Solidarna Polska ma przyszłość
30 listopada 2011 o 22:20:12 | w Polityka | 2 komentarzeI mimo moich wątpliwych zdolności prognostycznych, wszystko na to wskazuje. Z przekazów posłów Solidarnej Polski wynika, że ich "program" w zasadzie nie różni się niczym w stosunku do programu PiS-u, może poza kosmetycznymi różnicami ws. gospodarki. Oprócz działań propagandowych (lub PR-owskich, jak kto woli), "ziobryści" zaczynają koncentrować wokół siebie coraz ciekawszych ludzi.
PiS zaś jedzie po bandzie. Niestety, konsekwencja w obranym kierunku doprowadzi najprawdopodobniej do klęski tej partii już w najbliższych wyborach. PiS zamyka się zupełnie na pozostałe środowiska prawicowe. Dodatkowo - nie ma go prawie wcale w mediach. Popularność przysporzyć chciał sobie kontrowersyjnym (aczkolwiek popieranym przeze mnie) pomysłem przywrócenia w Polsce kary śmierci. Jednak efekt był przeciwny do zamierzonego - mimo, iż w Polsce wielu ludzi popiera karę śmierci, to jednak w ostatnich kilkunastu latach wytworzył się dość mocny front jej przeciwny wśród hierarchów kościoła katolickiego. Po wypowiedziach kilku biskupów wydaje się, że PiS więcej na tym stracił, niż zyskał.
A to niejedyna błędna decyzja PiS-u w ostatnich dniach. Niedawno Ludwik Dorn powiedział w Trójce, że PiS nie przedłużyło z nim umowy "stowarzyszeniowej". Chętni do jej podpisania są jednak posłowie z koła "Solidarna Polska", co sam zainteresowany przyjął z aprobatą.
Brak jest też wspólnego kandydata na wiceszefa parlamentu europejskiego. PiS proponuje Ryszarda Legutkę, SP - Mirosława Piotrowskiego. Tym samym Piotrowski dołączył do grona kojarzonego z Solidarną Polską, co również bardzo mnie cieszy.
Adam Hofman - jeden z ostatnich posłów, którego mi brakuje w SP - został wybrany do kierownictwa PiS-u. Nie był to w żadnym stopniu jednoznaczny wybór, a dodatkowo media piszą o "wybuczeniu" Hofmana. Mam nadzieję, że w porę zauważy, że nie jest mile widziany w "błaszczakowym" towarzystwie i jak najszybciej z PiS-u się ewakuuje.
Tymczasem, czekam na dalsze ruchy SP, bo dużo się w tej sprawie ostatnio dzieje.
PiS się powoli kończy
14 listopada 2011 o 22:04:09 | w Polityka | 6 komentarzyNie sądziłem, że te słowa przyjdzie mi napisać tak szybko. Każdy, kto mnie zna lub kojarzy moje wpisy od początku istnienia tego bloga wie, że niewiele brakowało mi do betonowego elektoratu PiS-u. Ale to zaczęło się stopniowo zmieniać, chyba nawet już po przegranych przez Jarosława Kaczyńskiego wyborach prezydenckich. To właśnie przed tymi wyborami pomyślałem, że jeśli Kaczyński ich wtedy nie wygra, to jego formacja nie wygra już nigdy. Bo przecież przemawiały za nim nastroje społeczne, "zmęczenie materiału" w związku z aferą hazardową w PO oraz PR-owa zagrywka ze zmianą wizerunku. Niestety - mimo tych wszystkich czynników, Kaczyński prezydentem nie został.
Po tamtych wyborach z PiS-u odeszło kilkanaście osób, tworząc partię PJN. Szkoda było mi co najmniej kilku z nich, jak np. Pawła Kowala, Zbigniewa Wojciechowskiego, Pawła Poncyljusza, czy nawet Marka Migalskiego. Jednocześnie z partii odeszło wielu posłów, co do których nie byłem nigdy przekonany, a że była ich podobna liczba do tych "wartościowych", to uważałem, że PJN nie zaszkodzi zbytnio PiS-owi, a być może nawet trochę go odfiltruje.
PJN poniósł porażkę wyborczą. Nie można tego powiedzieć o PiS-ie, bo jego ~30% poparcia zazdrości mu pewnie każda partia opozycyjna. PiS jednak wybory przegrał z PO, delikatnie tracąc dotychczasowe "zasoby" parlamentarne. Jednak mimo zapewnień o szerokiej dyskusji nad tą przegraną, tak naprawdę można było odczuć, że nie wyciągnięto wniosków, zaś PiS będzie szedł w zaparte ze swoją nie do końca zrozumiałą taktyką.
Bo jak inaczej rozumieć fakt wyrzucenia czołowych polityków tej partii? Jacek Kurski, który - co tu dużo gadać - "wrzutką" nt. dziadka z Wermachtu przechylił szalę zwycięstwa w podwójnych wyborach w 2005 r., zaś później bardzo dobrze radził sobie z mediami. Zbigniew Ziobro - w zasadzie kluczowy minister w rządzie PiS-u, zaś jego idee były podstawowymi w tzw. koncepcji IV RP. I jeszcze Tadeusz Cymański, którego jako ostatniego podejrzewałbym o jakąkolwiek dywersję.
Dzisiaj dowiaduję się, że wszyscy posłowie z "Solidarnej Polski" zostali również wykluczeni z partii. A znajdują się wśród nich takie nazwiska, jak: Andrzej Dera, Beata Kempa, Arkadiusz Mularczyk czy Marzena Wróbel. Po wymazaniu tych nazwisk zastanawiam się, kto jeszcze z "dawnego" PiS-u został w tej partii, i naprawdę niewiele przychodzi mi do głowy.
Warto zwrócić uwagę, że wyrzuceni z PiS-u posłowie mieli (i mają) silne poparcie ze strony mediów o. Rydzyka. Pewien konflikt między Kaczyńskim i Rydzykiem można było zauważyć już w trakcie wyborów: były to pierwsze wybory parlamentarne od roku ~2004, w czasie których Kaczyński nie uczestniczył w żadnej audycji RM. Wszystkich takich audycji było w tym roku dosłownie kilka, podczas gdy poprzednie wybory obfitowały w co najmniej kilkanaście programów.
W tej chwili rozłam w PiS-ie jest już faktem. I jak dla mnie - po ewakuacji z PiS-u Adama Hofmana, może dziać się w nim co chce. Zostanie tam wtedy już tylko Kaczyński i jego nadworne Błaszczaki.
Czas na zmiany
16 października 2011 o 10:12:40 | w Polityka | 3 komentarzeKolejne wybory za nami. Kolejna wygrana PO. Razem z PiS-em zanotowali podobne wyniki do tych z 2007 roku. Mocnym zaskoczeniem okazało się miejsce na podium dla Ruchu Palikota. Wyprzedzenie PSL-u i SLD przez partię liczącą w zasadzie kilkanaście miesięcy jest jednak dużym sukcesem. PSL praktycznie bez zmian. Listę zamyka SLD, co pokazuje, że ta partia bez "betonu" w postaci Millera, Oleksego, Kwaśniewskiego, itp. we władzach nie ma co liczyć na jakąkolwiek przyszłość. Duże "zasługi" miał tu też pewnie przewodniczący - Grzegorz Napieralski, od którego biła niesamowita sztuczność. Czyżby rdzenny elektorat SLD wymierał?
