Wasze najciekawsze rozszerzenia dla Firefoksa

UWAGA! Ten wpis ma już 11 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Przeglądając oficjalną stronę z rozszerzeniami dla Firefoksa natknąłem się na kilka ciekawych. Chciałem jednak przedstawić te, których używam na codzień. Oto i one:

Tab Mix Plus zintegrowany z moim Firefoksem. Bez niego używanie tej przeglądarki nie miałoby sensu. 🙂

Doskonały akcelerator ściągania. Pozwala na wielokrotne przyspieszenie ściągania pliku oraz – co najważniejsze – na wstrzymywanie ściągania pliku oraz możliwość wznowienia ściągania od tego momentu po restarcie przeglądarki. W połączeniu z opcją dTaOneClick rozszerza niedogodność domyślnego menedżera ściągania z Firefoksa. Rozszerzenie to nie wymaga żadnych zewnętrznych narzędzi (jak FlashGot).

Dzięki temu rozszerzeniu mogę w sposób „klikalny” usunąć dowolny – powtarzający się lub nie – element strony. Trzy kliknięcia i nie widzę komentarzy na Onecie. 🙂

Sławne rozszerzenie pokazujące na kilka sposobów pogodę w wybranym regionie świata. Parę minut roboty i mam około 12 cm pasek z akutalną i przewidywaną na dzień następny pogodą w mojej miejscowości. Często się przydaje.

A jakich Wy używacie rozszerzeń? Chodzi mi o te o ciekawym działaniu.

Jak na Wykopie dziury łatali

UWAGA! Ten wpis ma już 11 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Kolega szlomo, przeglądając Wykop odkrył, że w komentarzach działają znaczniki markdown. Jako, że serwis ten nie jest już do końca niekomercyjny, postanowił dać do myślenia ludziom za niego odpowiedzialnym linkiem, w którym skorzystał z dobrodziejstwa ww. składni. Tak to wyglądało jeszcze parę minut temu:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
A tak to wygląda… chwileczkę – gdzie jest ten link?! No tak, zgodnie z planem, administratorzy zauważyli link i postanowili „załatać” dziurę usuwając link ze strony Wykopaliska. Konia z rzedem temu, kto go teraz znajdzie. 🙂

A oto i link do odciętego linku: http://www.wykop.pl/link/8948/skladnia-markdown-dziala-takze-w-opisach.html

Pytanie za 100 punktów

UWAGA! Ten wpis ma już 11 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Mam pytanie za 100 punktów do Joggerowców: jak dodać możliwość pobierania trackbacków na _moim_ Joggu, konkretnie w tym szablonie? Bo próbuję od 20 minut i za nic nie mogę tego zrobić.

Swoją drogą, to Jogger coraz częściej mnie zaczyna denerwować. Przez pieprzonych yuppies, którzy mają gdzieś zwykłych użytkowników, nieznających się zupełnie na XHTML-u i CSS (zaliczam się do tej grupy), Jogger jest taki, jaki jest. Jaki? Po prostu skomplikowany. Bo spróbuj wytłumaczyć – kolego riddle i bando podobnych Tobie – początkującemu, jak dodać favicon czy trackback. Odeślesz go do Wiki Joggera? Mnie odesłano – do tego artykułu. I co wiem? Jeszcze mniej, niż wiedziałem przed jego przeczytaniem. Czy naprawdę tak trudno umieścić ramkę z gotowym kodem do wklejenia i poinstruować, w którym zrobić to miejscu? Nie znam struktury XHTML, a przy dodaniu linku do &ENTRY_TRACKBACK_HREF; dostaję komunikat, że link powinien znajdować się w bloku lub że znajduje się w bloku błędnym. Poddaje się – a Wy dalej róbcie serwis blogowy dla siebie, yuppies i geeków ślepo dążących do tego Waszego „profesjonalizmu”.

A u mnie na joggu dalej nie będzie trackbacków, textile, itp. Bo nie mam zamiaru się denerwować, czytając niedorobione Wiki na ich temat.

Amarok – wbrew pozorom cudo!

