Jak to było? Ateiści najczęściej łamią drugie przykazanie? Bo przyznam szczerze, że bardzo mnie rozbawił fragment podcastu z radiowej Trójki sprzed kilku dni:
Kopia starych śmieci z jogger.pl i nie tylko
Jak to było? Ateiści najczęściej łamią drugie przykazanie? Bo przyznam szczerze, że bardzo mnie rozbawił fragment podcastu z radiowej Trójki sprzed kilku dni:
To proste – wystarczy w serwisie informacyjnym co godzinę… pytać poszczególnych ministrów, czego dokonali. I nie ograniczać dodatkowo ułańskiej fantazji rozmówców, ot – zadać ogólne pytanie i wysłuchać odpowiedzi.
Tak to przynajmniej wygląda w Agorze. W godzinach porannych, na antenie Radia Złote Przeboje, co godzinę można było słyszeć innego ministra, który wynurzał się swoimi osiągnięciami (czyli najczęściej tym, co będzie dopiero zrobione).
Jednak po kolei. Wczoraj odbył się konwent tej partii, którego fragmenty można obejrzeć tu i tu. Konwent ten był już na pierwszy rzut oka „gorący”, a ostatecznie skończył się odejściem z partii Janusza Korwin-Mikkego i wyraźnym podziałem wewnątrz samego UPR-u.
Nie znam zbyt wielu szczegółów, ale z tego, co mogłem usłyszeć w ww. fragmentach, to nie jest dobrze. Prezes UPR – Bolesław Witczak przyznał sobie 24 tys. zł wynagrodzenia na okres 4 miesięcy kampanii wyborczej, nie informując o tym odpowiednich osób w UPR. Dodatkowo pobrał z kasy partii 16 tys. zł „na dojazdy” do okręgów wyborczych. Do tego doszło wiele innych spraw, o których mówią pozostali prelegenci.
Reakcje członków UPR są jednoznaczne – wiele osób sprzeciwia się działaniu prezesa UPR, zaś na samym konwencie był co chwilę wyśmiewany.
Z relacji jednego z przemawiających na konwencie wynika również, że JKM nie jest sam w krytyce finansowych „zagrań” prezesa Witczaka – negatywny stosunek do nich ma także Stanisław Michalkiewicz.
Nie jestem miłośnikiem UPR-u, jednak cenię wiele osób z tej partii. I trzeba przyznać, że bez takich osób, jak JKM czy Michalkiewicz, ta partia po prostu nie istnieje. Bo pomimo „blokady medialnej”, to te dwie osoby skutecznie się do mediów przebijały (swoją drogą, że rzadko) i są rozpoznawalne przez rzesze osób. Co jednak czeka UPR teraz, bez JKM i – pewnie w niedługiej przyszłości – Michalkiewicza?
To, co dzieje się w mediach po wyjściu na jaw afery hazardowej, mocno mnie zaskoczyło. I co ciekawe – pozytywnie.
Do tej pory, cokolwiek kompromitującego dla rządu nie wyszłoby na jaw, to był to w mediach mainstreamowych temat na co najwyżej 2-3 dni, zaś jeśli był poruszany później, to tylko w ripostach do ripost na łamach gazet. Po wszelkich aferach znajdował się momentalnie temat zastępczy, który momentalnie podchwytywały media, zaś o poprzedniej sprawie mówiła już tylko opozycja na swoich konferencjach prasowych, których raczej mało kto słucha, zaś poseł Karpiniuk zbywał tego typu wydarzenia, pokazując z ironicznym uśmieszkiem palcem na wynurzających się polityków opozycji – w końcu oszołomy, ciągle rozdrapują sprawę sprzed tak dawna (tygodnia?), a przecież „my musimy zajmować się sprawami realnymi, dla dobra Polaków”.
Jednak to, co widzę od paru dni w mediach, przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania. Nic nie pisałem do tej pory o aferze hazardowej, bo myślałem, że przeminie ona standardowo po kilku dniach, zwłaszcza, gdy Tusk – typowo dla siebie – zdymisjonował głównych bohaterów afery i już miał mówić, że przecież nie ma problemu, bo ww. osoby są już poza rządem. No właśnie – miał mówić, ale coś nie wyszło. Media nie poszły na standardowe teksty bagatelizujące aferę, zaś ludzie nie złapali się na sondaż pospiesznie zamówiony przez TVN24 (w którym to PO jeszcze nie straciła ani punktu procentowego, ponieważ był to drugi dzień od ujawnienia afery).