Transfer wyborców pomiędzy SLD a RP jest bardzo widoczny. Janusz Palikot swój sukces wyborczy zawdzięcza głównie sprawnej strategii opracowanej przez Piotra Tymochowicza. Tymochowicz zaś to ten sam człowiek, który swego czasu stał za sukcesem wyborczym Samoobrony. I w tym porównaniu jest naprawdę dużo więcej podobieństw. Poglądy głoszone w tamtych latach przez Andrzeja Leppera i jego partię (pomijając rolniczy ich charakter) są niemal zbieżne z tymi, które przedstawiał w tej kampanii Janusz Palikot. Zdałem sobie z tego sprawę wczoraj, słuchając jedną z archiwalnych audycji radiowych z udziałem Leppera. Są oczywiście znaczące różnice - przede wszystkim stosunek do Kościoła Katolickiego. Cóż, Piotr Tymochowicz po raz drugi wykazał, że potrafi z partii z poparciem na poziomie 1-2% zrobić znaczącą siłę w sejmie. Teraz czas na poprawę błędów popełnionych przy strategii Samoobrony - utrzymać wypromowaną partię dłużej niż jedną kadencję.
Wbrew pozorom, nie wydaje się to trudne. SLD bez zdecydowanych zmian (a raczej bez przywrócenia kopii zapasowej) będzie już tylko pikować, więc zgarniając większość ich wyborców a także ludzi rozczarowanych rządami PO, może w przyszłej kadencji dość poważnie zagrozić obecnemu - wydawałoby się: ustabilizowanemu - układowi politycznemu.
Co jednak z PiS-em? Wniosek po przegranych wyborach jest jeden - na tę partię głosuje już tylko twardy elektorat. To oczywiście nic złego, jednak wyniki ostatnich wyborów pokazały, że zbyteczne są wszelkie działania PR-owe. Mimo zapewnienia obniżenia podatków, umieszczenia na listach wyborczych dużej liczby kobiet, PiS zupełnie nie zanotował zwiększenia poparcia.
A to prowadzi do jednoznacznej konkluzji - na przyszłość trzeba działać nie PR-em, a zdecydowaniem. A tego w PiS-ie po przegranych wyborach w 2007 nie widać. Na boczny tor zostali zepchnięci ludzie tacy jak Zbigniew Girzyński, Zbigniew Ziobro czy Jacek Kurski. Wiem, że są europarlamentarzystami, jednak decyzja o kandydowaniu na te stanowiska była co najmniej nieodpowiednia. Bo tylko wyżej wymienieni wraz z Joachimem Brudzińskim oraz "objawieniem" PiS-u tej kampanii - Adamem Hofmanem - nadają się do bezpośrednich starć z prorządowymi mediami, takimi jak te spod szyldu ITI i Agory.
Nasuwa się też refleksja nt. dalszego prowadzenia PiS-u przez Jarosława Kaczyńskiego. Uzależniałem to od sukcesu wyborczego PJN-u, którego - jak już wiemy - nie było. Daje to do myślenia - PiS bez Kaczyńskiego po prostu nie istnieje. Dlatego tym bardziej szkoda byłych posłów, którzy zdecydowali się na kandydowanie jako PJN - było tam wiele osób, które ceniłem (Poncyljusz, Kowal). Dziwna w tej historii jest też rola Kluzik-Rostkowskiej.
Uważam, że PiS bardzo wiele zyskał po zmianie rzecznika z fatalnego Mariusza Błaszczaka na młodego i bystrego Hofmana. W rozmowach z Moniką Olejnik oraz Jarosławem Gugałą pokazał, że bardzo dobrze radzi sobie z prowokującymi dziennikarzami i to on właśnie powinien być wystawiany na pierwszy front w medialnych dyskusjach.
Ale temat mediów w tej kampanii zasługuje na osobny akapit. Dwóch dziennikarzy popełniło w niej zawodowe samobójstwo. Pierwszy był Tomasz Lis, którego słynna rozmowa z Jarosławem Kaczyńskim jednoznacznie spolaryzowała politycznie. Tego się nie da opisać, trzeba zobaczyć. Kolejnym z samobójców był Jarosław Gugała i jego rozmowa z Adamem Hofmanem. Jak widać - mobilizacja mediów była ogromna, zaś wzorce żywcem wzięte z roku 2006
Dziwna jest też reakcja mediów na tzw. "aniołki PiS-u". Część z tych kobiet kojarzę z poprzednich lat, a jedna z nich - Magdalena Żuraw - jest cenioną przeze mnie felietonistką. TVN-y i Gazety Wyborcze zareagowały na nie jednak histerycznie i prześmiewczo, co dziwi zwłaszcza wtedy, gdy zna się reakcję tych mediów na np. Agnieszkę Pomaską z PO, której zamiłowaniem do sportu i urodą zachwycano się przy okazji jej wejścia do sejmu.
Po wyborach Wojciech Cejrowski nieco przewrotnie "zachęcał" Jarosława Kaczyńskiego do powstania. Ja zaś - przypominając sobie czasy (w większości na podstawie przekazów medialnych z tamtych lat) połowy lat 90. - zachęcam Wojciecha Cejrowskiego do wznowienia czegoś na wzór WC Kwadransa. Bo przy Palikocie w sejmie taka zdecydowana przeciwwaga i mobilizacja ciemnogrodu jest naprawdę bardzo potrzebna.
Źle się dzieje w państwie polskim
05 października 2011 o 13:52:29 | w Polityka | 6 komentarzyA przynajmniej taki przekaz płynie z mediów. Wojewódzki zwraca się z dramatycznym apelem we Wprost, Lis - próbując ratować sytuację - pyta Kaczyńskiego o jego ostatnią obecność na meczu piłkarskim (i nieoczekiwanie dostaje odpowiedź), zaś Wałęsa zapowiada wprowadzenie stanu wojennego, gdy PiS wygra wybory. Czyżby zaklinanie rzeczywistości nie pomagało?
Podpalona kampania wyborcza
24 września 2011 o 19:08:24 | w Polityka | 8 komentarzyTo, co wydarzyło się w dniu wczorajszym, jest - delikatnie mówiąc - dziwne. Rozumiem, że trwa kampania wyborcza i dzieją się różne wyreżyserowane cuda i martyrologie. Nie wiem tylko, kto stoi za tym podpaleniem, bo w biedę w tym przypadku naprawdę ciężko mi wierzyć.
