Kolejni “nonkonformiści”

UWAGA! Ten wpis ma już 11 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Jak donoszą, uczniowie pierwszej klasy jednego z łódzkich liceów, podjęli “śmiałą i świadomą decyzję”. Otóż przestali chodzić na religię. Zamiast niej, chcą chodzić na etykę. Oczywiście, są mądrzy, bo jeszcze nie wiedzą o tym rodzice. A takie pieprzenie, że “uczniowie I D będą chodzić na etykę” ma tyle wspólnego z rzeczywistością jak to, że ja mogłem sobie w liceum życzyć więcej godzin matmy zamiast j. polskiego. A co najlepsze – nauczyciele są szczęśliwi. Popierają uczniowską anarchię. Przyznam, że zazdroszczę uczniom tej klasy – może mają poprzewracane w dupach, ale teraz pokazano, że wolno im wszystko. Zaczęło się od religii, a skończy na doborze nauczycieli, bo Ci dotychczasowi “za dużo wymagają”. I ciekaw jestem wtedy słów tych, którzy popierają teraz uczniowski “zryw”. Ale cóż, za “odwagę”, jaką jest zapewne pokazanie swojej gęby w gazecie trzeba płacić. A że nauczycielom akurat łatwo cokolwiek wmówić, to problemu nie było – zrobili robotę planowaną przez dziennikarzy, a sami żyją w świadomości, że są bohaterami.

52 myśli w temacie “Kolejni “nonkonformiści””

  1. Si. Przynajmniej w szkole mojej i moich znajomych.
    Poza tym spójrzmy prawdzie w oczy – w liceum ludzie wchodzą w dorosłość, lekcje nabierają innego wymiaru, ludzie uczą się dla siebie, nie dla rodziców. Nie widzę powodu, dla którego rodzice mieliby decydować o uczęszczaniu na religię lub etykę.

  2. Do liceum idzie się, mając 15-16 lat. Uważasz, że to już jest wiek pozwalający na podejmowanie decyzji nt. własnego życia, gdy odpowiedzialność nadal ciąży na rodzicach?

  3. Idzie się mając 16, kończy się będąc osobą dorosłą.

    Nazywasz wybór religii lub etyki wyborem dot. własnego życia? Może najlepiej prowadźmy ludzi do 18 roku życia za rączkę, przecież odpowiedzialność za nich ciąży na rodzicach. Nie mogą być samodzielni.
    Takie właśnie wybory uczą samodzielności i sprawiają, że ludzie dają sobie jakoś radę w życiu. Bo sorry, ale jeśli ktoś w wieku 16 lat nie wie, czy jest osobą wierzącą czy nie i opiera się na decyzji rodziców, to co będzie za 2 czy 3 lata jak będzie miał wybrać kierunek studiów?

  4. Pełnoletnią, nie dorosłą. Studia będą wybierali już jako pełnoletni. A do tego czasu odpowiedzialność za nich spoczywa na rodzicach (prawnych opiekunach) – więc jak by to było? Dzieci podejmują jakieś decyzje, a odpowiedzialność i tak ponoszą rodzice. I wiem, że religia to akurat taka sprawa, gdzie tej odpowiedzialności nie widać (bo to, czy ktoś jest wierzący, czy też nie, nie jest przecież karalne, itp.). Ale gdy się pozwoli dzieciom podejmować decyzje w takich sprawach, to trzeba potem być konsekwentnym. Bo zaraz zacznie się dyskusja o prawie do głosowania, itp. I będą to tego samego typu problemy – czyli niby niezwiązane z odpowiedzialnością, itp.

  5. A ja Ci tłumaczę, że takie wybory są potrzebne. Trzeba nauczyć się samodzielności, bo potem wyrośnie banda nic nie umiejących ciap, nie radzących sobie z wyborami w życiu.
    Rodzice nie powinni wybierać za dziecko kierunku jego edukacji.

