Odczekaj dzień-dwa

UWAGA! Ten wpis ma już 12 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Tak, jak w tytule – po ostatnim artykule w Gazecie Wyborczej i wielu dyskusjach – chciałbym zaapelować do wszystkich: przeczytałeś kontrowersyjny artykuł w GW? Wstrzymaj się dzień, może dwa z polemiką. Dlaczego? Powody widać doskonale na przykładzie ww. artykułu i dyskusji. Kilkaset komentarzy, argumenty obydwu stron, nawet inwektywy. I co z tego? Nic, ponieważ mało rzeczy przedstawionych w artykule kwestii jest prawdziwych. Jest pięć dni po publikacji artykułu, i można wyliczyć następujące zakłamania:

  • ciąża nie jest wynikiem gwałtu ani nie potwierdziła tego prokuratura,
  • 14-letnia Agata ma prawo do legalnej aborcji, gdyż jej ciąża jest wynikiem gwałtu. Potwierdziła to lubelska prokuratura.

  • na miejscu nie było żadnych reporterów Radia Maryja ani TV Trwam, zaś lekarze odmawiali dokonania zabiegu ze względu na moralność i niejasną sytuację opiekuńczą dziewczynki,
  • Prócz księdza pojawili się także dziennikarze albo z Radia Maryja, albo z Telewizji Trwam. A kobiety z organizacji antyaborcyjnych okupowały sekretariat. Gdybyśmy zrobili ten zabieg, moherowe berety by nas zjadły.

  • dziewczynka została przywieziona do szpitala nie przez matkę z domu, lecz z pogotowia opiekuńczego,
  • nie ma prawa do aborcji ze względu na to, że sama nie wyraziła jeszcze zgody, a gdyby nawet to zrobiła – potrzebna jest zgoda opiekuna prawnego, którym nie jest jej matka,
  • ojcem dziecka jest rówieśnik, kolega dziewczynki, więc nie był to gwałt, a czyn zabroniony
  • nikt nie “chodził za dziewczynką”, przyjęła jedynie prośbę księdza o rozmowę, rzeczywistej agitacji dokonały tutaj środowiska proaborcyjne, które szukały szpitala do wykonania zabiegu pomimo braku zgody na to dziewczynki.
  • Piszę to, ponieważ chcę podkreślić, ile zamętu wprowadziła tymi kłamstwami Wyborcza, już w tytule artykułu wrzucając: “Odmówili aborcji zgwałconej 14-latce”. Dyskuję u rvn-a można spisać na straty, a my (dyskutanci) tylko niepotrzebnie marnowaliśmy czas, a nawet kłóciliśmy się.

    Dlatego następnym razem, zanim zaczniemy polemikę z sensacjami z GW, odczekajmy parę dni. Po co co dyskutować o czymś, co istnieje tylko w wyobraźni autora tekstu?

27 myśli w temacie “Odczekaj dzień-dwa”

  1. Myślę, że to obraziłoby prawdziwych lewicowców (nie tych pokroju starego betonu z SLD), jak np. naszego Bartiniego z Joggera. Bo kłamstwa nie są domeną żadnej normalnej opcji politycznej.

  2. Niemiecka polskojęzyczna podróba Newsweeka i kilka innych źródeł raczej potwierdzają wersję Wyborczej. Dziennikarka Newsweeka rozmawiała z Agatą i jej matką, sądzę więc, że jest bardziej wiarygodna niż joggerowi prawicowcy, którzy swą (anty)wiedzę czerpią z forum Frondy.

  3. Touche, Dandys. Ja u siebie zrezygnowałem z dyskusji, bo już parę dni temu zauważyłem, co się dzieje. Dzięki za wpis. Od siebie dodam jeszcze, że gdzieś [tak, kurde, nie pamiętam już z tego wszystkiego, gdzie] przeczytałem, że dziewczyna do wczoraj nie była zdecydowana, wbrew bajdurzeniom o „zastraszaniu” i „nachodzeniu”.