Niejasny jest już sam przebieg zdarzenia. Swoją drogą, że winne mogą być lakoniczne informacje mediów, jednak obecnie przedstawiają się one mniej więcej tak: mężczyzna udaje się pod budynek kancelarii premiera, oblewa kilkoma butelkami rozpuszczalnika i podpala. Na początku stara się zachować spokój, jednak po chwili kładzie się na ziemię i - jak wynika z relacji "gaszących go" BOR-owców - sprawia wrażenie, jakby próbował ugasić palące się na nim ubrania. Po opanowaniu sytuacji nie może mówić, jednak po chwili odzyskuje tę zdolność i przypomina sobie, że ma list do premiera i przekazuje go (!) na ręce bliżej nieznanej osoby z miejsca zdarzenia. Być może jestem zbyt prostym człowiekiem, aby to zrozumieć, ale moja wyobraźnia blokuje się przy próbie odtworzenia tej sytuacji. Zwłaszcza po informacji od lekarzy, że delikwent ma ciężkie poparzenia ponad połowy ciała.
Ciekawa jest też przeszłość "pogorzelca". W mediach mówi się o tym, że był policjantem/milicjantem, jednak będąc precyzyjnym - to tylko jeden epizod jego kariery. Zaczynał od pracy w Służbie Bezpieczeństwa, którą zaczął - co ciekawe - w czasie stanu wojennego. Następnie pojawia się w jego życiu przebranżowienie na policjanta (milicjanta?) w Komendzie Głównej Policji, zaś po utworzeniu CBŚ-u trafił do ichniejszej dochodzeniówki. Wyborna kariera, nieprawdaż?
Grzebiąc jeszcze bardziej w życiorysie tego pana można się doszukać informacji, iż jego żona ma 29 lat, co przy jego czterdziestu dziewięciu i trzyletnim stażu małżeńskim może zdradzać, że po weekendzie z mediów dowiemy się ciekawszych informacji z brukowców, wprost z ust byłej żony lub ewentualnych z tego związku dzieci.
Można wnioskować, że wspominane bezrobocie nie było też stanem przesadnie długim. Gazety piszą o podjęciu pracy ochroniarskiej po 2006, gdy Andrzej Ż. zrezygnował ze służby w CBŚ-u, a także o ostatniej pracy w jednym z urzędów skarbowych. Czy policyjna emerytura i dorabianie w skarbówce to naprawdę taka straszna bieda, która popycha człowieka do podpalenia?
Korci mnie napisanie o podejrzewanym udziale w całej sprawie komitetu wyborczego którejś partii, albo nawet psikusie służb specjalnych. Bo czyż nie jest dziwne, że na wieść o podpaleniu się - z wątpliwych powodów - jednego człowieka środowisko partii rządzącej dostaje nagłej obstrukcji w działaniu? Prezydent Komorowski już kilkadziesiąt minut po zdarzeniu, gdy sprawa ledwo zaczęła się rozpowszechniać w mediach, grzmiał nt. wykorzystywania tego podpalenia w kampanii, ale to premier Tusk jako pierwszy polityk podjął decyzję o natychmiastowym zawróceniu autobusu, którym podróżował przez Polskę, aby porozmawiać z niedoszłym samobójcą.
Z uśmiechem na ustach czyta się też list Andrzeja Ż. do premiera. Mimo, iż pozornie krytykuje on wszystkie frakcje polityczne, to jednak pejoratywnie określany jest w nim jedynie Jarosław Kaczyński. Wspomniana jest Pitera, wspomniany jest Napieralski, który mimo, iż zajął się początkowo sprawą, to jednak niedostatecznie. Na końcu dostaje się nie tylko Kaczyńskiemu, który określany jest jako "psychopata", ale w liście Andrzeja Ż. nie brakuje też wspomnienia o bezsensie rozdrapywania katastrofy smoleńskiej, która jest przecież tak ważnym czynnikiem wpływającym na biedę, że nie mogło jej zabraknąć w liście niedoszłego samobójcy. Premier - mimo, iż dostaje się ludziom z jego otoczenia - pełni tu bardziej rolę ostatniego sprawiedliwego. Wodza, w którego rękach leży los "biednego" człowieka.
Cóż, cokolwiek nie powiedzieć o tej kampanii - była dość powolna i nudna. Potrzebny był zapalnik w postaci "Dziadka z Wehrmachtu" bis, i chyba właśnie mamy z nim do czynienia. Chociaż sprawa jest tak niejasna i ciekawa, że z każdym kolejnym dniem będą pojawiały się nowe informacje, zaś wszystkie ujrzą światło dzienne zapewne w kilka dni po zakończonych wyborach.
Nalot o szóstej rano
25 maja 2011 o 20:35:38 | w Polityka | 2 komentarzeI stało się - do naszego demokratycznego państwa prawa, rządzonego przez liberalny rząd, powróciły duchy przeszłości - dokonano przeszukania u niewinnego człowieka o 6:00 rano. Tym razem dokonało tego jednak ABW, a nie znienawidzone CBA.
Sprawa jest o tyle ważna, że przeszukania o szóstej rano były medialnym rdzeniem tzw. kaczyzmu. To właśnie dzięki rządom PO miliony niewinnych ludzi miały raz na zawsze zapomnieć o tego typu zamordyzmie władzy. Niestety - bandytyzm prawicowych ekstremistów posunął się tak daleko, że nawet rządzący naszym nieszczęśliwym krajem musieli powziąć drastyczne środki, narażając się na utratę zaufania zlęknionych środowisk medialnych. PO ratuje tylko fakt, że tym razem do przeszukania doszło przecież w słusznej sprawie.
Gdy cała sprawa wywołała medialną biegunkę, prezydent postanowił nieco załagodzić sytuację deklarując, że stanie w obronie autora zamkniętego serwisu. Nie minęło jednak wiele czasu, gdy skontrowano miłosierne zapędy prezydenta - Radosław Sikorski stwierdził bowiem, że nie ma zlituj i autor antykomor.pl to bandyta. A skoro bandyta, to i kibol - bo każdy kibol to bandyta. I mówi to nie kto inny, tylko dożynający watahy minister.
Z drugiej strony
12 maja 2011 o 11:00:31 | w Polityka | 1 komentarzW tym przypadku słychać nawet pytania "prowokujących", w przeciwieństwie do dziwnego ich zaniku we WSZYSTKICH materiałach strony przeciwnej. :>
Schizofrenia
11 maja 2011 o 11:18:20 | w Polityka | 1 komentarzChciałem nie przywiązywać uwagi do ostatniej hulanki rządu. Ale się nie da - nawet słuchając radia w samochodzie przez 15 minut dziennie nie da się uniknąć atakującego z każdej strony słowa "pseudokibice".
A chodzi ni mniej, ni więcej o to, że miłościwie nam panujący rząd znalazł kolejnego wroga ustroju - kibiców. I podobnie, jak w przypadku pedofilów, i tym razem ratuje się poparcie populistycznym hasłem oraz idiotycznymi planami, z których PO w swoim miłosierdziu zrezygnuje, lub też będzie szantażować nimi przed wyborami. Bo wiadomo - Kaczyński musi być chociaż w części przeciwny rozwiązaniom rządu, toteż wytnie się jakiś niefortunny kawałek z jego wypowiedzi i będzie szczuło wyborców Kaczorem, który popiera tych bandytów.
