„Możemy mieć przyjaciół w TVN-ie (…)”

Wydaje się, że ww. słowa Wajdy nt. słynnych przyjaciół w TVN-ie nie były jedynie wynikiem demencji starczej. Otóż dzisiaj owi przyjaciele wydali się dostać zbiorowej sraczki.

UWAGA! Ten wpis ma już 16 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Wydaje się, że ww. słowa Wajdy nt. słynnych przyjaciół w TVN-ie nie były jedynie wynikiem demencji starczej. Otóż dzisiaj owi przyjaciele wydali się dostać zbiorowej sraczki.

Nie ma co przeciągać, wystarczy obejrzeć dzisiejsze „Fakty” TVN-u. Śmieszy dodatkowo nagła hojność tej stacji. Gdy przydziadowali na sondaże w pierwszej turze, wystawili się na pośmiewisko razem ze „swoją” sondażownią. Już teraz SMG/KRC będzie robiło sondaże exit polls, a te przed ciszą wyborczą robi na próbie 2000 ludzi. Chyba wielu ludzi od mediów nie będzie spało do samego poniedziałku. :>

PS: Jeżeli masz swojego kandydata – idź na wybory i zagłosuj. Jeżeli nie – daj sobie spokój. O ile głosowanie przeciwko (podpada pod „daj sobie spokój”) jest po prostu żenujące, o tyle oddawanie nieważnego głosu jest co najmniej bezsensowne. Naprawdę – szkoda czasu i pieniędzy. „Obowiązek obywatelski”, którym karmią nas w mediach, to bzdura – jeżeli nie chcesz/nie możesz iść – nie idź. Spędź ten czas pożyteczniej i nie wydawaj pieniędzy na dotarcie do urny wyborczej. Nie głosując wcale nie jesteś gorszym obywatelem.

Sondaże kłamią, wiesz?

UWAGA! Ten wpis ma już 16 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Pierwsza tura zakończona, druga bodajże 4 lipca. A ja dalej będę roztrząsał sprawę sondaży.

Nie będę poważnie traktował osób, które po wczorajszym dniu nadal wierzą w jakiekolwiek sondaże. Nie to, żebym jakoś szczególnie poważał je wcześniej, jednak wczoraj chyba miarka się przebrała.

Dlaczego? Odpowiedź jest prosta – sondaże w tej kampanii nie mówiły dokładnie nic. Nie wiem, o co chodzi – za krótka kampania? Za mało czasu na „przygotowanie się” sondażowni? Brak pojęcia o tym, za co im płacą? W każdym razie – po dość dokładnych wynikach w sondażach z lat 90-tych, mieliśmy pasmo porażek ośrodków je wykonujących. Można było się jeszcze upierać, że po wyborach w roku 2005 można było zauważyć w nich jeszcze jako takie tendencje. A teraz? Parodia.

Sztandarowym zwycięzcą z sondażowniami w tych wyborach jest Grzegorz Napieralski. Gdybym wierzył sondażom, zacząłbym się poważnie bać o wyniki przyszłych wyborów. Bo wyobrażacie sobie, co może zrobić kandydat, który rzekomo z 3% (na początku, w sondażach) zdobył ostatecznie 13,68% głosów? Toż przy normalnej, długiej kampanii, wygrałby zapewne wybory w pierwszej turze!

No właśnie – „gdyby”. Bo wierzy ktoś w taki „postęp”? Nie sądzę. Podobna sprawa była z Januszem Korwin-Mikkem. Pierwsze sondaże pokazywały poparcie dużo mniejsze od 1% (sondażownie prezentujące wyniki z dokładnością do tysięcznych części poparcia mówiły o 0,8%, lub nawet o zerowym poparciu). Daleko było mu do Olechowskiego, Leppera i reszty – plasował się raczej w okolicach Bogusława Ziętka i Kornela Morawieckiego. Czyli „plankton” to zbyt delikatne określenie, trafniej można by powiedzieć, że JKM nie popiera nikt poza rodziną i sąsiadami. A tu niespodzianka – Korwin-Mikke tuż za podium, czwarty wynik: 2,48%. No, ale przecież on „nie ma szans”.