  4. Czyli nie ma jak obiektywny komentarz akurat w tej sprawie. Jak zwykle, stereotypy, odgórne założenia i uznanie ich jako jedynie słusznych oraz prawica i katole winni całego zła. Lubię takie komentarze, bo przynajmniej poprawiają humor z rana.

  5. „W debacie aborcyjnej najbardziej obrzydliwe dla mnie jest to, że prawicowych publicystów takich jak Wildstein, Terlikowski czy Magierowski ten problem nie dotyczy.” [WO]

    W tej debacie najbardziej obrzydliwe jest to, że problem nie dotyczy dużo większej części osób. Tych mianowicie, którzy głosując za aborcją, sami od łyżki skrobankowej [czy czym się to robi] wywinęli się kilkanaście lat temu. Zresztą… po tym zdaniu i po następnym – że Terlikowskiego i innych to nie dotyczy, BO gdyby ich córkom coś takiego się zdarzyło, to stać by ich było na opłacenie skrobanki za granicą – odechciało mi się czytać resztę wpisu Orlińskiego.

  6. torero: Fajne uogólnienia. I z tą łyżką, i z kilkanaście lat. No i prawda jest dokładnie taka, jak pisze – bogatsi (tak naprawdę począwszy od klasy średniej – wpadkę masz góra co parę lat, więc te parę tys. zł (myślę, że w 1000 euro impreza się zamknie z przejazdami) można wywalić) mają to gdzieś. Biedniejsi się męczą.

  7. … bo oczywiście taka opcja, że za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma morzami żyją sobie ludzie, którzy nie puszczają się na prawo i lewo, starają się być monogamiczni, do bólu poważnie podchodzą do pewnych spraw i nie głosują na lewicę, brzmi zbyt egzotycznie, żeby można ją było poważnie rozważyć w towarzystwie ludzi wykształconych, obytych i ogólnie oświeconych, nieprawdaż?

  8. torero: A co ma „puszczanie się na prawo i lewo” i ew. monogamiczność do rzeczy? I w ogóle co Ci do tego czy ktoś „się puszcza” i czy jest monogamiczny, jeśli nie jest Twoim partnerem? Religia/cokolwiek zabrania Ci stosowania prezerwatyw? Nie kupuj. Ale nie zabraniaj kupna innym.

  9. Ma. Do omawianej przed momentem argumentacji, w myśl którego „Terlikowskiego będzie stać, jak mu się córka puści, na aborcję za granicą”. Myślałem, że nie muszę wyjaśniać tak łopatologicznie, że niektórzy starają wychować tak swoje córki, żeby do takich rzeczy nie dochodziło, mało tego – nawet, jeśli niektórym taka rzecz się zdarzy, nie będą od razu biegali do abortera.

    Jak dla mnie to mentalność złodzieja, któremu się wydaje, że skoro on kradnie, to wszyscy dokoła są złodziejami. Właśnie taka argumentacja jest dowodem na to, że ktoś nie jest w stanie organicznie przyjąć do wiadomości twierdzenia, że „wszyscy siedzimy w rynsztoku, ale niektórzy spoglądają w gwiazdy”. I twierdzić bez jakichkolwiek podstaw, że przecież pp. Terlikowski czy inni nie mogą ot tak sobie myśleć w ten sposób i na pewno mają gdzieś ugadanego „lekarza” na boku.

    Prościej nie potrafię. I odpowiadam pytaniem na pytanie: gdzie Ty widzisz w moim komentarzu jakąkolwiek wzmiankę o prezerwatywach?

  10. torero: Nie zrozumiałeś. Nie chodzi, czy mają umówionego lekarza, czy nie. Chodzi o to, że w razie potrzeby – jeśli zechcą – pakują się w samochód/samolot/pociąg i tyle. Bo mają taką możliwość (finansową), w przeciwieństwie do biedniejszej części społeczeństwa. Wychowanie córki (a czemu nie syna?) nie ma w tym momencie nic do rzeczy – są środki o wysokiej skuteczności, więc ilość partnerów średnio się przekłada na ryzyko zajścia w ciążę. A z prezerwatywami to przykład na „nie musisz używać, by nie zabraniać innym używania”.