Właśnie - bandytów. Słowo to odmieniane jest przez wszystkie przypadki w wypowiedziach polityków PO. Słuchałem niedawno "Salonu politycznego Trójki" ze Sławomirem Nowakiem i naprawdę sztucznie i żenująco brzmiało zastępowanie przez niego słowa "pseudokibic" słowem "bandyta". A wypowiedział je dosłownie kilkadziesiąt razy.
W całej tej sprawie jest jednak mnóstwo paradoksów i zachowań schizofrenicznych. Do zachowań tych zalicza się kult stadionu Legii, który jeszcze niedawno był skarbonką Bufetowej i powodem krytyki ze strony opozycji, zaś w ostatnich dniach role się zmieniły. Stadion Legii jest już zły, a nawet nie spełnia wymogów bezpieczeństwa. Został za to pokochany przez opozycję i takowe media, do których zapraszani są kibice ww. drużyny.
Niestety, jest duże poparcie społeczne dla zamykania kibiców (a nawet ucinania im łbów przy samej dupie) z dowolnego powodu. A poparcie to dodatkowo podkręcane jest w mediach. Na przykład w ten sposób. Nikt nic nie wie - ani kim byli ci ludzie, ani ilu ich było. Nie wiadomo też, co znaczy "zaatakowali", skoro z relacji wynika, że była to jedna wybita szyba. Wiadomo natomiast w 100%, że byli to kibole, kwestia tylko, którego klubu. Czyż to nie jest chore?
Największa niespodzianka spotkała mnie jednak wczoraj. Idąc przez uczelniany parking, zauważyłem kilka wybitych szyb w samochodach. Ostatecznie okazało się, że szyb wybito kilkanaście, zaś winny był... pseudokibic. Gdy o tym przeczytałem, wyobraziłem sobie grupę ludzi w szalikach, wracających z meczu i "traktujących" samochodu kijami baseballowymi. Okazało się jednak, że ów kibic otrzymał 3 lata temu zakaz stadionowy, zaś z całą sprawą miało to niewiele wspólnego. Ot, takie przypisywanie "modnego" określenia. Jaki był w tym cel, to chyba każdy się domyśla. A znaczenie takie samo, jak gdyby podać, że zatrzymano bandytę i pirata drogowego, bo 5 lat temu zabrano mu prawo jazdy za punkty.
Sprawa jednak wciąż nie cichnie w mediach, zaś PO dochodzi do coraz bardziej absurdalnych wniosków. Mi pozostaje zaś unikać medialnej papki w tych dniach.
Czegoś tu nie rozumiem
20 marca 2011 o 08:42:50 | w Polityka | 6 komentarzyA chodzi oczywiście o Libię. Dlaczego państwa UE, które tak zachowawczo reagowały m.in. na incydenty przedwyborcze na Białorusi, teraz tak ochoczo przyłączają się do działań wojennych wymierzonych w ten kraj? I skąd ta determinacja? Sprawa wygląda dość dziwnie, chociaż nie ukrywam, że w tej kilkutygodniowej, medialnej biegunce mogło mnie coś ominąć.
Ciekawostką jest, że prym w ataku na Libię wiedzie "raureat" pokojowej nagrody nobla za... "(...) pracę na rzecz pokoju na świecie". Aż przypomina się stary dowcip z Radiem Erewań w roli głównej:
Słuchacze pytają: Czy będzie wojna?
Radio Erewań odpowiada: wojny nie będzie. Będzie taka walka o pokój, że kamień na kamieniu nie zostanie.
Sprawy bieżące
10 marca 2011 o 19:29:45 | w Polityka | 10 komentarzyZa miesiąc rocznica katastrofy, zaś regularne "wrzutki" do mediów pozwalają prognozować wysoce prawdopodobną chęć zrobienia szopki z tego dnia, jak i całego zdarzenia. Jedna z nich była jednak wysoce nieudana, bo rykoszetem skaleczyła również mędrca przy obecnym rządzie, jak i jego lewicowego poprzednika. Ten pierwszy zaczął się nawet tłumaczyć Kościołem, który w takich sytuacjach jest niezastąpiony, jednak na co dzień - zwłaszcza przed wyborami - powinien do polityki się nie mieszać. Podsumowaniem tej sprawy niech będzie statystyka:
Wałęsa:
3454 ułaskawień, 384 odmów, średnia ułaskawień 2 dziennie, wliczając dni świąteczne.
Kwaśniewski:
4245 ułaskawień, 2112 odmów, średnia 1 dziennie
Kaczyński:
201 ułaskawień, 913 odmów. Średnio 1 ułaskawienie co osiem dni.
Komorowski:
52 ułaskawienia, 189 odmów, 1 ułaskawienie średnio co 4 dni.
A skoro wspomniałem już o wyborach, warto też odnotować fakt, że na pohybel zepsutemu sondażowi przyszły kolejne dwa, w których wszystko już się zgadza. Jest wprawdzie i trzeci, ale w nim towarzysze obiektywnie za dużo dorzucili do pieca.
A poza tym, premier nasz postanowił zaciągnąć bezzwrotną pożyczkę z OFE. Mówi, że odda w 2017 r., jednak każdy, kto umie liczyć, potrafi stwierdzić, że 2011+4 < 2017. Czyli, że nawet przy scenariuszu, że PO wygra tegoroczne wybory, to na pewno w 2017 r. nikt nie będzie już o ich rządach pamiętał. O ile oczywiście kondominium państwo polskie będzie jeszcze istnieć - czego Wam i sobie jednak życzę.
"Nowy" film ze Smoleńska
23 lutego 2011 o 11:08:02 | w Polityka | SkomentujParę dni temu na YouTube trafił film, który został tam pierwotnie umieszczony kilka godzin po katastrofie. Wtedy został on jednak usunięty, by powrócić właśnie 15 lutego 2011.
Jak można zauważyć, film został nakręcony w podobnym czasie, co inny, najpopularniejszy film ze Smoleńska. Świadczą o tym te same dźwięki syren służb, głosy i... strzały.
Film został ucięty chwilę po dźwięku strzału. Takiego samego, który słychać również (jednak w większej ilości) na linkowanym wyżej nagraniu. Autor uspokaja, że całość nagrania miała zostać zaprezentowana w sejmie, co jednak nie dostarcza wyjaśnienia, dlaczego nagranie w internecie zostało potraktowane "cyfrowymi nożycami", i to w tak perfidnym momencie.
