak większym problemem, niż obecność, jest dla mnie bezgraniczna wiara ludzi w sondaże.

Ktoś teraz pewnie powie mi, że jestem głupi. A ja oświadczam – lepsze jest 40% świadomych wyborców, niż 100%, wśród których jest 60% osób, które wybory traktują jako swego rodzaju łaskę, a swoje poglądy opierają na sondażach. Być może przesadzam, ale gdy widzę ludzi, którzy zmieniają partię, na którą mieli głosować, na podstawie jedynie wyników kolejnych sondaży, to tylko umacnia mnie to w moich poglądach.

Jak potężnym narzędziem w rękach mediów są sondaże i jak wiele potrafią uczynić, pokazała nam ostatnia kampania wyborcza, a zweryfikowały wybory parlamentarne. PO – mimo tak oczywistego poparcia społecznego lansowanego w mediach, przegrało ostatecznie z kretesem w stosunku do PiS-u. Każdy, kto interesował się wtedy polityką pamięta też, jak jeszcze na tydzień przed wyborami prezydenckimi Tusk wygrywał w sondażach z Kaczyńskim o kilkanaście procent. Już ten sam fakt powinien zapalić nam w głowach czerwoną lampkę. Bo jeśli przyjąć, że sondaże są wykonywane naprawdę kompetentnie, a celem sondażowni, która je wykonuje jest poinformowanie ludzi o tendencjach wyborczych, to jak możliwe jest, aby w niecałe 7 dni, w samej końcówce kampanii, gdzie nie było już miejsca na jakiekolwiek roszady, wyciąganie brudów, tak ogromne rzesze wyborców nagle zmieniły front?

Jednak sprawa została stłumiona w mediach na krótko po wyborach. Aby uniknąć kompromitacji największych sondażowni, zmieniono momentalnie temat. „Winą” za wynik wyborów obarczono tym razem media Rydzyka i wyprane mózgi staruszek. Większość uwierzyła, zapominając jednak o felernych sondażach. A konkretnie o sondażu wykonanym przez SMG/KRC. Jednocześnie za wszelką cenę ukrywano sondaże Polskiej Grupy Badawczej, która przez okres całej kampanii była najbliżej wyniku z wyborów. Dlaczego?

O całym problemie pisał już jakiś czas temu Piotr Lisiewicz z „Gazety Polskiej”. Artykuł został opublikowany także w internecie – każdy z Was może go przeczytać pod adresem: http://www.gazetapolska.pl/?module=content&lead_id=1682. Jest długi, jednak naprawdę polecam lekturę każdemu, bez względu na poglądy i zaangażowanie polityczne. Po to, abyście byli świadomi tego, co się działo. Jednak ostrzegam – znawcy stylu Lisiewicza nie znajdą tutaj zabawnych aluzji i ironii – jest on w tym artykule śmiertelnie poważny. Bo wymaga tego ranga opisywanych przez niego treści.

Pewnie teraz część z Was powie, że to było dawno, i społeczeństwo nie da się już tak manipulować w przypadku zbliżających się wyborów. Nic bardziej mylnego. Spójrzmy na Onet – otworzył ostatnio specjalny serwis wyborczy. Otwierając go, miałem nadzieję na to, że zobaczę w nim usystematyzowane programy wszystkich partii, wywiady, komentarze, itp. Jednak pomyliłem się. Na pierwszej stronie zobaczyłem grafikę – i już wiedziałem, co będzie dalej.