  11. Nie zrozumiałem i dalej nie rozumiem. Ta logika mnie po prostu przerasta. A może za mało czytam GW.

    Raz jeszcze: WO oburza się, że to hipokryzja, że Terlikowski i s-ka są przeciw aborcji, bo ich stać na skrobankę za granicą. Ja na to, że nie ma podstaw, żeby imputować im chęć „zakupu aborcji” czy czegoś podobnego i że najwyraźniej komuś nie mieści się w głowie, że można być przeciw aborcji, bo wypływa to ze światopoglądu, a nie z braku kasy. Że dla WO jedynym możliwym wytłumaczeniem postawy antyaborcyjnej jest hipokryzja, wypływająca z posiadania „zabezpieczenia” na wypadek przytrafienia się takiej sytuacji w rodzinie [„lekarz” był tylko figurą, chodziło mi o to, że WO z pewnością zakłada, że ich na to stać w razie czego – zupełnie nie biorąc pod uwagę, że ktoś może nie chcieć aborcji pomimo możliwości finansowych]. A Ty mi na to, że nie chodzi o lekarza, tylko o to, że ich stać w razie czego, itd. itp. Nie rozumiem Twojej argumentacji i przyznaję się bez bicia.

    To całe pierdzielenie o tym, że tych stać i mogą się wyskrobać za granicą, a tamtych nie i to dyskryminacja i faszyzm [kol. WO używa przymiotnika „faszystowski” w odniesieniu do ustawy], to traktowanie aborcji jak dobra luksusowego. Całe środowisko proaborcyjne uważa pewnie, że tych, co nie skrobią, najzwyczajniej w świecie na to nie stać, należy więc walczyć, żeby ich było stać. A założenie takie – że nie skrobiemy dlatego, że nas nie stać – to trzecia prawda góralska; a przynajmniej diabelsko manipulatorskie uogólnienie. I to właśnie z powodu gwałtu na logice – a nie takiego czy innego punktu widzenia – GW wyzywana jest od najgorszych.

  12. torero: Ależ nikt nie twierdzi, że nie skrobiecie, bo was nie stać. Może po prostu nie mieliście potrzeby. Ja również nie „skrobię” (choć mnie stać). Natomiast części ludzi, która nie „skrobie” faktycznie zwyczajnie na to nie stać. Skoro twierdzisz, że skrobią tylko ci, co chcą, a jak komuś poglądy nie pozwalają, to nie skrobie to jaki problem w legalizacji aborcji? Trochę więcej pieniędzy zostanie w kraju, parę mniej zamożnych osób usunie ciążę. I tyle.

  13. Taki, że uważamy, że życie zaczyna się w momencie poczęcia, a więc aborcja jest zabójstwem. Chciałbyś regulacji morderstw we własnym sumieniu?

  14. torero: Tyle, że nie jest zabójstwem, bo płód to nie człowiek (i nigdzie w prawie nie jest uważany za człowieka, nawet w jedynym przypadku, jakim jest możliwość wskazania w testamencie, jest warunek urodzenia żywego). Poza tym, czemu ograniczać się do ludzi? Jedzenie mięsa to śmierć zwierząt, zabrońmy produkcji mięsa? Tak nawiasem, dokładnie we własnym sumieniu decyduję o tym, czy i kto/co zginie. Nie mam z tym problemu.

  15. > torero: Tyle, że nie jest zabójstwem, bo płód to nie człowiek.

    Owszem, jest człowiekiem, w ustawie regulującej warunki dopuszczalności przerywania ciąży właśnie. Gdyby nie był, aborcja byłaby dozwolona na życzenie.

    > Poza tym, czemu ograniczać się do ludzi?

    Bo ludzie różnią się od zwierząt. No offence… ale jak długo czytasz GW, że trzeba Ci tłumaczyć takie rzeczy?