  6. Oczywiście, że trzeba uczyć samodzielności. Ale nie w ten sposób, że sobie postanawiają coś i mają w dupie, że np. nie leży to w ich gestii. Bo potem się bardzo zdziwią, gdy się okaże, że w pracy ktoś podejmuje decyzje, które im nie pasują, a oni za strzelenie focha wylecą z hukiem. Tym bardziej, że w przypadku tych uczniów to były idiotyczne przyczyny – typu „chcę etykę, bo religia jest nudna”, albo po prostu owczy pęd. Trzeba dać dzieciom pewne pola, na których mają wolną wolę, ale jednocześnie trzeba uczyć odpowiedzialności.

  7. Czekaj, czekaj… cały czas się pierdzieli na temat bierzmowania (które teraz jest w gimnazjum), że to świadomy wybór każdej osoby. Tak samo, jeżeli nie chcą uczęszczać na lekcje religii (które niestety jak się przekonałem na własnej skórze), które wyglądają dokładnie jak w gimnazjum to sorki. Ja nie jestem katolikiem i pamiętam jak walczyłem z księdzem, który chodził po kolędzie (moi rodzice wierzą w Boga), że jestem bezczelny bo nie chodzę na religię. To zaproponowałem mu, aby zorganizował mocherową pikietę pod moim domem, dlatego że mam własne zdanie i nie uczestniczę w owczym pędzie do tego, aby być w tych polskich 90% „katolików”. Oburzanie się, że ktoś nie chodzi na religię to bardzo prostackie zachowanie. Co Ciebie obchodzi to? U mnie w liceum na pierwszą etykę przyszło 150 osób. Na zorganizowaną w tym samym czasie religię 10. Wiesz dlaczego? Bo każdy ma swój rozum. Jeżeli komuś religia jest potrzebna do szczęścia to niech chodzi, ja mu nie bronię, ale ta zasadza działa w obie strony. Ja wolałem się uczyć o wszystkich religiach i sektach, a nie powtarzać materiał z gimnazjum.

  8. Dandys chciałbym ci przypomnieć, że w Polsce jeszcze można być niewierzącym i można nie chodzić na religię.

    A według Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej kwestia przekonań religijnych w Polsce jest prywatną sprawą każdego obywatela

  9. @Tarnum: miałeś bardzo liberalne liceum w tej kwestii i nie nazywaj tego normą. Rodzice podejmują decyzję często nie tylko do uzyskania pełnoletniości, ale w ogóle do czasu ukończenia liceum (mowa o decyzjach związanych ze szkołą) – ot, choćby kwestia pisania usprawiedliwień, która już kiedyś była poruszana na joggerze.
    A podejmowanie decyzji? Czy naprawdę uważasz, że wybór religia-etyka czegokolwiek, oprócz podążania za stadem baranów, uczy?

  10. Jest też druga strona problemu – zorganizowanie lekcji etyki czasem stanowi problem ze względu na brak nauczycieli mających odpowiednie uprawnienia (nie podam teraz źródła, ale czytałem o tym artykuł kilka miesięcy temu) z reguły staje na tym, że zamiast religii jest okienko, albo coś w tym stylu.

    Osobiście uważam, że zmuszanie młodzieży 16+ lat do uczestniczenia w lekcjach religii jest nie na miejscu. To nie są już dzieci – o czymś takim jak wiara są w stanie samodzielnie decydować. (wydaje się, że Kościół ma podobne zdanie – bierzmowanie ma przecież miejsce jeszcze w gimnazjum o ile się nie mylę). Przepisy są durne do tego stopnia, że nie mając 18 lat trzeba szkole dostarczyć pisemną zgodę rodziców. Swojego czasu zwróciłem się z tym do księdza i on po prostu to załatwił. Nie wszyscy księża do świnie, powiem nawet więcej – jak do tej pory spotkałem bardzo tolerancyjnych i pełne szacunku do odmiennych poglądów księży. Może mam szczęście. 🙂

  11. „Czekaj, czekaj… cały czas się pierdzieli na temat bierzmowania (które teraz jest w gimnazjum), że to świadomy wybór każdej osoby.”

    Jajeczko prawda, ludzie idą do bierzmowania, „bo co sąsiedzi/inni/babcia/rodzice/w szkole pomyślą, poza tym wszyscy idą to ja też”. Z tego samego powodu nie chcą się wypisywać z Kościoła.

