Polecam!
W ramach „solidarności z planetą” ponosimy już w Polsce
ogromne europejskie opłaty za emisję dwutlenku węgla. Powoduje to groźbę
bankructwa przemysłu cementowego i producentów niektórych materiałów
budowlanych, a także podwyżki dla konsumentów. Czy w tej spirali cen jest
racjonalne jądro naukowe?
Niewiele wiemy na temat bardzo złożonych mechanizmów i współzależności
tysięcy parametrów wpływających na zmiany klimatu. Modele wykorzystywane do
prognozowania zmian klimatycznych są zbyt proste i opierają się na danych
pomiarowych uzyskanych w większości tylko dla wybranych rejonów, a nie dla
całego globu. Badania prowadzi się np. tam... gdzie można uzyskać pieniądze
na stacje pomiarowe. Nie chodzi o „niedostateczną moc obliczeniową”
największych i najnowocześniejszych komputerów, ale raczej o to, że rozwiązania
złożonych zależności matematycznych są niestabilne, oscylujące nawet przy
minimalnych zmianach danych wejściowych.
Nie wszyscy publicyście i dziennikarze zauważają, że na podstawie tych
samych (lub podobnych) danych pomiarowych uczeni autorzy wyciągają diametralnie
różne wnioski. Można więc przeczytać prognozy gwałtownego ocieplania się
ziemskiego klimatu, jak również opracowania dowodzące, że w najbliższej przyszłości
czeka nas kolejna „epoka lodowa”.
Doświadczenie jednak wykazuje, że klimat planety jest – w skali setek milionów
lat – samoregulujący się. Warto przyjrzeć się krytycznie geofizycznym założeniom tej
polityki, bo idzie o co najmniej setki, a nawet tysiące miliardów dolarów rocznie.
Para wodna – podstawowy gaz cieplarniany
Woda (H2O) występuje w atmosferze w postaci igiełek lodu, kropelek (chmury)
i postaci gazowej – niewidocznej. Para z czajnika to kropelki, a halo wokół Księżyca
to igiełki. Odpowiadają one razem za 95 do 99 proc. efektu cieplarnianego. Cały
zawarty w atmosferze CO2 odpowiedzialny jest za 1 do 5 proc. tego efektu. Pozostałe
gazy mają jeszcze mniejszy udział. Pomiary izotopowe wskazują, że jedynie 5 proc. z CO2
znajdującego się obecnie w atmosferze ziemskiej pochodzi ze spalania paliw kopalnych.
Zatem przemysłowy CO2 zwiększa naturalny efekt cieplarniany zaledwie o 0,05 do 0,25
proc. Gdyby para wodna oraz CO2 nie były obecne w atmosferze, temperatura przy
powierzchni Ziemi wynosiłaby około minus 19 stopni C i znane nam życie nie mogłoby
w ogóle istnieć.
W „Protokole z Kioto do ramowej konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian
klimatu” zostały wymienione gazy cieplarniane. Oto one: Co2, CH4, N2O, HFCs, PFCs, SF6.
Sygnatariusze jakby zapomnieli o istnieniu pary wodnej. Nie uwzględniają również wkładu
kropelek wody i kryształków lodu. A te trzy stany skupienia wody są decydującym
czynnikiem tworzącym klimat.
W ostatnich dziesięcioleciach ilość występujących w atmosferze substancji gazowych,
takich jak CO2, CH4, N2O, O3 i CFC, systematycznie wzrasta. Zawartość pary wodnej
zmienia się jednak przy tym w tak szerokich granicach, że nie jest możliwe ilościowe
określenie występujących w tym przypadku zmian. Para wodna pochłania więcej
promieniowania podczerwonego niż jakikolwiek inny składnik atmosfery, choć
zwykle (z niewiedzy!) przyjmuje się, że wpływ pary wodnej jest w przybliżeniu stały.
Dlaczego klimat się zmienia?
Najpewniejsze dane dotyczące klimatu pochodzą z historii Ziemi. Możemy porównać
bieżący ciepły okres, który trwa już kilka tysięcy lat, do poprzedniej epoki lodowej,
ok 20 tys. lat temu. Skład atmosfery podczas epoki lodowej znamy z ilościowej analizy
baniek powietrza, które zostały uwięzione, gdy warstwy lodu na Grenlandii i w
Antarktyce rosły z padającego śniegu. Znany jest zarówno skład chemiczny powietrza, jak i
temperatura w ostatnich 200 tys. lat.