Nagranie to przynosi również ukojenie dla spiskofobów. Słychać na nim bowiem, że głosy wcześniej interpretowane na wszystkie możliwe sposoby (np. "ubijaj tuda") były jedynie krzykami służb na miejscu zdarzenia wobec gapiów wkraczających na jego teren. Podobnie sprawa ma się z rzekomymi śmiechami - to po prostu nałożenie się kilku takich krótkich krzyków. Pod tym względem nagranie wiele więc tłumaczy. A że jest dostępne publicznie, uspokaja osoby, które wcześniej źle rozumiały padające tam słowa, a także pozwala rozluźnić szczęki tym internautom, którzy znają przyczyny katastrofy już od 10 kwietnia 2010 r., a konkretniej - od godziny 8:51. Chciałbym im przy okazji przekazać wyrazy zrozumienia - nie martwcie się, prawda sama się obroni i już niedługo, przy okazji publikacji polskiego raportu, wszyscy przekonają się o tym, że wszystkiemu winny był szeroko rozumiany PiS, a już na pewno - Kaczory!
Niezaprzeczalnym faktem widocznym na dwóch ww. filmach jest występowanie w momencie nagrywania mgły. Czy jest ona faktycznie tak gęsta, jak jest to często opisywane? Nie sądzę, ale z doświadczenia wiem, że na filmach tej jakości zawsze mgła wydaje się być mniejsza, niż widziana oczami obserwatora. Sprawą zaś sporną jest ogień - na popularnym filmie jest go całkiem sporo, na filmie red. Wiśniewskiego (oraz zgodnie z jego wypowiedziami) - jest w zasadzie tylko trochę dymu. Jest to jednak oczywiste, ponieważ obydwaj operatorzy znajdowali się w różnych miejscach katastrofy.
Na filmie widać jeszcze, że red. Wiśniewski przywłaszczył sobie kawałek pokrycia samolotu, jednak był to na pewno ostatnia wyniesiona stamtąd część samolotu - cały teren katastrofy został później przekopany na metr w dół w poszukiwaniu kawałków samolotu i wszystkiego, co z katastrofą było związane.
Pozostaje więc czekać na pełne, niepocięte nagranie autorstwa Sławomira Wiśniewskiego. A może nawet - z okazji zbliżającej się rocznicy - kolejne filmy? Raportu się raczej nie doczekamy, chyba, że napiszemy go sami i uwzględnimy wyniki w czasie wyborów parlamentarnych.
Partia złych decyzji
07 listopada 2010 o 13:03:34 | w Polityka | 28 komentarzyPewnie niektórym czytelnikom wyda się dziwne, że zacznę krytykować partię, do której "betonowego elektoratu" najczęściej należę, jednak pewne rzeczy trzeba po prostu napisać. Zwłaszcza, że idą wybory, a dotychczasowe decyzje kierownictwa PiS-u nie napawają optymizmem.
Nie wiem, czym te wszystkie decyzje (o których napiszę) są spowodowane. Brak intuicji politycznej? Fałszywi doradcy? Pogubienie się ws. kierunku, do którego się zmierza? W każdym razie, do tej pory w PiS-ie podjęto wiele decyzji, które po prostu dziwią. I nie mówię tutaj o tych ostatnich.
Skoro już wspomniałem: wykluczenie Joanny Kluzik-Rostkowskiej i Elżbiety Jakubiak z PiS-u. O ile decyzja nie jest do końca odpowiednia akurat przed wyborami, o tyle była nieunikniona. W przypadku tej pierwszej faktycznie można odnieść wrażenie, że bruździ w partii - niemal we wszystkich głosowaniach zajmowała stanowisko przeciwne do reszty z PiS-u. Mówi się, że demokracja, i w partiach powinno być miejsce na różne poglądy. Otóż bzdura - moim zdaniem partia powinna zrzeszać ludzi o w miarę zbieżnych poglądach, i o ile - oczywiście - pewne odchylenia są nieuniknione, o tyle ludzie światopoglądowo stojący w poprzek partii nie są najlepszym pomysłem, i zawsze mogą być wykorzystani jako przykład "rozpadu" (co pozwala PR-owsko zwrócić uwagę na przeciwnika). Mówi się też o sukcesie wyborczym Jarosława Kaczyńskiego, kiedy to w wyborach prezydenckich przegrał tylko kilkoma punktami procentowymi z Bronisławem Komorowskim. Jednak o skutkach takiego rozmiękczenia JK (który po terapii lekowej zaczął być jeszcze bardziej bezpośredni, niż przed 10 kwietnia), ostrzegało wiele osób. Jak to się skończyło, widzimy właśnie teraz, a podejrzewam, że po wyborach samorządowych zobaczymy jeszcze bardziej. Otóż pusty elektorat (to taki, który kieruje się w zasadzie tylko PR-em, nie chcę nazywać tego dosadniej), który udało się wtedy zabrać PO, po "otrzeźwieniu" Kaczyńskiego i ustaniu medialnego hype'u katastrofy smoleńskiej, najzwyczajniej w świecie powrócił do głosowania z telewizorem, a samemu Jarosławowi stopniał poważnie "twardy" elektrorat - czego ja mogę być przykładem.
Jeśli zaś chodzi o Elżbietę Jakubiak, to przyznam szczerze, że ceniłem ją dobrych kilka lat temu, gdy pełniła stanowisko ministra. Wydaje mi się, że jej obecne zachowanie jest bezpośrednią konsekwencją głośnej (i rzekomej) próby przemiany JK i PiS-u na partię bardziej liberalną ideologicznie. Bo powiedzmy sobie szczerze - kim przed wyborami były dla mediów Kluzik-Rostkowska i Jakubiak? Poza przykładami na to, jakie "estetyczne potwory" są w PiS-ie, raczej nikim. Sprawa zmieniła się diametralnie, gdy ww. panie zaczęły się "platformizować". I chyba właśnie poprzewracanie w głowie od tak gwałtownego zainteresowania mediów było powodem wydalenia ich z PiS-u. Bo warto pamiętać, że od początku kampanii wyborczej, zostały one stałymi gośćmi TVN-u: najpierw z powodu przemiany wizualnej, potem - przy okazji wypowiedzi nt. wewnętrznych spraw PiS-u w mediach, aż do zawieszenia ich członkostwa w tej partii. Bo właśnie wtedy stały się rezydentkami TVN-u czy innego "Wprost". I nie były same - YouTube obiega mnóstwo nagrań "nieoficjalnych", które jak zwykle niechcący wyciekły, a na których można usłyszeć żarty z prezesa PiS-u ze strony Migalskiego, Poncyliusza i innych. Ludzie Ci po prostu zachłysnęli się fałszywą popularnością - tak samo, jak lata temu Roman Giertych, który wygłosił płomienne przemówienie "na do widzenia". Fala popularności uniosła go wtedy tak wysoko, że zapraszano go już niemal do PO. Gdzie - politycznie - znajduje się teraz, nikomu przypominać nie trzeba (a sam bardzo tego żałuję).