Wczoraj trochę szperałem w poszukiwaniu materiałów o całej aferze, chodziło mi zwłaszcza o publicystykę. Trafiłem na masę artykułów i programów telewizyjnych. Jednym z nich był ostatni odcinek programu „Tomasz Lis na żywo”, którym byłem zszokowany. Pierwszy raz widziałem program, w którym publiczność śmiała się z kpiną z bzdur opowiadanych przez posła Karpiniuka, zaś klaskała po wypowedziach posła Brudzińskiego. Na końcu całość dopełniła sonda, w której bodajże 67% głosujących opowiedziało się za komisją śledczą ws. afery hazardowej, którą tak bardzo zbagatelizować próbował obecny w studiu poseł PO.
Tendencje w mediach są obecnie raczej przeciw rządowi. Nie powiem, żeby mnie to nie podbudowało, bo w ostatnim czasie polityka zaczęła mnie żenować tą ciągłą „wspaniałością rządu mimo wszystko” i odpornością mediów na argumenty. Ciekaw jestem, co z tego wyjdzie, bo pierwszy raz w Polsce media są aż tak mocno w opozycji do rządu PO.
I tylko media Agory wydają się być jakoś odcięte od rzeczywistości, bo od kilku dni nie słyszałem w nich o samej aferze, a zamiast tego forsują linię PO – że wszystkiemu winien Kamiński z Kaczyńskim, którzy uknuli spisek. Do tego w ich radiu jakieś żałosne żarty nt. agenta CBA (w ilości kilku na godzinę). Ale media agorzane nigdy nie słynęły z obiektywizmu, więc czy jakikolwiek myślący człowiek da się im ogłupić?
Dziwna sprawa. A zaczęło się wszystko od wpisu u Aciddrinkera. Najpierw przyszła Kasia, potem ja, i jeszcze po drodze kilka innych osób. Ta pierwsza rzuciła kilka pustych hasełek o Edelmanie, nie popierając ich żadnym argumentem. Dyskusja toczyła się przez dobrych kilkanaście komentarzy, jednak nikomu z „nas – oszołomów” nie udało się wydusić żadnego kontrargumentu z jej strony. Ostatecznie skończyło się na stwierdzeniu przez wyżej wymienioną, że wszyscy myślący inaczej niż ona są płytcy, głupi, albo po prostu nie potrafią słuchać. Tak – pisała to osoba, która narzeka na osoby niezbyt spolegliwe wobec jej światopoglądu.
Całość zabawy u Aciddrinkera skończyła się fochem Kasi, pojawiły się zaś argumenty następnych osób. Jednak przed chwilą zobaczyłem na głównej wpis – nikogo innego, jak właśnie „bohaterki” wspominanej dyskusji, u niej na blogu.
Co możemy w nim wyczytać? Po przeczytaniu pierwszego akapitu wydawało mi się, że autorka przemyślała swoje zachowanie i postanowiła – wykazując się dużym dystansem do siebie – opisać własny charakter. Bo w końcu jak brzmi w jej ustach taki fragment?:
(…) o wszystkim, o każdym, natychmiast mają wyrobiony pogląd i jest on jedynie słuszny. gorzej, jeśli ktoś domaga się uzasadnienia…
Co najmniej dziwnie, bo to w końcu ona jako jedyna nie przedstawiła w dyskusji o Edelmanie żadnego argumentu. I to tak kompletnie żadnego. Zresztą, i tak pewnie byśmy go nie zrozumieli. 😉
Drugi akapit jednak nie pozostawia wątpliwości, iż mamy do czynienia z krytyką, do której najlepiej pasuje przysłowie: „przyganiał kocioł garnkowi”. Poza tym jednak, autorka wykazała się czystym chamstwem, obśmiewając Aciddrinkera (swoją drogą, że niesłusznie) niejako poza jego oczami – co widać po wymianie „komci” z niejakim (niejaką?) „esejem”. Czy dobrze sobie przypominam, że to ta sama Kasia zwracała mi kiedyś uwagę w związku z tym, iż używam argumentów personalnych?