    @Dandys, znowu wyjeżdżasz z Twoim pokrętnym rozumowaniem, że jak ktoś nie ma 18 lat, to nie ma prawa decydować o swoim życiu i mieć jakichś zdefiniowanych poglądów. 12-latek, co skończył podstawówkę może być bardziej dojrzały emocjonalnie, stabilniejszy psychicznie i pewniejszy swoich poglądów niż 24-letni student, który broni magisterkę.

  12. Do bierzmowania nie poszedłem. Nawet się nie zainteresowałem tym kiedy się odbyło.
    W pierszej liceum dostaliśmy księdza, naprawdę w porządku. Od początku wiedział, że nie jestem wierzący i na koniec roku dostałem 6 właśnie za to, że potrafię wyrazić swoje zdanie i aktywnie uczestniczyć w dyskusji. W tym roku dostaliśmy katechetkę, przyszedłem na pierwszą lekcję, by zobaczyć co ona tam prawi. No i jak na wiesć o ew rezygnacji z religii zaczęła mi prawić, że zatracam swoją duszę, marnuję szansę na przyjęcie Chrystusa do mego serca itp. to stwierdziłem, że dość.
    W moim liceum są zajęcia i religii i etyki. Co ciekawe… nie mam obowiązku uczestniczyć w żadnych z nich. Podpis rodzica jednak był wymagany.

  13. a wyobraźcie sobie, że zamiast religii macie przedmiot marksizm i też z niego nie możecie się wypisać, bo nie macie 18 lat, a wasi rodzice są komunistami. w takim ujęciu sprawy, to, czy wtłaczają katolicyzm czy marksizm, nie ma to naprawdę żadnego znaczenia – liczy się sam proces zniewalania umysłów jeszcze wtedy, kiedy są na to najbardziej podatne. potem, jak już ktoś wspomniał wyżej, chodzą do kościoła i „wierzą w Boga”, bo co sobie ludzie pomyślą…

  14. @Dodek, niestety ale się mylisz. Marksizm (czy jakakolwiek inna filozofia) ma to do siebie, że można go zjechać równo i nikt się nie przejmie, a przeciwnicy będą pikietować przeciwko „indoktrynacji młodzieży”. Natomiast jeśli chodzi o religię (jakąkolwiek), to nie wolno jej ruszać nawet o centymetr, bo to obraża (sic!) uczucia religijne (sic^2!) – czegokolwiek by ona nie głosiła.

  15. trochę mnie nie zrozumiałeś, bo właśnie o to mi chodziło – tak naprawdę wtłaczanie marksizmu nie różni się niczym od wtłaczania katolicyzmu (oczywiście też wybiórczo, nikt przecież nie pokaże dzieciom Rdz 34 czy Wj 32), a jednak to marksizm jest zły (bo akurat jest zły), a do religii trzeba mieć szacunek (bo, hmm, komuś będzie przykro?).

  16. Lol, prezentujecie tu swoje „święte racje” zupełnie jakby stosunek do religii miał jakikolwiek zwązek z tematem…
    Akurat uważam, że przykład z marksizmem jest o tyle nietrafiony, że jeśli coś JEST w programie PUBLICZNEJ oświaty, to tam jest i kontestacja tego jest bez sensu. Zawsze można wybrać jakąś prywatną placówkę edukacyjną, gdzie tego nie ma. A tak – jakby był marksizm to dzieci miałyby obowiązek chodzić na marksizm. Bo to wynika z natury szkoły i oświaty (publicznych).

  17. oczywiście błędne założenie, że religia jest w programie oświaty, psuje Twoją argumentację, ale załóżmy, że jest tak, jak mówisz.
    (konstytucja daje obywatelowi wolność religii i wolność od religii) => (nie można zmuszać obywatela do wiary)
    a ponieważ konstytucja rzeczywiście daje wolność, to poprzez modus ponens druga część implikacji też jest prawdziwa, bo tak się nieszczęśliwie składa, że nieletni to też obywatel
    a stosunek do religii ma kluczowy związek z tematem, ponieważ, uwaga, jest o dzieciach, które prezentują swój stosunek do religii (piszę dzieci, bo ludzie dojrzali by nie szli do mediów z tym)