  16. torero: Nie, nie jest człowiekiem. Gdyby był człowiekiem, to nie byłoby osobnej ustawy, tylko KK par. 148 (i okolice), a sama ew. ustawa nazywałaby się ‘ustawą o legalizacji zabójstw’. Zresztą, zacytuj, gdzie w „Ustawie o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży” masz nazwanie płodu człowiekiem. I ja doskonale wiem, że ludzie różnią się od zwierząt. Jajka od kur. Ludzie od płodów. Nie zmienia to faktu, że jak zaczniesz wyrzynać koty w okolicy, to Cię zamkną. A GW akurat nie czytam, za to ciekawi mnie, co Ty czytasz, że mając w tytule „płód ludzki” dośpiewujesz sobie jakieś cuda.

  17. OK, argument o człowieczeństwie zapisanym w ustawie był głupi, ale pisany na szybko przed meczem. Ale skoro dyskusja doszła już do takiego punktu… to w ogóle nie widzę problemu. Prawo się znowelizuje, zapisze człowieczeństwo w ustawie, aborcji zakaże w ogóle, dla Ciebie stanie się to jedynym wyznacznikiem i kwestia dylematu przestanie istnieć. Przegłosowanie człowieczeństwa – jeśli Ciebie to nie wzrusza, dzielą nas lata świetlne wrażliwości i paru innych rzeczy.

    I – nie, człowieczeństwo nie jest zapisane w ustawie. Kwestie życia i śmierci są zbyt poważne, żeby powierzać je ustrojom. Bo tym samym legitymizujesz wynalazki, które pewnego dnia demokratycznie mogą pozwolić na legalne odstrzelenie Ciebie ze względu na numer buta czy inną niesłychanie ważną przesłankę, kreatywność ludzka nie zna granic.

  18. torero: Tyle, że to właśnie ta ustawa jest sztuczna, śmieszna i na siłę i wynika z dziwnych przekonań części ludzi, że płód to człowiek (nawiasem, część z tych ludzi twierdzi, że jajko to kura). Tymczasem zarówno w pozostałych przepisach prawa, jak i kulturze, płód, zwł. we wczesnej fazie nie jest postrzegany jako człowiek. A skoro nie chcesz zapisywać w ustawie, to nie zapisuj. I zostaw możliwość rozstrzygania o tym każdemu we własnym sumieniu.

  19. Twoje przekonania są dziwne, nie moje. Chcesz dalej rozmawiać w ten sposób?

    Zapewne wymyślisz również jakieś przekonujące uzasadnienie dla oryginalnej wersji przysięgi Hipokratesa [tej zakazującej lekarzowi podania kobiecie środka poronnego] czy źródłosłowu wyrażeń „być przy nadziei”, „być w błogosławionym stanie”, rozpaczy kobiet, którym przytrafiło się poronienie i dla parudziesięciu innych „zagadek socjologicznych”. Wszystkie te sprawy obracają się zapewne dokoła jakiegoś gatunku kreta czy innej ryjówki, a w najlepszym razie dokoła pewnej mglistej promesy na potomstwo, a z taką opcją polemizował nie będę, bo i po co? I tak pewnie znów zaraz każesz mi zostawić te sprawy ludzkiemu sumieniu pomimo tego, że dziwnym trafem lewica w ogóle żadnej innej sprawy poza aborcją – relacji w rodzinie, stanowiska wobec homoseksualizmu, wychowania, dobroczynności i w ogóle niczego – nie chce dziwnym trafem pozostawiać we własnych sumieniach kogokolwiek. I pomimo faktu, że pozostawienie we własnym sumieniu kwestii morderstwa kogokolwiek innego, kogo ja subiektywnie nie uważam za człowieka, uznałbyś zapewne za przejaw faszyzmu.

    EOT.

  20. WO ma rację. Otóż takiego Terlikowskiego, Wildsteina, mnie, torero i kilka osób jeszcze stać na zapłacenie komuś za obicie takiego WO. A taki zwykły biedaczek musi sobie radzić sam i obijać własnoręcznie. Ot i stąd całe zło świata, z tego kapitalizmu co to w głowach przewraca (jadę już Michałem Nowickim?) Ci co mają kasę przekupują biednych by czynili źle. Proste?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.