Kolejna sprawa okołopartyjna - rzecznik partii. Kto mianował nim Mariusza Błaszczaka? Mimo, że człowiek spokojny, to jednak nie sprawdza się w dyskusji. Owszem - dobrze wypada na konferencjach partyjnych, gdy ma czas na przygotowanie i nikt nie konfrontuje na bieżąco jego słów. Jednak w dyskusjach w radiu czy TV nie daje rady - zaczyna uprawiać spychalnictwo, mówić, że jeszcze się nie zapoznał ze sprawą (gdy sprawa jest dość świeża i niewygodna), albo opowiadać bzdury (jak ta ze straszeniem urzędami banki, które przerzucą podwyżkę proponowanego podatku na klientów). Do mnie ten pan niestety nie przemawia.
Jeżeli zaś chodzi o zbliżające się wybory samorządowe - również mam wiele zastrzeżeń. Chyba po raz pierwszy - mimo najszczerszych chęci - po prostu nie mam na kogo głosować w swoim okręgu. Ludzie z PiS-u to albo osoby zupełnie nieznane, albo - tak, jak w mojej gminie - spadochroniarze z dawnej Samoobrony. Czy naprawdę nikt nie weryfikuje kandydatów przed rekomendacją? Jeżeli zaś chodzi o kandydatów na prezydentów do dużych miast, to najbardziej niezrozumiała jest sprawa kandydata PiS-u w Warszawie. Kto słyszał o Czesławie Bieleckim? Owszem, przeszłość w porządku, jednak jest to typowy liberał (i nie mówię tu o liberalizmie gospodarczym, który by się przydał), który dodatkowo obraca się w dość mętnych kręgach. Ja rozumiem, że liberał będzie miał dobry PR w mediach, itp. Ale jak wytłumaczyć fakt, że inny z kandydatów aż prosił się o poparcie PiS-u, a miałby dużo większe szanse w starciu z HGW? Tym kandydatem jest Romuald Szeremietiew. A w obecnej sytuacji od wyników wyborów zaboli głowa niejednego w PiS-ie, bo jestem przekonany, że na drugim miejscu, za HGW, wcale nie będzie kandydat PiS-u, a SLD.
Kolejnym, ciągnącym się od paru lat paradoksem, jest Ziobro w Parlamencie Europejskim. Nikt tam o nim nie słyszy, a miałby ogromne szanse w wyborach samorządowych na stanowisko prezydenta Krakowa. Jakby nie patrzeć - jest to realnie druga osoba po Kaczyńskim w PiS-ie.
Tak, jak pisałem na początku - jeśli chodzi o moją gminę, nie ma kandydata, na którego mógłbym zagłosować, co skończy się pewnie tak, że na wybory po prostu nie pójdę. Co do wyborów parlamentarnych w przyszłym roku, to - na szczęście - mój kandydat jest przewidywalny i głosuje praktycznie zawsze zgodnie z moimi poglądami. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że do tego czasu sprawy w PiS-ie się uklarują, albo wreszcie w moim powiecie trafią się kandydaci z UPR-u (tyle, że tacy, o których kiedykolwiek wcześniej bym słyszał, a nie dowiadywał się o ich istnieniu z karty wyborczej).
Normalne wybory?
26 października 2010 o 22:02:58 | w Polityka | 2 komentarzeMam już powoli dość kampanii wyborczej dla idiotów. Ktoś, kto miał pomysł na zakazanie billboardów komitetów wyborczych przed wyborami, nie był taki głupi. Już nawet pomijam formę - bariery energochłonne między pasami drogi tranzytowej w Lublinie obklejone na całej długości plakatami, odstęp między kolejnymi to jakiś metr. Ale na "wewnętrznych" drogach miejskich jest jeszcze gorzej. O ile same billboardy są wysoko i musiałbym się wychylać, żeby zobaczyć ich treść z samochodu, stojąc w korku, o tyle plakaty są na każdym słupie. Na każdym.
Oczyma duszy już widziałem babkowiny zaznaczające na kartach wyborczych nazwiska takie, jak "ZACZYŃSKI" czy "KOMORSKI" - kurewstwo ze strony komitetów, jednak jak ktoś idzie na wybory prosto ze sklepu, zupełnie nie interesując się kandydatami poza tym, co się zobaczy/usłyszy w mediach, to jednak mi go nie żal. Ale najbardziej irytuje mnie jawne celowanie w idiotów. Bo jak można nazwać plakat wyborczy, który nie zawiera w sobie nic, poza hasłem zachęcającym do głosowania na daną listę? W zasadzie chodzi o całą serię plakatów:

Jednak - jak się okazuje - idiotów nie brak. Bezlitośnie się o tym przekonałem, trafiając jakiś czas temu na ten klip:
Chciałbym się doczekać normalnych czasów. Ordynacji wyborczej zresztą też. Jednak chyba zbyt szybko to nie nastąpi, bo idiotokracja dopiero zmierza do punktu kulminacyjnego w Polszcze.
Przy okazji - ciekaw jestem, co na tego typu ironiczną reklamę powie Bolek. :>
Tematy zastępcze w natarciu
06 października 2010 o 09:45:35 | w Paradoksy Polityka | 16 komentarzyOd mniej więcej 10 kwietnia 2010 r., lud polski - dumnie zasiadający przed telewizorami - żyje tematami zastępczymi. A trzeba przyznać, że dobierano są one pierwszorzędnie. Najpierw "poważna i rzeczowa dyskusja" nt. pochówku Lecha Kaczyńskiego na Wawelu (w celu przesunięcia uwagi opinii publicznej od praktycznego braku działań ws. śledztwa), potem - nieco przypadkowo - wyrażenie woli usunięcia krzyża sprzed pałacu prezydenckiego przez Bronisława Komorowskiego (rozniecane w celu przykrycia podwyżki podatku VAT, akcyzy na paliwa, itp.), a na koniec - dopalacze. Tak, ten ostatni temat również skutecznie rozgrzewa ludzi - patrząc choćby na ilość wpisów na blogach, które traktują nie tyle o absurdalności działań rządu, ale których autorzy próbują dyskutować nt. samych dopalaczy. Ku uciesze rządzących, bo przecież o to chodziło. Zastanawiam się tylko, co chcą przysłonić tym razem.
PO zaczyna już ostatnio jechać po bandzie. A chodzi konkretnie o sprawę odejścia Palikota z tej partii. Pamiętam reakcję polityków z partii Palikota na jego kolejne prowokacje: albo "Platforma odcina się od sprawy", albo "Palikot próbuje podjąć dyskusję na ważne tematy". Przypomnijmy - tematy te to np. "czy Lech Kaczyński jest alkoholikiem?", podczas, gdy nie było nawet klipu na YouTube, którym Palikot mógłby podniecić młodzież, utwierdzając ją w swoich tezach. I jednocześnie biorąc pod uwagę to, że poprzednik ś.p. Lecha Kaczyńskiego był jawnym alkoholikiem, zdarzało mu się nieraz prezentować w stanie upojenia na oficjalnych uroczystościach czy wystąpieniach. Ciekawostka - niedawne dość mętne przemówienie Bronisława Komorowskiego zostało przez ww. posła przemilczane.