  18. Ależ religia JEST w programie oświaty, skoro jest obecna w szkołach i ocena z niej liczy się do średniej. Oczywiście można dyskutować również z tym, że 2*2=4… To, że jej obecność w programie szkolnictwa jest bez sensu (a jest) nie zmienia faktów.
    A wolność religii? Widzę, żę uporczywie redefiniujesz pojęcia. Nikt nikogo nie zmusza do takiego, a nie innego wyznania, jedynie do uczęszczania na pewne zajęcia. A tak naprawdę i to nie, bo jeśli dziecko potrafi się dogadać z rodzicami, to nie musi. Czy system, który zakłada, że kontakt na linii rodzic-dziecko nie funkcjonuje poprawnie jest wg. Ciebie systemem poprawnym?

  19. @Voronwe, art. 53, ust. 4: „Religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób.”
    Zmuszając mnie do uczęszczania na lekcję religii (jakiejkolwiek) „naruszona” zostaje moja „wolność sumienia i religii”.

  20. o relacjach z rodzicami – dobry argument. jednakże to nie jest kwestia tego, czy potrafi, tylko czy jest w stanie. katolika (prawdziwego) nie przekona jego dziecko, że naprawdę, ale to naprawdę nie chce chodzić na religię, bo w to całe gadanie nie wierzy – katolik na chrzcie przysięgał, że wychowa swoje dziecko w wierze, a jeżeli pozwala, żeby odchodziło od Boga, to ksiądz mu nie da rozgrzeszenia przy spowiedzi, a dla katolików to ważne. poza tym dochodzą do tego kary i szlabany za to, że dziecko nie wierzy (tak, tak), przymusowe rozmowy z księdzem (nie inaczej). najgorsze jest to, że ja tego nie biorę z palca tylko z pamięci o własnych przejściach.
    tu nie chodzi o dobry kontakt, bo religia ten kontakt zaburza – siła argumentów jest niczym wobec „bozia się będzie gniewać” i „dla twojego dobra, dla dobra twojej nieśmiertelnej duszy masz chodzić”.
    czy gdyby zamiast katolicyzmu był latający potwór spaghetti, twoi rodzice mieli gdzieś to, co się z tobą dzieje, a wszelki przejaw niewiary w potwora owocował oceną niedostateczną, która, jak zauważyłeś, liczy się do średniej, też byś uważał, że to jest tylko kwestia chodzenia na zajęcia a nie wiary? powinno się zapewnić zajęcia alternatywne, dla „myślących alternatywnie”. zastanawiam się czasami, czy gdyby parę razy historia obróciła się inaczej, to czy to wierzący nie byliby tymi myślącymi alternatywnie.

  21. Tak, też bym się upierał, że to kwestia chodzenia na zajęcia. Zresztą spora część zajęć, jakie pamiętam ze szkoły wyglądała całkiem podobnie, jak wyobrażam sobie wykładanie religii WPS. Brak rozgrzeszenia przy spowiedzi też wziąłeś z autopsji? 😛

  22. tak, tak mi to było tłumaczone – jeżeli grzeszysz i wciąż w tym grzechu trwasz, to rozgrzeszenia nie dostajesz. dlatego właśnie rozwodnicy nie mogą do sakramentów podchodzić – chyba że powrócą do swojej zaprzysiężonej małżonki, (której poprzysięgli wieczną i dozgonną miłość i oczywiście to jest ich wina, że im przeszło), a następnie wyspowiadają się

  23. Nie czytałem wszystkich komentarzy, ale u mnie w szkole był przedmiot Religia/Etyka, czyli Etyka z elementami religii.
    A protest dzieciaków jest raczej próbą lansowania się na fali mody panującej w internecie, takie moje zdanie. Chyba, że religii uczyła ich nieodpowiednia osoba – wtedy sam wolałbym etykę zamiast religii.

  24. @flegmatyk
    Z tego, co wyczytałem w źródle (OMG, Dandys linkuje do wyborczej nie w celu wytknięcia manipulacji?! :P), ani dzieciaki, ani ich rodzice, nie specjalnie popierali pomysł napisania podlinkowanego artykułu. Trudno nazwać to lansem. ;>

  25. @Pustelnik

    Dandysa uwiera wolność dokonywania wyborów.
    Najchętniej zadekretowałby, co każdy z nas miałby mówić, czynić i myśleć.