Sielankę przerwał niestety jakiś anonim, jednak i on nie doprosił się dyskusji ani żadnego argumentu w sprawie. Po prostu – Kasia wie, że Edelman był „Kimś”, uczy o tym dzieci w szkole, ale widocznie za głupi jesteśmy, by to zrozumieć, a ona nie będzie marnowała swojego cennego czasu na takich idiotów. „Gorzej, gdy ktoś domaga się uzasadnienia…” – no właśnie, i dlatego komentarze pod wpisem u autorki zostały również zablokowane.
Ktoś tu zdrowo upadł na łeb. Ledwo dowiedzieliśmy się o przymusowym kastrowaniu chemicznym pedofilów, a już dzisiaj ze świata „kultury, sztuki i polityki” dobiegają zupełnie sprzeczne doniesienia. Otóż schwytano Polańskiego, „artystę”, który w wieku lat 43 wydupczył 13-latkę. Po ugodzie zawartej z sądem, zbiegł, i od 1977 unika terytorium Stanów Zjednoczonych. Cóż, każdy praworządny człowiek powinien się cieszyć z faktu, iż nareszcie przyszedł czas na tego starego cwaniaka i pedofila. W takiej chwili powraca człowiekowi wiara w to, że gdzieś tam w świecie może być jeszcze normalnie, i gdzie przynależność do jakiejś elitki nie zwalniają od kary, a i ponad 30 lat od popełnienia czynu karalnego, sprawa się nie przedawnia. Jednak słuchając dzisiejszych doniesień, miałem wrażenie, że muszę być widocznie idiotą, bo w radiowym serwisie informacyjnym nie było mowy o choćby jednym zdaniu, które nastrajałoby pozytywnie. Wręcz przeciwnie – news miał charakter skandalu. No bo jak można tak brutalnie potraktować tak wielkiego ARTYSTĘ?
Jednak z każdą godziną jest coraz gorzej. A to dowiaduję się, że aktorzyny bronią Polańskiego, potem, że prezydent zastanawia się nad interwencją w jego sprawie, a niedawno, że polski minister spraw zagranicznych – Radosław Sikorski – będzie negocjował z Amerykanami.
Paranoja. I hipokryzja. Bo naprawdę nie wiedziałem, że polscy politycy wykażą się aż taką „odwagą” w czasach, w których największym wrogiem publicznym są właśnie pedofile (i pijani kierowcy, ale to swoją drogą).
Cóż, liczę tylko, że Polańskiego przejmie polskie sądownictwo, i zostanie on pierwszą osobą, na której wykonano chemiczną kastrację. I to najlepiej przy kamerach. W końcu jak zbijać kapitał polityczny, to zbijać, nieprawdaż?
Niby tytuł wpisu mówi wszystko, ale po kolei. Byłem klientem home.pl od 3 lat, i – niestety – przez swoje lenistwo będę nim przez rok czwarty.
A chodzi dokładniej o domenę .pl. Gdy ją rejestrowałem, zapłaciłem w promocji 20 zł, przez co nie mogłem uzyskać kodu AUTHINFO, by móc ją przenieść do innego operatora. Nie bolało mnie to specjalnie, bo bardzo sobie ceniłem wygodny panel obsługi domeny i ichniejszego DNS-u. Po roku postanowiłem przedłużyć domenę. Cena była trochę wysoka – 120 zł brutto, ale do przeżycia. Dostałem najpierw przypomnienie na mail o końcu okresu abonamentu, równolegle fakturę proforma pocztą. Po opłaceniu, dostałem już normalną fakturę, oraz – co mnie mile zaskoczyło – dwa kupony rabatowe: na którąś z usług Google oraz na serwery home.pl. Jako, że ani jednego, ani drugiego nie potrzebowałem, sprzedałem je z powodzeniem na Allegro. Ze sprzedaży uzyskałem 40 zł, więc cena domeny w zasadzie spadła dla mnie do 80 zł. I byłem bardzo zadowolony. Gdy podpinałem domenę pod Google Apps, bloga, itp., wystarczyło dosłownie wyklikać i powklejać odpowiednie wpisy w panelu home.pl. Gdy czegoś brakowało, pisałem o dowolnej porze na czat z operatorem i otrzymywałem po kilku minutach rozwiązanie problemu lub informację od konsultantki, że właśnie zrobili to ich technicy. Nic dziwnego więc, że za rok chętnie przedłużyłem domenę w home.pl. Oprócz kolejnych kuponów, otrzymywałem też tzw. Netpunkty – drobna sprawa, ale miło co jakiś czas dostać kubek albo koszulkę za darmo.