UWAGA! Ten wpis ma już 11 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Wiem, że wiele osób może się poczuć zniesmaczonych tytułem i samą nazwą Amaroka, jednak mimo wszystko pozwolę sobie go przedstawić. Choćby dlatego, że chciałem się podzielić radością z jego „odkrycia”. 🙂

Do tej pory używałem nieśmiertelnego XMMS-a. Trwało to kilka lat (około czterech), ponieważ towarzyszył mi jako „grajek” od początku mojej przygody z Linuksem – jeszcze od czasów SuSE 6. Jednak gdy ten ostatnio zaczął mi się wywalać na piosenkach z pewnej płyty zakodowanych w zmiennym bitrate, postanowiłem – na początku chwilowo – odpalić inny odtwarzacz, aby móc cieszyć się muzyką, z którą XMMS sobie nie radził.

Jedynym programem, który – poza XMMS-em – miałem zainstalowany na dysku, a który nadawałby się do odtwarzania MP3, był Amarok. Nigdy go nie używałem, jednak krążąca wśród „geeków” opinia, jakoby był on czymś w stylu IE na rynku odtwarzaczy skutecznie mnie od niego odrzucała. Jak się okazało – zupełnie niesłusznie.

Przywitał mnie kreator, dzięki któremu ustawiłem parę opcji, jak sposób wyświetlania czy lokalizacja mediów.

Gdy Amarok po raz pierwszy się uruchomił stwierdziłem, że nie jest brzydki z wyglądu. Jego główne okno bardzo przypadło mi do gustu.

 

 

Zawiera ono wszystko to, co potrzebne do sterowania odtwarzaniem utworów z listy. Informacje o wykonawcy, tytule, a nawet nazwie albumu, z którego dany utwór pochodzi, zawarte są na przewijającym się pasku. Można „przeciągnąć” z niego te informacje do dowolnego edytora lub pola tekstowego. Kilka wbudowanych graficznych analizatorów widma powoduje wrażenie braku monotonii. Po lewej informacje o czasie utworu, jego bitrate oraz częstotliwości próbkowania. Na dole suwak postępu odtwarzania ścieżki oraz przyciski do nawigacji.

Bardzo ucieszyła mnie możliwość potwarzania w pętli nie tylko listy utowrów, ale także bieżącej MP3. Nareszcie mogę słuchać w kółko jednego, świeżo zasłyszanego utworu, który ściągnąłem. Niby prosta rzecz, a jednak w XMMS musiałem ingerować, aby powrócić do utworu, nie usuwając jednocześnie pozostałych piosenek z listy odtwarzania.

 

 

Przy przełączaniu utworów w rogu ekranu pojawia się zgrabne powiadomienie o jego nazwie oraz czasie trwania. Można też ustawić czas przejścia jednego utworu w drugi zamiast domyślnej ciszy, co jest ciekawym efektem, a w XMMS-ie wymagało osobnej wtyczki.

 

 

Lista odtwarzania to prawdziwy kombajn do zarządzania naszą kolekcją. Wyświetlane są na niej wszystkie dodane przez nas utwory w przejrzystej tabeli podzielonej na kolumny. Po kliknięciu na dowolny utwór, pojawiają się dokładniejsze informacje o nim. Jest też miejsce na zdjęcie okładki płyty, z której pochodzi. Zdjęcie to możemy dodać z dysku lub zlecić AmaroKowi przeszukanie serwisu Amazon.com w celu jej znalezienia. To naprawdę działa!

 

 

Cały program nie zajmuje szufladki na pasku zadań, lecz chowa się w ładnej ikonie w zasobniku systemowym. Ikona ta „napełnia się” w miarę upływania czasu utworu. Miga też przy niej znacznik informujący o aktualnym stanie utworu (odtwarzanie, pauza, itp.).

Mogę polecić Amaroka każdemu. Naprawdę – warto się przełamać i choćby spróbować. Sam korzystam z wersji 1.1, której brakuje m.in. moduły efektów dźwiękowych oraz opcji wysyłania informacji o słuchanych utworach do profilu last.fm, dlatego nowa wersja może być jeszcze lepsza.

A Wy co sądzicie o tym odtwarzaczu? Mieliście z nim kiedyś do czynienia? A jeśli nie, to jakiego używacie? Zapraszam do komentowania!