    Podejrzewam, że posiadł patent na uszczęśliwienie wszystkich ludzi. Niebezpieczna przypadłość.

  26. @Dandys: Rodzice rodzicami, ale w kwestii światopoglądowej „dzieciaki” powinny mieć wybór. Wolność wyznania itp.

    To, co wcześniej napisałeś wywołało we uczucie niepewności, co do istnienia jakiejkolwiek wolności. Przecież nikogo nie powinno się zmuszać do wiary. I nawet rodzice niepełnoletniego powinni mieć to na uwadze.

  27. Warto jeszcze dodac, ze prawnie jest pewien pat wsrod osob w wieku 15-18 lat. Wynika to z tego, ze osoba taka nie jest pod wladza rodzicow w pelni, ale nie jest tez w pelni wolna.

  28. Aaa. Jeszcze jedno, moj znajomy, gdy szkola miala wobec niego podejrzenie o zazywanie narkotykow (nieslusznie de facto). Nie zgodzil sie na badania, mimo, ze rodzice w pierwszej klasie podpisywali zgode. Probowano go zastraszyc wyrzuceniem ze szkoly, ze nie ma 18 lat i nie ma nic do gadania, prawda jest taka, ze nic nie mogli zrobic.

  29. Dzieci w końcu coś mądrego zrobiły.
    Ja też tak zrobiłem i niczego nie żałuje.

    Nie ma sensu tracić czasu na słuchanie ukrytych za habitami gejów/pedofili.

    Polecam każdemu nie chodzenie na religię.

  30. @dodek:

    „Pierwszak w liceum jest niepełnoletni, więc formalnie to rodzice decydują, na co dziecko będzie chodzić. Robią to na początku września. Na kartkach. Szkoły poganiają, bo chcą dopiąć plan lekcji. W I „d” nikt nie poganiał. – Już na pierwszej wywiadówce prawie połowa rodziców poinformowała mnie, że ich dzieci będą chodzić na etykę. Pozostali podjęli decyzję w ciągu tygodnia – wspomina wychowawczyni.”

  31. JC – „Nie ma sensu tracić czasu na słuchanie ukrytych za habitami gejów/pedofili.” – Wiesz, na czym dojrzałość polega? Na umiejętności ugryzienia się w język przed pisaniem takich bzdur.

    —-

    Cieć pozdrawia dandysa.

  32. Istnieje wybór między religią a etyką. Nie rozumiem więc o co chodzi w tym wpisie.
    Tak zadecydowali – to tylko i wyłącznie ich sprawa.
    Klasa humanistyczna postanowiła oprócz jednego światopoglądu poznać także inne i to w dodatku obiektywnie bez żadnej indoktrynacji – moim zdaniem to bardzo dobry wybór.
    Lekcje religii nie dają tego co etyka.

  33. Znakomity pomysł. Skoro dzieci do ukończenia 18 lat „stopniowo nabierają praw obywatelskich” i rodzicom nic do tego, czy będą chodzić na religię, czy etykę, więc może „stopniową samodzielność” pociągnijmy do końca i Dojrzałych i Wolnomyślących Państwa Osiemnastolatków nagminnie wyrzucajmy z domów? Skoro nic nikomu do niczego?

    @Zal [i s-ka]: wszyscy mylicie podstawowo jedną rzecz: praktyki [i „otoczkę”], dekretowalne jak najbardziej, z wiarą, która z definicji nie poddaje się ocenom czy „zmuszalności”. Kiedyś, gdy jeszcze w szkole religii nie było, na świadectwie z religii były oceny z uczęszczania, zachowania na lekcjach i z wiadomości religijnych. A pod spodem pamiętam adnotację w tym kształcie: „Z życia religijnego uczeń ocenia sam siebie i względem Boga”. Może warto byłoby to przywrócić? Bo mam nadzieję, że pewne pojęcia zostały tak rozmydlone, że zapomnieliśmy ich pierwotne znaczenie.