Cieszyłem się aż do tego roku. Zaczęło się od zapytania, czy w związku z tym, iż jestem stałym klientem, otrzymam rabat na kolejny rok. Nie otrzymałem, lecz zbytnio się tym nie przejąłem, zrobiłem to raczej z ciekawości. W sieci szumiało o tym, że NASK obniża cenę przedłużenia domen. Czekałem więc na ruch home.pl, tym bardziej, że na Joggerze widziałem kilka wpisów, których autorzy chwalili się szokująco niskimi cenami u swoich operatorów. Postanowiłem więc wystąpić do home.pl o kod AUTHINFO, na wypadek, gdyby mi coś zaskoczyło i chciałbym się przenieść do innego operatora. Kod dostałem (swoją drogą, musiałem przefaksować lub wysłać tradycyjną pocztą specjalny druk), jednak nie znalazłem czasu ani ochoty na przeniesienie się gdzie indziej. Niestety.
Siłą rzeczy, po otrzymaniu przypomnienia o końcu okresu abonamentowego na moją domenę, opłaciłem ją na kolejny rok. Cena nadal nie spadła – zapłaciłem tyle, ile płaciłem wcześniej – 120 zł brutto, mimo obniżek u prawie wszystkich operatorów. Przypomnienie dostałem też tylko mailem, nie otrzymałem już faktury proforma. Ale nic to – myślałem. Sprzedam sobie przecież kupony i nie będzie źle.
Dzisiaj otrzymałem list z home.pl. Fakturę, i tylko ją. Dodatkowo na papierze przypominającym w dotyku ten z Tesco za 9 zł/ryza. Na fakturze parę okienek, kwota zapłacona, itp. Na drugiej stronie FAKTURY – reklama. Żadnych kuponów nie było, domena kosztowała mnie pełne 120 zł, czyli cena jak zawsze. Tyle, że kiedyś nie było takiego dziadostwa, jak teraz. Samym faktem reklamy na odwrocie faktury, brakiem kuponów i tym żałosnym papierem czuję się obrzygany – jako 4 letni klient.
Napisałem kontrolnie do obsługi technicznej. Okazuje się, że kupony są rozdawane losowo (jakież to trzeba mieć szczęście, żeby dostawać rok w rok kupony, i parę miesięcy po otrzymaniu AUTHINFO już ich nie dostać). Dodatkowo okazało się, że od końca 2008 za przedłużenie domeny nie są przydzielane Netpunkty. Bardzo miło.
I to by było chyba tyle wylewania żalów. Domenę na przyszły rok opłaciłem, więc już „po ptokach”. Chciałem tylko zwrócić uwagę na to, że home.pl z jego profesjonalną obsługą klienta, zaczyna się zmieniać w dziada, drukującego mi na odwrocie faktury reklamy i inne rzeczy wymienione w tym wpisie. Jako, iż kod AUTHINFO mam, w przyszłym roku nie będę już taki głupi i leniwy – zmienię operatora.
I po żałobie narodowej. Osobiście dotyczyła mnie tylko w tym stopniu, że o niej usłyszałem – i w zasadzie nic więcej. Ale do rzeczy.
Jak widać, niektórych tak mocno ta żałoba dotyczyła, że postanowili się podzielić tym ze światem. A podobno naszej braci Joggerowej takie sprawy nie interesują, bo nie oglądają telewizji, mają swoje sprawy, itp.
Zastanówcie się – co bardziej irytuje przeciętnego Joggerowicza – informacja o wprowadzeniu żałoby narodowej i ewentualne zmiany layoutów na parę dni, czy może wpisy pełne wynurzeń uciśnionych żałobą, pojawiające się co parę godzin od ogłoszenia tejże żałoby?