Na zmiany klimatu wpływają przyczyny naturalne (np. wpływ erupcji wulkanów i
wahań emisji Słońca), które się wzajemnie prawie równoważą. Są również przyczyny
zależne od działalności człowieka. Część emitowanych przez człowieka substancji ogrzewa
atmosferę, a np. aerozole w troposferze ją ochładzają. Wyjątkiem wśród aerozoli jest udział
tzw. czarnego węgla (sadza), mającego dodatni wpływ na wzrost temperatury. Bardzo
istotny jest wpływ metanu na klimat, chociaż ilość tego gazu w atmosferze jest znikoma.
Jest on bowiem 30-50 razy bardziej aktywny.
Jednoczesny wpływ metanu i czarnego węgla na klimat jest porównywalny do
wielkości wpływu CO2. Obserwowana obecnie ilość CO2, jak i metanu w atmosferze
jest porównywalna do wartości maksymalnych dla tych gazów w ostatnich 160 tys. lat.
Podkreślamy, że zawartość CO2 w atmosferze była wiele razy w historii dużo większa
niż teraz. Sytuacja taka miała miejsce m. in. ponad 300 mln lat temu, przed erą karbonu.
Obecne poziomy nie są więc takie nienaturalnie wysokie, a więc takie, z którymi
ekosystem nie byłby w stanie sobie poradzić.
Poza tym przy dostępnej obecnie technologii nie jest możliwe radykalne i tanie
zmniejszenie poziomu CO2 w atmosferze. Możemy ograniczać jego emisję poprzez
zwiększanie efektywności energetycznej. Niestety w Polsce w kolejnych strategiach
długoterminowych rządów (na 20 lat) na ten temat są tylko slogany. Piszący te
wypracowania urzędnicy nie mają o meritum pojęcia.
Pamiętajmy jeszcze, że okresy ciepłe i zimne powtarzają się w procesie zmian klimatu
Ziemi ze sporą regularnością. Obecnie jesteśmy dopiero na początku okresu ciepłego,
który będzie trwał jeszcze (zapewne z wahaniami) około 40 tys. lat. Nie dysponujemy
danymi pozwalającymi stwierdzić, jak długo będzie trwał ten proces i w jakim stopniu
został on zakłócony przez działalność człowieka. Przedłużenie na kolejne lata, dekady
i stulecia obecnych trendów w zmianach klimatu może okazać się dalekie od
rzeczywistych zmian.
Scenariusze
Przewidywane scenariusze zmian klimatu dla najbliższych 50-100 lat różnią się
znacznie w zależności od autorów, czasu powstawania prognozy i... źródeł
finansowania laboratorium.
Według zwolenników istnienia antropogennego „globalnego ocieplenia”, skutkiem
zmian klimatu ma być m. in. wzrost poziomu wody w oceanach, co spowodowałoby
zatopienie niżej położonych części lądów, np. wielu wysp Pacyfiku lub znacznej części
Bangladeszu.
Tymczasem przy utrzymaniu się obecnej (z ostatnich dwóch dekad) tendencji
wzrostu poziomu oceanów, po 100 latach możemy spodziewać się wzrostu poziomu
o 22 cm z dokładnością do 1 cm. W ciągu ostatnich 20 tys. lat poziom oceanów
podniósł się jednak prawie o 90 metrów, co daje średnią (przyczyny wyłącznie naturalne)
45 cm na 100 lat. Jest to dwukrotnie więcej, niż obserwowany obecnie wzrost.
Zmiany klimatu na Ziemi oczywiście więc następują, ale wpływ na nie działalności
człowieka jest mało zbadany i zapewne niewielki. Z analiz wynika, że zdolności
Ziemi do samoregulacji sięgają znacznie większych amplitud wahań parametrów niż
działalność ludzka. Usiłowanie obniżenia przemysłowej emisji CO2 i innych gazów
cieplarnianych nie wpłynie zatem na klimat, lecz doprowadzi raczej do światowej
katastrofy ekonomicznej z powodu wydawania setek miliardów na pseudoekologiczne
zabezpieczenia. Dlatego też przy obecnym stanie wiedzy i techniki lepiej przystosować
się do warunków panujących na planecie, a nie próbować dopasowywać planetę do
niemądrych, a nierzadko zbrodniczych pomysłów klas rządzących.
Źródło: Mirosław Dakowski, „Gazeta Polska” 19/2008.
Od dawna mówię, że „efekt cieplarniany” to zmyślony problem…
http://42.pl/u/Emm
Tu można znaleźć o wiele bardziej rozbudowany artykuł.
Podlinkowałem do skróconej wersji. Mam tę GP, zaraz postaram się gdzieś umieścić pełną wersję artykułu.
Pełna wersja artykułu zastąpiła skrót z linku. 😉
Może i zastąpiła… ale za to jak „wygląda” 🙁