    „Przymuszanie do praktyk religijnych” nie jest niczym gorszym, niż np. przymuszanie libertarian do płacenia na ZUS. Nawet lepszym, bo i tu i tu łamie się czyjeś poglądy i idee, ale wpłaty na ZUS łamią dodatkowo również kieszeń. I dopóki libertarianie chcący żyć w Polsce będą musieli płacić socjalistyczne składki, dopóki „apele o wolność religijną” będę traktował sikiem prostym koherentnym.

    @rozie: a tom wesół dzięki Tobie. Marksizm ma podstawy naukowe, powiadasz. A w jakiej nauce, jeśli wolno spytać? Matematyce, ekonomii, psychologii, czy może logice klasycznej?

  34. toreto: Ależ oczywiście, że ma. W ekonomii właśnie (inna sprawa, że wyciągnięte wnioski nie są do końca słuszne). I z logiką klasyczną też na bakier nie jest.

  35. rozie, na podstawie samego faktu, że niektórzy przyjmują do świadomości np. istnienie pieniądza, nie wolno nam wnioskować, że „marksizm ma podstawy naukowe”. To tak, jakby „bazę naukową w meteorologii” i słuszność en masse wnioskować np. dla wywodu: „Wczoraj w okolicach Zagnańska wiał wiatr słaby i umiarkowany. Dowodzi to, że na dworcu w Kielcach piździ, jak nie wiem.” Związku marksizmu z logiką nie chce mi się chwilowo obalać.

    Zresztą, o czym my tu mówimy? Gdyby w szkole chcieć uczyć tylko rzeczy na solidnej podbudowie naukowej, wyleciałyby z niej nauki humanistyczne choćby [o WFie nie wspominając]…

  36. toreto: Ależ właśnie „Mickiewicz wielkim poetą był” nie ma miejsca w szkołach (przynajmniej tych normalnych). Jest bardziej podział wiersza, nowatorstwo gatunku itp. WF – inna bajka.
    Co do marksizmu – w kontekście historycznym był jak najbardziej na miejscu, zwracał uwagę na ciekawe zależności, których wcześniej nie brano pod uwagę itd. To, że się nie sprawdził w praktyce to inna bajka (podobnie nie sprawdził się „dziki kapitalizm”). Jego nauczanie w szkołach jako osobnego przedmiotu nie ma większego sensu niż np. historii literatury starożytnego Rzymu – za szczegółowe po prostu.
    Natomiast religia w wykonaniu kapłanów/zakonników jakiejkolwiek religii, na terenie państwowym, za państwowe pieniądze to jak nauka muzyki i jęz. polskiego (na terenie szkoły, za państwowe pieniądze) przez młodzież z odpowiednio punkowych i hiphopowych kapel.

  37. Rozie, od opisu „ciekawych zależności” zachodzących po rewolucji przemysłowej jest/była historia, jej odgałęzienia i wszystkie nauki, których to pośrednio dotyczyło [ekonomia, może socjologia, etc.] Jedyną racją bytu marksizmu jako oddzielnej części nauk było stworzenie zbioru sylogizmów dla utworzenia pseudonaukowej podstawy dla późniejszych rzezi [co było notabene „wpisane w koszty” od samego początku – choćby w nawoływaniu do rewolucji – a nie jako efekt „niesprawdzenia się” czegokolwiek].

    Może się zdziwisz, ale w kwestii religii w szkole stoję pośrodku – nie oręduję zbyt mocno za pozostawieniem jej w szkołach, choć widzę, że jest to po prostu najczęściej WYGODNE rozwiązanie dla obu stron. Nie mogę się jednak zgodzić ze stwierdzeniem, że etyka to jej przeciwieństwo czy jakieś znaczące uzupełnienie [arytmetycznie to raczej zubożenie…] – sam Dekalog 3 przykazania poświęca miłości Boga, a aż 7 – bliźniego, i to w sposób, który każdy normalny system etyczny [może poza jakimiś egzotycznymi czy nowożytnymi filozofiami] akceptuje w zasadzie bez zastrzeżeń. Z całym szacunkiem uważam po prostu, że i do „buntu”, i do świadomej wiary trzeba dorosnąć – i żeby nie było, że kogoś chcę obrazić, piszę to z własnego przykładu. W wieku 15 lat można być już świetnym koderem, sportowcem czy matematykiem, ale na „etyczne wyprofilowanie się” jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.