Zacząłem się ostatnio zastanawiać nad fenomenem wszelkich kart płatniczych. I nie jest to fenomen zasłyszany z mediów, bo bardzo wielu moich znajomych lub ludzi, których spotykam, płaci właśnie „kartą”. Tyle, że ja to niezbyt rozumiem, a raczej – nie widzę powodów, dlaczego ludzie świadomie wybierają płatność kartą zamiast gotówki.
Dlaczego? No właśnie – co w tym wygodnego? To, że nosimy plastik zamiast pliku banknotów + stosu monet? Bzdura. Gdy zdarzy nam się zgubić jakąś niedużą sumę, to po prostu – „mówi się trudno”. Co z kartą? Zaczyna się panika związana z blokowaniem karty i sprawdzaniem, czy czasem nie zbiednieliśmy przez ten czas. A jeśli odpowiedź na ostatnie pytanie brzmi „tak”, to uruchamiamy procedurę związaną z jej ubezpieczeniem.
Kolejna sprawa – opłata za kartę. Większość banków życzy sobie płacenia kilku złotych za samo posiadanie ważnej karty (czy to debetowej, czy kredytowej). Nie są to duże pieniądze, ale wydane na poczet pseudowygody.
Czas płatności – to denerwuje chyba nie tylko mnie. Kasa w markecie, 6-7 osób z niedużymi zakupami. Cztery z nich płacą kartą. I zaczyna się procedura praktycznie podwajająca czas stania przy kasie. Karta ląduje w terminalu, wpisywany jest kod lub składany podpis. Następuje oczekiwanie, kilkunastosekundowe. A czasem okazuje się też, że operacja się nie powiodła, i trzeba wykonać ją ponownie. Nie wspominam o skrajnych przypadkach, gdy terminal po prostu przestał działać i trzeba się nagle przenieść na sąsiednią kasę, itp. To jest ta wygoda? Gdy robię zakupy, mam w kieszeni jeden-dwa banknoty, po sczytaniu produktów po prostu płacę, biorę resztę i paragon, i uciekam. Płatność zajmuje dosłownie kilka sekund.
Co z dostępnością terminali? Wydaje mi się, że jest całkiem dobrze, jednak nadal jest wiele miejsc, w których płatność kartą jest po prostu śmiesznie rozwiązana lub jej tam nie uświadczymy. Mowa na przykład o Poczcie Polskiej albo kasach PKP. Śmieszą mnie sytuacje, w których człowiek pozbawiony gotówki próbuje gdzieś zapłacić kartą, a nie ma takiej możliwości, przez co zaczyna się szukanie bankomatu w okolicy (jak niedawno ktoś z Joggerowców podczas wypadu nad morze).
Poza tym są miejsca, w których za nic w świece kartą nie zapłacimy, przez co wypadałoby nosić przy sobie równolegle gotówkę. Tylko, czy to ma wtedy sens? Bynajmniej nie.
Czarę goryczy przelewają jeszcze prowizje za… płatności kartą. Tak, brzmi to dokładnie tak idiotycznie, jak w rzeczywistości jest: opłata za płacenie. Z tego, co wiem, banki nie pobierają prowizji za płatności spłacone w czasie kilkunastu dni, co nie zmienia faktu, że roczne korzystanie z karty nadal kosztuje kilkadziesiąt złotych.
Całą tą modę na karty tłumaczę sobie jednym – genialną propagandą banków. Naprawdę trzeba bić pokłony przed ludźmi, dla których wygodniej i taniej jest dokonywać płatności bezgotówkowych (chodzi o te dokonywane między instytucjami bankowymi), a którzy dodatkowo potrafili wpoić ludowi, że karta jest lepsza od gotówki, i to jednoznacznie, w każdym wypadku.
Dlatego ja nadal będę korzystał z mojej debetówki do wybierania gotówki z bankomatów, oraz unikał kredytówek jak ognia.
Chciałbym spytać, bo na Joggerze na pewno jest kilka osób korzystających z tego serwera. Otóż czy Wam też od paru dni transport GG na serwerze jabber.cz rozłącza się co kilkanaście sekund, czy to tylko mój problem?
Chodzi o transport: gg.jabbim.pl