Zaraz po końcu ciszy wyborczej, upubliczniono 3 sondaże, z których nie wiadomo było więcej, niż to, że będzie druga tura. Poniżej tabelka z rzeczywistymi wynikami oraz wynikami z ww. sondaży:

Wynik PKW SMG/KRC (TVN24) TNS OBOP (TVP) Homo homini (Polsat)
Bronisław Komorowski 41,54% 45,7% 41,2% 44,5%
Jarosław Kaczyński 36,46% 33,2% 35,8% 34,3%
Grzegorz Napieralski 13,68% 13,4% 13,5% 13,5%
Janusz Korwin-Mikke 2,48% 3% 1,9%

(reszta wyników)

Cóż, jeżeli komercyjne i prywatne sondażownie mogą sobie pozwolić na widoczny wyżej rozrzut (sięgający 8 p. p. względem rzeczywistych wyników) między kandydatami, to zastanawiam się, kto im za to płaci. Tak, wiem – zleceniodawcy. Jednak komu zależy na publikowaniu tego typu bzdur? Tym bardziej, że nie jest to zwykły sondaż, których w kampanii jest kilkanaście, a ten podsumowujący, który w założeniu ma przekazywać wiarygodne wyniki wyborów, zanim kilkanaście godzin później zrobi to PKW.

Zaproszony do dzisiejszego poranka w Radiu Wnet przedstawiciel SMG/KRC wił się niemiłosiernie przy odpowiadaniu na pytania. Rozbroił mnie też śmiechem i brakiem odpowiedzi na pytanie redaktora: „Czy są kary za rozbieżność w wynikach sondażu i wyborów?”. Jednak przestaje mnie to dziwić, gdy przypomnę sobie, że TVN po 2005 roku nie zmieniła „głównej” sondażowni, oraz że telewizja ta była łącznikiem medialnym sztabu Bronisława Komorowskiego podczas wieczoru wyborczego.

Kolejna sprawa – chyba jednak zbyt wielu ludzi faktycznie wierzy sondażom „jako żywo”. Mnóstwo moich znajomych chciało głosować na kandydata spoza „faworytów”, jednak ostatecznie zarzuciło ten pomysł ze względu na „brak szans” (podpowiadany przez sondaże). Pomyślałem sobie więc, że szkoda pieniędzy na tą całą kampanię i wybory. Może lepszym pomysłem byłoby zrobienie sondażu na początku kampanii i na tej podstawie wytypować elektów we wszelkich wyborach? Względnie plebiscyt, o którym ktoś już na Joggerze pisał.

Chociaż mam chyba jeszcze lepszy pomysł – konstytucyjne ograniczenie liczby kandydatów w wyborach prezydenckich do dwóch, a w przyszłości może nawet tylko dwie partie w wyborach parlamentarnych? Ileż to oszczędzonych pieniędzy i szczęśliwszych ludzi (nie byłoby słychać tych frustratów, którzy ośmielili się głosować na osoby spoza telewizora)!

PS: Do wszystkich dziennikarzyn: nauczcie się poprawnie opisywać zmiany w sondażach. Najlepiej zacząć od zapoznania się z różnicą między punktem procentowym a procentem. Nie uczyli Was tego w tych wszystkich Wyższych Szkołach Sukcesu?

Zabawa się zaczyna

UWAGA! Ten wpis ma już 16 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Kampanii z tak sprzecznymi sondażami nie mieliśmy jeszcze nigdy. Od początku pojawiające się sondaże są albo wzięte z kosmosu, albo sprzeczne. W ciągu tych kilku tygodni było co najmniej parę sytuacji, w której sondaże publikowane jednego dnia (i w tym samym przedziale czasu wykonywane) pokazywały nie tyle różny odsetek poparcia dla każdego z kandydatów, ale nawet zupełnie przeciwne tendencje (co jakiś czas niezły ubaw musi mieć prowadząca „Śniadanie w Trójce”, która zbiera sondaże z całego tygodnia i je odczytuje – dwukrotnie już czytała parę sondaży, w której jeden z nich wskazywał wzrost poparcia dla Komorowskiego i spadek dla Kaczyńskiego, a drugi – vice versa).