Ale wracając do tematu: każdy apel o usunięcie Janusza Palikota z PO kończył się tak samo - "następnym razem już mu nie ujdzie na sucho" albo "nie można ograniczać wolności słowa w polskiej polityce". Dodajmy, że odpowiedzi takie padały zawsze wtedy, gdy chodziło o prowokacje wobec opozycji. Bo gdy usłyszałem ostatnio zarzuty lubelskiego posła wobec Grzegorza Schetyny, strumień wypowiedzi z ich partii był jasny - Palikot powinien opuścić partię już następnego dnia, a dodatkowo - do sądu. Przecież to niedopuszczalne tak pomawiać ludzi, prawda?
Ja zaś zastanawiam się nad pewnym fenomenem. Jak to możliwe, że po tych wszystkich sprawach, które - wydawałoby się - powinny negatywnie wpływać na wizerunek koalicji rządzącej, PO nadal wygrywa wybory? Bo gorszego pasma nieszczęść wyobrazić sobie chyba nie można: afera hazardowa (po cytatach z której niemal wszyscy łapali się za głowy), katastrofa smoleńska (i fakt, że po pół roku dalej nie wiemy NIC), kilka fal powodziowych, podwyżka podatków i rosnący w niespotykanym dotąd tempie dług publiczny. A PO jest przecież świeżo po wygranych wyborach prezydenckich, a niedługo niewątpliwe - samorządowych. Mi się to przestaje powoli mieścić w głowie.<.p>
PS: Wszystkim zaniepokojonym ostatnim sondażem, Gazeta Wyborcza postanowiła przyjść z pomocą. W sondażu na jej zlecenie wszystko już się zgadza, proszę się nie przejmować sondażami zlecanymi przez zamordystyczne media PiS-owskie.
Ciśnienie
20 września 2010 o 09:48:57 | w Polityka | 5 komentarzyPGNiG informuje:
(...) PGNiG złożyło w zeszłym tygodniu w Gaz-Systemie dokument, z którego wynika, że w czwartym kwartale będzie dostarczać mniej gazu, niż będzie potrzebować polska gospodarka.
Dziwnie oczywisty schemat przychodzi do głowy w tej sprawie. Ostrzeżenie PGNiG, za chwilę pewnie podpisanie umowy gazowej na kilkadziesiąt lat na warunkach Rosji. I na koniec dramatyczne wystąpienie premiera, że przecież nie są samobójcami, że gospodarka by się załamała. Ergo - rząd uratował gospodarkę. I bębnienie o kolejnym sukcesie.
Za granicą się nie śmieją
17 września 2010 o 21:41:31 | w Polityka | 6 komentarzyNadrabiają za to w kraju:
To wina PSL!
23 sierpnia 2010 o 15:54:37 | w Polityka | SkomentujPo dzisiejszych doniesieniach o zgrzycie w jaśnie nam rządzącej koalicji, możemy powiedzieć sobie wprost - to PSL przejęło dzisiaj pałeczkę hamulcowego reform PO. W końcu ktoś musiał, skoro Lech Kaczyński nie żyje.
I tak oto PSL swoim konformizmem wstrzymało wprowadzenie w Polsce podatku liniowego. Tyle, że w trochę innym znaczeniu:
"Pan premier Donald Tusk zapowiedział, że po zerwaniu koalicji Platforma przedstawi jedną stawkę VAT - 19 procent na wszystkie produkty."
Młodzi, wykształceni, z dużych miast
09 sierpnia 2010 o 20:07:55 | w Polityka | 2 komentarzeCzyli to, czego nie widać w telewizji:
Krzyż a media
04 sierpnia 2010 o 08:27:50 | w Polityka | 14 komentarzyKilkanaście ekip telewizyjnych na miejscu, kilkadziesiąt reporterów, Gazeta Wyborcza kipiąca na swoim kanale YT filmami z wczorajszej próby przeniesienia krzyża i TVN24, udostępniający przekaz na żywo z miejsca zdarzenia (który normalnie, tzn. z wizją, dostępny jest za ciężkie dulary). I tak się zastanawiam po prawie dobie od zajścia - kto tu jest bardziej "skrajny"?
Zarzucone obietnice Bronisława, #2
27 lipca 2010 o 08:47:44 | w Polityka | 2 komentarzeZ debaty:
To jest najgorsze rozwiązanie, podnoszenie podatków. Pan prezes wspomniał o obniżeniu podatków, no to było zasługą rządu Kazimierza Marcinkiewicza, który przysłał mi list protestujący przeciwko przypisywaniu sobie tej zasługi przez pana Jarosława Kaczyńskiego. Natomiast trzeba reformować, trzeba dokonywać dobrej zmiany, tylko mądrej zmiany.
Z dzisiaj:
Jest przygotowana lista działań, które powinny być podjęte w ciągu najbliższych trzech lat, aby obniżyć deficyt finansów publicznych do poziomu wymaganego przez UE - mówi dziennikowi osoba z kręgów rządowych. - Które z nich rzeczywiście zostaną wcielone w życie, będzie zależało od premiera. To - jak czytamy - decyzja polityczna.
Zarzucone obietnice Bronisława, #1
13 lipca 2010 o 21:23:47 | w Polityka | 5 komentarzyhttp://www.se.pl/wydarzenia/kraj/beda-podwyzki-dla-nauczycieli_145922.html -> http://www.polskieradio.pl/wiadomosci/kraj/artykul176340.html
Realizacji obietnic nie będzie
07 lipca 2010 o 15:12:16 | w Polityka | 12 komentarzyDokładnie tak, jak w tytule. Chodzi oczywiście o obietnice prezydenta-elekta - Bronisława Komorowskiego. W dzień po wyborach politycy PO starali się stopniowo odchodzić od kampanijnych bzdur. I tak oto Róża Thun w Radiu Wnet stwierdziła, że reformy będą trudne ze względu na ciężki stan finansów państwa, zaś Władysław Bartoszewski chyba zapomniał o haśle popieranego przez siebie kandydata, bo poddał w wątpliwość hasło "zgoda".
Chciałbym też oświadczyć, że PiS-owski, zaściankowy elektorat wcale nie będzie wyjeżdżał z kraju i mówił o Komorowskim "to nie jest mój prezydent" (vide: wybory prezydenckie 2005). Wręcz przeciwnie - zostanie i będzie wymagał od prezydenta swojego kraju spełnienia wszystkich obietnic wyborczych. W końcu wygrał Komorowski, więc nie uważamy już, że prezydentura to żyrandole i zaszczyty, prawda?
"Możemy mieć przyjaciół w TVN-ie (...)"
02 lipca 2010 o 22:07:49 | w Polityka | Komentarze wyłączoneWydaje się, że ww. słowa Wajdy nt. słynnych przyjaciół w TVN-ie nie były jedynie wynikiem demencji starczej. Otóż dzisiaj owi przyjaciele wydali się dostać zbiorowej sraczki.