Ta grafika to sondaż SMG/KRC. Jest otwierany wraz z wejściem do serwisu mimo tego, że serwis zawiera sondaże z kilku innych sondażowni. Przyczyny nie trzeba długo szukać. Aby lepiej to zobrazować, poniżej umieszczam zrzuty ekranu z sondażu SMG/KRC, i ukrytego na innej stronie sondażu PGB. Wynik mówi sam za siebie:

Czołówka jest podobna, jednak proszę sprawdzić, co się dzieje z LPR-em. Niesamowite, nieprawdaż? Partia, która ma 1% poparcia w sondażu SMG/KRC, szeroko publikowanym przez media ITI, a także – o dziwo – „reżimowe” TVP, nagle okazuje się mieć 7% w sondażu PGB, ukrywanym w serwisie wyborczym Onetu. A to więcej od Samoobrony oraz PSL-u! Sześć punktów procentowych różnicy w obydwu sondażach dla jednej partii? Gdyby to była różnica „na górze” – między PO a PiS-em, to jeszcze byłoby do przełknięcia. Ale dla LPR-u, dla którego taki sondaż oznacza „być albo nie być”, to ogromna różnica. Można to wytłumaczyć tylko tak, że regularni klienci sondażowni SMG/KRC to media, w których linii ideologicznej LPR i UPR ma pozostać ortodoksyjnym planktonem, ew. „przystawkami”.

Dodatkowo chciałem zaznaczyć, że obydwa sondaże były wykonywane w tych samych dniach, i w tych samych publikowane! Więcej nie mam do powiedzenia. Chciałbym tylko prosić wszystkich:

Głosujcie zgodnie ze swoimi poglądami i oceniajcie partię na podstawie jej dokonań i programu, a nie opierając się na sondażach!

Oglądanie sondaży – nawet z ciekawości – naprawdę dobrze nie wpływa na nasze decyzje.

Dziękuję za przeczytanie tego długiego wpisu. Mam nadzieję, że dał Wam do myślenia. Zapraszam także do dyskusji w komentarzach.

Bomby w PO?

UWAGA! Ten wpis ma już 10 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Po raz kolejny na Onecie widzę określenie „bomba” w stosunku do standardowego działania w kampanii wyborczej. Najpierw bombą był Borusewicz, potem ową bombą miał być Meller. Teraz „bomba” zyskuje nowe znaczenie – będzie nią (według Onetu) nowy spot PO.

Takie nadużywanie jednego słowa jest nie tyle nużące, to po prostu śmieszne. Bo niedługo się okaże, że PO zostanie przydzielona „bomba” – lista wyborcza, potem „bomba” – wybory i „bomba” – ich wyniki. Oby można było jej mianem określić „bombową” porażkę dla PO, czego Wam i sobie życzę.

Antykampania TVN

UWAGA! Ten wpis ma już 10 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Skoro kolega już zaczął temat „profesjonalizmu” TVN-u, to i ja wtrącę swoje 3 grosze.

O TVN-ie pisałem już kilka wpisów, kto czytał mojego jogga od początku, ten doskonale o tym wie. Jednak całkiem niedawno (telewizji nie oglądam, a już zwłaszcza TVN-u), trafiłem w serwisie YouTube na porażający program. Jak się okazało – „Teraz my!”. Czytałem o tym programie wiele razy na Onecie, jaki to on wspaniały i ile nagród zdobywają prowadzący (sierżant Morozowski i pułkownik Sekielski). Przyznam szczerze, że po jego obejrzeniu nie dziwię się, że Tomasz Sakiewicz z GP swego czasu wyszedł ze studia w trakcie nagrywania programu. Szkoda tylko, że nigdzie nagrany materiał się nie pojawił, a z samego Sakiewicza zrobiono idiotę, argumentując wyjście jego nieumiejętnością prowadzenia dyskusji.

Zapraszam więc do oglądania chluby telewizji TVN:

Pozostaje tylko życzyć dalszego rozwoju w kwestii profesjonalizmu. BTW: Może ktoś się przyłączy do tego naszego „zmasowanego ataku” na TVN?

Serwis TV – cudo!

UWAGA! Ten wpis ma już 10 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

O dziwo, wpis nie będzie dotyczył mojego „miejsca pracy” (dla tych, którzy wiedzą o co chodzi ;-)), a programu satyrycznego.

Telewizję oglądam rzadko, najczęściej przy jedzeniu. Tak było i tym razem. Leciał jakiś program na TVP1. Że na pozostałych nie było nic ciekawego oglądnąłem. I co?