Jednak ostatnio wyraźnie daje się zauważyć „zabawa” sondażowni. O ile nie wierzę sondażom, to tych kilka wstecz mnie po prostu rozśmiesza. Są tak niesamowicie różne, że ich zestawienie nie niesie żadnego wniosku, nie wskazuje żadnej tendencji. Ale pokazuje jedno – na czele jest Komorowski, którego dogonić nie może Kaczyński. Albo inaczej – Komorowski traci poparcie (bo elektorat trzeba zmobilizować), a Kaczyński szybko je zyskuje (bo inny elektorat uśpić należy i pogrążyć w pysze). Reszta kandydatów się oczywiście nie liczy.

Dziwne, że mediom tak liche twory, jak sondaże, jeszcze się nie znudziły. Rozumiem, gdyby się jeszcze sprawdzały. Ale w kraju, w którym sondażownie zaliczyły chyba największą z możliwych porażek w 2005 r.? No litości.

Demencja starcza powraca

UWAGA! Ten wpis ma już 16 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Po Władysławie „Niewieście frustratom” Bartoszewskim, na łeb rzuciło się kolejnemu osobnikowi z zacnego grona autorytetów PO. Oto słowa, które wymamrotał dzisiaj Andrzej Wajda:

– To jest wojna domowa, to jest walka o wszystko! (…) Mamy przyjaciół w TVN, wspiera nas też druga prywatna telewizja.

Poprzednik ww. pana, o którym wspomniałem na początku wpisu, również nie podjął leczenia:

Sekretarz stanu w Kancelarii Premiera RP Władysław Bartoszewski sugerował, że Jarosław Kaczyński ma doświadczenie tylko w hodowaniu „zwierząt futerkowych”, w przeciwieństwie do Komorowskiego, który jest ojcem pięciorga dzieci. – Ja jako bezpartyjny wesoły staruszek mogę tak mówić i będę sobie mówić – stwierdził. Przekonywał, że do „ostatniego tchu” będzie „głosił potrzebę powołania Komorowskiego (na prezydenta), aby Polska nie zeszła w opinii świata na miejsce między Grecją a Bułgarią i Rumunią pod względem stabilizacji, zaufania, szacunku, możliwości”.

Pamiętajcie jednak, że najważniejsze teraz jest to, by nie wykorzystywać katastrofy do jej celów kampanii! Reszta może zostać bez zmian.

Pełna mobilizacja

UWAGA! Ten wpis ma już 16 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Widać sondaże – mówiące o tym, że już niebawem Kaczyński prześcignie Komorowskiego – nie pomogły na zmianę tzw. „nastrojów społecznych”. Trzeba więc uruchomić wszystkie siły „do walki z IV RP”, znane z poprzednich wyborów. Przodownikiem tych działań jest oczywiście Agora. I tak oto – oprócz rezygnacji z audycji Igora Janke w TOK FM, przyszedł czas na wznowienie „niezależnego” komiksu internetowego Chomiks.com. Jak żenujące jest to wznowienie, można zobaczyć chociażby po pierwszym „odcinku”. No, ale skoro nie można drogami oficjalnymi, to chociaż tak trzeba siać ferment.

Kolejna sprawa warta odnotowania – Janusz Palikot zmienia wizerunek. „Janusz Palikot umarł 10 kwietnia” – napisał na swoim blogu. Aż chce się dodać – „misja zakończona, przegrupować się!”.

Media już się otrząsnęły

Mija miesiąc od katastrofy w Smoleńsku. Z wielkich zapowiedzi zmian w polityce i w mediach nic nie wyszło.

UWAGA! Ten wpis ma już 16 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Mija miesiąc od katastrofy w Smoleńsku. Z wielkich zapowiedzi zmian w polityce i w mediach nic nie wyszło.

Pierwsza była polityka – tego raczej się spodziewaliśmy. Osobiście jednak, jako odbiorca mediów państwowych, chyba dałem się nabrać, że reguły panujące na przykład w radiowej „Trójce” przeniosą się na inne media. No cóż, byłem głupi.