Nie ma co przeciągać, wystarczy obejrzeć dzisiejsze "Fakty" TVN-u. Śmieszy dodatkowo nagła hojność tej stacji. Gdy przydziadowali na sondaże w pierwszej turze, wystawili się na pośmiewisko razem ze "swoją" sondażownią. Już teraz SMG/KRC będzie robiło sondaże exit polls, a te przed ciszą wyborczą robi na próbie 2000 ludzi. Chyba wielu ludzi od mediów nie będzie spało do samego poniedziałku. :>
PS: Jeżeli masz swojego kandydata - idź na wybory i zagłosuj. Jeżeli nie - daj sobie spokój. O ile głosowanie przeciwko (podpada pod "daj sobie spokój") jest po prostu żenujące, o tyle oddawanie nieważnego głosu jest co najmniej bezsensowne. Naprawdę - szkoda czasu i pieniędzy. "Obowiązek obywatelski", którym karmią nas w mediach, to bzdura - jeżeli nie chcesz/nie możesz iść - nie idź. Spędź ten czas pożyteczniej i nie wydawaj pieniędzy na dotarcie do urny wyborczej. Nie głosując wcale nie jesteś gorszym obywatelem.
Sondaże kłamią, wiesz?
21 czerwca 2010 o 21:56:59 | w Polityka | 42 komentarzePierwsza tura zakończona, druga bodajże 4 lipca. A ja dalej będę roztrząsał sprawę sondaży.
Nie będę poważnie traktował osób, które po wczorajszym dniu nadal wierzą w jakiekolwiek sondaże. Nie to, żebym jakoś szczególnie poważał je wcześniej, jednak wczoraj chyba miarka się przebrała.
Dlaczego? Odpowiedź jest prosta - sondaże w tej kampanii nie mówiły dokładnie nic. Nie wiem, o co chodzi - za krótka kampania? Za mało czasu na "przygotowanie się" sondażowni? Brak pojęcia o tym, za co im płacą? W każdym razie - po dość dokładnych wynikach w sondażach z lat 90-tych, mieliśmy pasmo porażek ośrodków je wykonujących. Można było się jeszcze upierać, że po wyborach w roku 2005 można było zauważyć w nich jeszcze jako takie tendencje. A teraz? Parodia.
Sztandarowym zwycięzcą z sondażowniami w tych wyborach jest Grzegorz Napieralski. Gdybym wierzył sondażom, zacząłbym się poważnie bać o wyniki przyszłych wyborów. Bo wyobrażacie sobie, co może zrobić kandydat, który rzekomo z 3% (na początku, w sondażach) zdobył ostatecznie 13,68% głosów? Toż przy normalnej, długiej kampanii, wygrałby zapewne wybory w pierwszej turze!
No właśnie - "gdyby". Bo wierzy ktoś w taki "postęp"? Nie sądzę. Podobna sprawa była z Januszem Korwin-Mikkem. Pierwsze sondaże pokazywały poparcie dużo mniejsze od 1% (sondażownie prezentujące wyniki z dokładnością do tysięcznych części poparcia mówiły o 0,8%, lub nawet o zerowym poparciu). Daleko było mu do Olechowskiego, Leppera i reszty - plasował się raczej w okolicach Bogusława Ziętka i Kornela Morawieckiego. Czyli "plankton" to zbyt delikatne określenie, trafniej można by powiedzieć, że JKM nie popiera nikt poza rodziną i sąsiadami. A tu niespodzianka - Korwin-Mikke tuż za podium, czwarty wynik: 2,48%. No, ale przecież on "nie ma szans".
Zaraz po końcu ciszy wyborczej, upubliczniono 3 sondaże, z których nie wiadomo było więcej, niż to, że będzie druga tura. Poniżej tabelka z rzeczywistymi wynikami oraz wynikami z ww. sondaży:
| Wynik PKW | SMG/KRC (TVN24) | TNS OBOP (TVP) | Homo homini (Polsat) | |
|---|---|---|---|---|
| Bronisław Komorowski | 41,54% | 45,7% | 41,2% | 44,5% |
| Jarosław Kaczyński | 36,46% | 33,2% | 35,8% | 34,3% |
| Grzegorz Napieralski | 13,68% | 13,4% | 13,5% | 13,5% |
| Janusz Korwin-Mikke | 2,48% | - | 3% | 1,9% |
Cóż, jeżeli komercyjne i prywatne sondażownie mogą sobie pozwolić na widoczny wyżej rozrzut (sięgający 8 p. p. względem rzeczywistych wyników) między kandydatami, to zastanawiam się, kto im za to płaci. Tak, wiem - zleceniodawcy. Jednak komu zależy na publikowaniu tego typu bzdur? Tym bardziej, że nie jest to zwykły sondaż, których w kampanii jest kilkanaście, a ten podsumowujący, który w założeniu ma przekazywać wiarygodne wyniki wyborów, zanim kilkanaście godzin później zrobi to PKW.
Zaproszony do dzisiejszego poranka w Radiu Wnet przedstawiciel SMG/KRC wił się niemiłosiernie przy odpowiadaniu na pytania. Rozbroił mnie też śmiechem i brakiem odpowiedzi na pytanie redaktora: "Czy są kary za rozbieżność w wynikach sondażu i wyborów?". Jednak przestaje mnie to dziwić, gdy przypomnę sobie, że TVN po 2005 roku nie zmieniła "głównej" sondażowni, oraz że telewizja ta była łącznikiem medialnym sztabu Bronisława Komorowskiego podczas wieczoru wyborczego.
Kolejna sprawa - chyba jednak zbyt wielu ludzi faktycznie wierzy sondażom "jako żywo". Mnóstwo moich znajomych chciało głosować na kandydata spoza "faworytów", jednak ostatecznie zarzuciło ten pomysł ze względu na "brak szans" (podpowiadany przez sondaże). Pomyślałem sobie więc, że szkoda pieniędzy na tą całą kampanię i wybory. Może lepszym pomysłem byłoby zrobienie sondażu na początku kampanii i na tej podstawie wytypować elektów we wszelkich wyborach? Względnie plebiscyt, o którym ktoś już na Joggerze pisał.
Chociaż mam chyba jeszcze lepszy pomysł - konstytucyjne ograniczenie liczby kandydatów w wyborach prezydenckich do dwóch, a w przyszłości może nawet tylko dwie partie w wyborach parlamentarnych? Ileż to oszczędzonych pieniędzy i szczęśliwszych ludzi (nie byłoby słychać tych frustratów, którzy ośmielili się głosować na osoby spoza telewizora)!
PS: Do wszystkich dziennikarzyn: nauczcie się poprawnie opisywać zmiany w sondażach. Najlepiej zacząć od zapoznania się z różnicą między punktem procentowym a procentem. Nie uczyli Was tego w tych wszystkich Wyższych Szkołach Sukcesu?
Powered by JoggerPL. Design by Borja Fernandez, ported by Piotr Petrus.
Wpisy, nagłówki wpisów jako RSS.
Poprawny XHTML i CSS. | Góra strony ↑