Po paru minutach dosłownie śmiałem się jak dziecko. Naprawdę! Mogę śmiało powiedzieć, że ostatnim tak śmiesznym programem satyrycznym był KOC – Komiczny Odcinek Cykliczny, i było to dobrze ponad 10 lat temu. W związku z tym polecam każdemu Serwis TV, mnie osobiście rozbroił. Chyba zacznę go oglądać regularnie. 🙂

Takich kłamstw już dawno nie widziałem

UWAGA! Ten wpis ma już 10 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Fakt, nie pałam zbytnią sympatią do Panasewicza, ale to, co przeczytałem dzisiaj, to przechodzi wszelkie pojęcie:

http://wiadomosci.onet.pl/1601845,11,item.html

Po kolei: „Panasewicz nie przyznał się do stawianych zarzutów. Nie kwestionuje, że rzucił butelką, ale zaprzecza, aby celowo i świadomie chciał nią trafić w kogokolwiek. Muzyk złożył wniosek, by przesłuchać w tej sprawie jako świadków pozostałych członków zespołu.” – skąd członkowie zespołu mogą wiedzieć, co ukociło mu się we łbie? Bo ja nie mam pojęcia.

„Podczas jednej z piosenek Panasewicz rzucił w tłum stojący przed sceną butelkę wody. Trafiła ona w 23-letnią kobietę.” – tak, rzucił butelką w tłum, a butelka trafiła w tą dziewczynę. Ciekawe przedstawienie faktów. Może oskarżmy butelkę? A tak zupełnie serio, to każdy, kto widział film przedstawiający incydent, nie ma wątpliwości, że rzucał właśnie w konkretną osobę (co potwierdza dodany po rzucie tekst „Spadaj!” czy jakoś tak w kierunku dziewczyny).

No i na koniec najlepsze: Badanie po zdarzeniu wykazało u Panasewicza ok. 1,8 promila alkoholu. Podczas przesłuchania Panasewicz zaprzeczył, aby w trakcie koncertu był pijany. Wyjaśnił, że tuż po występie członkowie zespołu otrzymali od organizatora imprezy butelkę whisky, którą się poczęstowali.. Bije wszystko inne na łeb. Ciekawe, że człowieka, który przyznaje się, iż zdarzają mu się tzw. „tygodniówki”, taka niecała butelka whisky aż tak mocno chwyciła w objęcia.

Cóż można powiedzieć? Chyba tylko „precz z obłudą”.

A teraz się pochwalę ;-)

UWAGA! Ten wpis ma już 10 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Jacek Kwieciński z Gazety Polskiej pisał jakiś czas temu, że byłoby fajnie, gdyby koszulki z niepoprawnymi politycznie hasłami były dostępne hurtowo. Nie miałem co robić, to przygotowałem wzory i wysłałem im link do redakcji.

Dwa numery dalej, a tu proszę:

Jakby kogoś interesowały koszulki, to proszę bardzo.

Konferencja prokuratury

UWAGA! Ten wpis ma już 10 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Dużo już zostało o tym napisane na Joggerze, dlatego nie będę dublował, ale zauważyłem, że w mediach zrobiła się okropna panika: a to kwestionowanie legalności podsłuchów, a to podważanie sensu puszczania całych rozmów na konferencji, a to znowu bełkot pozbawiony argumentów. Co ciekawe – jednocześnie opozycja, która wcześniej przeraźliwie wrzeszczała, od niecałych dwóch dni milczy (może oprócz Giertycha, którego przez to właśnie przestałem popierać). Dlaczego?

Co by nie mówić o tej konferencji – na mnie zrobiła wrażenie i wystarczyła, żeby przekonać o tym, jakim sukinsynem i kłamcą jest Kaczmarek. Bo czy normalni ludzie, a zwłaszcza były minister, prezes wielkiej spółki ubezpieczeniowej i komendant główny policji, rozmawiają grypsem?!