Dzisiaj, równy miesiąc po tych tragicznych wydarzeniach, z rana powitały mnie dociekania redaktorzyn Agory, którzy zastanawiają się, skąd w tle przemawiającego wczoraj Jarosława Kaczyńskiego wzięło się pianino. „Śledczy” Wyborczej klatka po klatce przeglądali przemówienie w poszukiwaniu nie tylko (bo to oczywiste) elementów kampanii wyborczej JK, ale także zbierali informacje od swoich tajnych współpracowników wiernych czytelników, skąd się wzięło pianino. O dziwo – znaleźli!

I kolejne doniesienie, tym razem po moim powrocie z uczelni – pilot felernego Tu-154 MIAŁ UPRAWNIENIA DO LĄDOWANIA W MGLE! Po takiej informacji jestem już spokojny o wszystko i dumny, że samolot z najważniejszymi ludźmi w kraju pilotuje profesjonalista z wymaganymi do tego uprawnieniami. W związku z tym, proponuję zarzucić wszelkie podejrzenia i się rozejść – śledztwo prowadzą i koordynują zawodowcy. W końcu chcieliśmy odpowiedzi na kluczowe pytania, to je mamy. Nic więcej nie powinno nas zajmować.

UPR popiera Jarosława Kaczyńskiego

UWAGA! Ten wpis ma już 16 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Ciężko było mi w to z początku uwierzyć, jednak przekaz jest prosty:

„Lubelski” UPR (a konkretniej: odłam UPR-u pod wodzą Magdaleny Kocik) poparł Jarosława Kaczyńskiego w walce o fotel prezydenta. Miły gest, biorąc pod uwagę, że UPR Stanisława Żółtka („korwinowski”) po bardzo taktownym zachowaniu w czasie ostatniej żałoby narodowej, przeszedł do kolejnej – tym razem już idiotycznej – linii walki. Linię tą wyraźnie pokazuje ten klip, w którym UPR-WiP-owcy podniecają się reakcjami ludzi na składanie podpisów dla kandydata zbierającego je tuż obok – Jarosława Kaczyńskiego. Cóż – niektórzy już się przejechali na próbie podpięcia się pod elektorat PO, szkoda byłoby, żeby UPR powtórzył ten „wyczyn”. Zwłaszcza, że w jego szeregach jest bardzo wielu publicystów, których cenię.

Pytania

UWAGA! Ten wpis ma już 16 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Wczoraj trafiłem na sondaż, w którym PiS przegrywa z PO zaledwie sześcioma punktami procentowymi, co jest wynikiem dość „zdumiewającym” przeciętnego odbiorcę mediów. Sondaż ten został wykonany na zlecenie TVN – przekornie więc zacząłem się zastanawiać, o co chodzi. I przypomniałem sobie podobną sytuację z poprzednich wyborów prezydenckich (być może ktoś je jeszcze pamięta). Jest to standardowa zagrywka mediów, gdy szacują, że różnica poparcia między naszą kochaną Platformą Obywatelską jest niebezpiecznie mała w stosunku do PiS-u (albo nawet ten pierwszy delikatnie wygrywa). Wtedy robi się to, co mogliśmy zobaczyć we wczorajszych „Faktach” – zwarcie szyków elektoratu PO przez „postraszenie” ich realną szansą na wygraną PiS-u. Jednak ostatnie sondaże dotyczą przecież poparcia dla partii politycznych, nie zaś dla kandydatów na prezydenta poszczególnych partii. Moim zdaniem, zastosowano pewne „przesunięcie”. Bo kto uważa, że PiS naprawdę osiągnąłby choć zbliżony wynik w wyborach parlamentarnych do tego podanego przez TVN?

Za to wynik wyborów prezydenckich nie jest już tak pewny. Uśpiony elektorat PiS-u został zmobilizowany jak nigdy, co w konfrontacji ze słabym kandydatem PO „napawa strachem” włodarzy tej partii (i media widocznie też).

Dlaczego więc sondaże są niemal dokładnie odwrotne? Ukazują niemożliwy niemal sukces PiS-u w wyborach parlamentarnych oraz znikome szanse na prezydenturę Jarosława Kaczyńskiego (według sondażu, JK otrzymałby trochę ponad połowę głosów Komorowskiego). Dla mnie pytanie z początku tego akapitu jest retoryczne – w końcu skoro „nastroje społeczne” nie pozwalają na merytoryczną czy niemerytoryczną debatę, to trzeba się ratować innymi sposobami.

PS: Jarosław Kaczyński będzie kandydatem PiS-u na prezydenta. Wiem, że oficjalna decyzja dopiero w poniedziałek, jednak na dzień dzisiejszy moje źródła się nie mylą. I nie sądzę, by przez weekend się to zmieniło, chyba, że zdarzy się jeszcze coś złego.

Heat of the moment

Jest już po oficjalnej żałobie narodowej, podczas której lały się krokodyle łzy polityków oraz dziennikarzy po utracie naszego prezydenta. Pisząc „naszego”, mam na myśli oczywiście sytuację od dnia 10.04.2010, kiedy to – pośmiertnie – społeczeństwo medialne oraz same media mianowały Lecha Kaczyńskiego prezydentem RP, a nie – jak było wcześniej – prezydentem PiS-u.

UWAGA! Ten wpis ma już 16 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Jest już po oficjalnej żałobie narodowej, podczas której lały się krokodyle łzy polityków oraz dziennikarzy po utracie naszego prezydenta. Pisząc „naszego”, mam na myśli oczywiście sytuację od dnia 10.04.2010, kiedy to – pośmiertnie – społeczeństwo medialne oraz same media mianowały Lecha Kaczyńskiego prezydentem RP, a nie – jak było wcześniej – prezydentem PiS-u.

Gdy dowiedziałem się o katastrofie prezydenckiego samolotu, myślałem, że to jakiś wyjątkowo niesmaczny żart. Krótka wizyta na portalach informacyjnych szybko wyprowadziła mnie jednak z błędu – coś się stało, do tego bardzo poważnego, ale mało kto wiedział wtedy, co dokładnie. Niecałe 2 godziny później wszystko było już jasne – rozbił się prezydencki Tu-154M – zginęły wszystkie osoby znajdujące się na pokładzie. Szok – albo jak to się mówiło często w ostatnim tygodniu: „sytuacja bez precedensu”.

Po lekkim ochłonięciu, zacząłem się zastanawiać, jak w tej sytuacji możliwe będą w ogóle spory polityczne i przyspieszona kampania wyborcza. Nie mieściło mi się to w głowie. I tak żyłem bodajże do wtorku.

Show hipokryzji – tylko tak można nazwać reakcje większości polityków i dziennikarzy na żałobę w naszym kraju. Gdy zobaczyłem rozpaczania polityków najbardziej zajadłych w stosunku do Lecha Kaczyńskiego za jego życia, a także płacz Moniki Olejnik i redaktorów „Szkła kontaktowego” wiedziałem już, że niebawem całe to (jeszcze dość prawdziwe) zjednoczenie Polaków się rozsypie. I tak się zresztą stało, o czym można poczytać dokładniej u Piechuły. Pomijam już „spontaniczne” protesty, o których pisze autor ww. wpisu, bo najbardziej zaskakują mnie osobiste protesty znajomych lub osób, na których blogi się natknąłem, a którzy nie mają bladego pojęcia o choćby jednej osobie pochowanej na Wawelu.

Wpis ten miał być czymś w stylu „przypominacza” o tym, jak w ostatnich latach „merytorycznie krytykowany” był śp. Lech Kaczyński przez tych, którym przez parę ostatnich dni z żalu spływał makijaż z twarzy. Przejdźmy więc do meritum.

Jedną z pierwszych reakcji na tragedię były słowa Lecha Wałęsy, dość wyważone, jak na niego. W zasadzie sam się zdziwiłem, bo Wałęsa wypowiedział się wtedy z wielką klasą. Ostatecznie jednak nie zawiódł swoich zwolenników – już w poniedziałek ogłosił (typowo dla siebie), że „wybacza wszystkim ofiarom i uznaje spory za niebyłe”. Moment przełomowy, bo właśnie przebaczenia ze strony Wałęsy potrzebowały zapewne ofiary jako przepustki u św. Piotra. Całość dopełnia jeszcze to, że nie podał ręki Jarosławowi Kaczyńskiemu na uroczystościach żałobnych, ale to już czepialstwo.

A tutaj archiwalne nagrania nt. miłości Wałęsy do Kaczyńskich:

Kolejną postacią-legendą jest marszałek (a obecnie p.o. prezydent) Bronisław Komorowski. Również wygłaszał pompatyczne przemówienia nt. ofiar – również wobec Lecha Kaczyńskiego. Mając w pamięci doświadczenia z poprzednich incydentów, wyobraziłem sobie nawet ironiczny uśmiech marszałka, gdyby tragedia tragedią nie była, a skończyła się jedynie nieśmiertelnymi obrażeniami. Ale przecież gdybania nie lubię.

Jeżeli ktoś się bulwersuje, że Dandys znów pieprzy trzy po trzy, to częstuję cytatami:

Jest pytanie o znaczenie pecha w polityce, gdyż rzeczywiście pan prezydent Kaczyński ma pecha, to widać, że ma pecha. Kolejne wizyty, i coś tam szwankuje

I jeszcze mój faworyt wśród cytatów Komorowskiego:

Jaka wizyta, taki zamach. No bo z 30 metrów nie trafić w samochód, to trzeba ślepego snajpera, więc raczej wygląda to na coś niepoważnego.

Cóż, panie Marszałku – tym razem już się udało!

Rozpacza też kilku innych posłów, na przykład Radosław Sikorski, Stefan Niesiołowski czy Kazimierz Kutz (!). Oto antyczne cytaty z ww.:

Radosław Sikorski

Można być prezydentem, ale można też być chamem.

Stefan Niesiołowski

Lech Kaczyński potrzebuje kuracji, która doprowadzi jego system nerwowy do porządku. Pytanie, czy to chwilowa zapaść, nerwica czy trwałe uszkodzenie, które wcześniej czy później skończy na komisji lekarskiej.

Oczywiście, poza politykami, na wysokości zadania stanęły media. Cały tydzień mogliśmy oglądać niekończące się newsy. Żałobą przejął się też TVN – a jakże. Jednak widok żałobnego „Szkła kontaktowego”, w którym wspominają prezydenta panowie prowadzący, jest tak żałosny, że ciężko to opisać słowami. Zwłaszcza, że to Ci prowadzący od tygodniowych podśmiechujek z „Borubara” i kilkumiesięcznego spektaklu pt. „Co słychać u Irasiada?”. Nie można też zapomnieć o Monice Olejnik, która nie pozwoliła na krytykę własnej osoby przez Pawła Kowala (przy okazji przesłuchania wywiadu). W końcu płakała już na wizji, więc nikt nie ma moralnego prawa powiedzieć o niej złego słowa w sprawie smoleńskiej.

Teraz pozostaje czekać na jakiekolwiek konkretne informacje ws. przyczyny katastrofy prezydenckiego samolotu. Nie będę nic teraz o tym pisał, bo pogłosek i tez jest tak dużo, że nie ma to najmniejszego sensu. Ale bawią mnie zarówno Ci, którzy już twierdzą, że to zamach, jak i Ci, którzy 20 minut po katastrofie uznali, że to wina mgły.

Wiosna?

UWAGA! Ten wpis ma już 16 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Naprawdę, wiele widziałem już rzeczy idiotycznych, ale dzisiaj instytucji odpowiadającej za drogi w powiecie kraśnickim skutecznie udało się mnie zaskoczyć (i nie tylko mnie, jak podejrzewam). Bo jeszcze rozumiem przejazd pługu i piaskarki parę godzin po roztopieniu się śniegu na drodze. Ale SYPIĄCA solą solarka przy 18 st. C (utrzymujących się zresztą od wczoraj)?!

Jednak mi się nie zdawało – 40 minut po tym zdarzeniu ktoś zadzwonił na telefon drogowy Jedynki z takim samym pytaniem, jak to moje, kończące poprzedni akapit.