Nadrabiają za to w kraju:
Kategoria: Polityka
To wina PSL!
Po dzisiejszych doniesieniach o zgrzycie w jaśnie nam rządzącej koalicji, możemy powiedzieć sobie wprost – to PSL przejęło dzisiaj pałeczkę hamulcowego reform PO. W końcu ktoś musiał, skoro Lech Kaczyński nie żyje.
I tak oto PSL swoim konformizmem wstrzymało wprowadzenie w Polsce podatku liniowego. Tyle, że w trochę innym znaczeniu:
„Pan premier Donald Tusk zapowiedział, że po zerwaniu koalicji Platforma przedstawi jedną stawkę VAT – 19 procent na wszystkie produkty.”
Młodzi, wykształceni, z dużych miast
Czyli to, czego nie widać w telewizji:
Krzyż a media
Kilkanaście ekip telewizyjnych na miejscu, kilkadziesiąt reporterów, Gazeta Wyborcza kipiąca na swoim kanale YT filmami z wczorajszej próby przeniesienia krzyża i TVN24, udostępniający przekaz na żywo z miejsca zdarzenia (który normalnie, tzn. z wizją, dostępny jest za ciężkie dulary). I tak się zastanawiam po prawie dobie od zajścia – kto tu jest bardziej „skrajny”?
Zarzucone obietnice Bronisława, #2
Z debaty:
To jest najgorsze rozwiązanie, podnoszenie podatków. Pan prezes wspomniał o obniżeniu podatków, no to było zasługą rządu Kazimierza Marcinkiewicza, który przysłał mi list protestujący przeciwko przypisywaniu sobie tej zasługi przez pana Jarosława Kaczyńskiego. Natomiast trzeba reformować, trzeba dokonywać dobrej zmiany, tylko mądrej zmiany.
Z dzisiaj:
Jest przygotowana lista działań, które powinny być podjęte w ciągu najbliższych trzech lat, aby obniżyć deficyt finansów publicznych do poziomu wymaganego przez UE – mówi dziennikowi osoba z kręgów rządowych. – Które z nich rzeczywiście zostaną wcielone w życie, będzie zależało od premiera. To – jak czytamy – decyzja polityczna.
Zarzucone obietnice Bronisława, #1
Realizacji obietnic nie będzie
Dokładnie tak, jak w tytule. Chodzi oczywiście o obietnice prezydenta-elekta – Bronisława Komorowskiego. W dzień po wyborach politycy PO starali się stopniowo odchodzić od kampanijnych bzdur. I tak oto Róża Thun w Radiu Wnet stwierdziła, że reformy będą trudne ze względu na ciężki stan finansów państwa, zaś Władysław Bartoszewski chyba zapomniał o haśle popieranego przez siebie kandydata, bo poddał w wątpliwość hasło „zgoda”.
Chciałbym też oświadczyć, że PiS-owski, zaściankowy elektorat wcale nie będzie wyjeżdżał z kraju i mówił o Komorowskim „to nie jest mój prezydent” (vide: wybory prezydenckie 2005). Wręcz przeciwnie – zostanie i będzie wymagał od prezydenta swojego kraju spełnienia wszystkich obietnic wyborczych. W końcu wygrał Komorowski, więc nie uważamy już, że prezydentura to żyrandole i zaszczyty, prawda?
„Możemy mieć przyjaciół w TVN-ie (…)”
Wydaje się, że ww. słowa Wajdy nt. słynnych przyjaciół w TVN-ie nie były jedynie wynikiem demencji starczej. Otóż dzisiaj owi przyjaciele wydali się dostać zbiorowej sraczki.
Wydaje się, że ww. słowa Wajdy nt. słynnych przyjaciół w TVN-ie nie były jedynie wynikiem demencji starczej. Otóż dzisiaj owi przyjaciele wydali się dostać zbiorowej sraczki.
Nie ma co przeciągać, wystarczy obejrzeć dzisiejsze „Fakty” TVN-u. Śmieszy dodatkowo nagła hojność tej stacji. Gdy przydziadowali na sondaże w pierwszej turze, wystawili się na pośmiewisko razem ze „swoją” sondażownią. Już teraz SMG/KRC będzie robiło sondaże exit polls, a te przed ciszą wyborczą robi na próbie 2000 ludzi. Chyba wielu ludzi od mediów nie będzie spało do samego poniedziałku. :>
PS: Jeżeli masz swojego kandydata – idź na wybory i zagłosuj. Jeżeli nie – daj sobie spokój. O ile głosowanie przeciwko (podpada pod „daj sobie spokój”) jest po prostu żenujące, o tyle oddawanie nieważnego głosu jest co najmniej bezsensowne. Naprawdę – szkoda czasu i pieniędzy. „Obowiązek obywatelski”, którym karmią nas w mediach, to bzdura – jeżeli nie chcesz/nie możesz iść – nie idź. Spędź ten czas pożyteczniej i nie wydawaj pieniędzy na dotarcie do urny wyborczej. Nie głosując wcale nie jesteś gorszym obywatelem.
Sondaże kłamią, wiesz?
Pierwsza tura zakończona, druga bodajże 4 lipca. A ja dalej będę roztrząsał sprawę sondaży.
Nie będę poważnie traktował osób, które po wczorajszym dniu nadal wierzą w jakiekolwiek sondaże. Nie to, żebym jakoś szczególnie poważał je wcześniej, jednak wczoraj chyba miarka się przebrała.
Dlaczego? Odpowiedź jest prosta – sondaże w tej kampanii nie mówiły dokładnie nic. Nie wiem, o co chodzi – za krótka kampania? Za mało czasu na „przygotowanie się” sondażowni? Brak pojęcia o tym, za co im płacą? W każdym razie – po dość dokładnych wynikach w sondażach z lat 90-tych, mieliśmy pasmo porażek ośrodków je wykonujących. Można było się jeszcze upierać, że po wyborach w roku 2005 można było zauważyć w nich jeszcze jako takie tendencje. A teraz? Parodia.
Sztandarowym zwycięzcą z sondażowniami w tych wyborach jest Grzegorz Napieralski. Gdybym wierzył sondażom, zacząłbym się poważnie bać o wyniki przyszłych wyborów. Bo wyobrażacie sobie, co może zrobić kandydat, który rzekomo z 3% (na początku, w sondażach) zdobył ostatecznie 13,68% głosów? Toż przy normalnej, długiej kampanii, wygrałby zapewne wybory w pierwszej turze!
No właśnie – „gdyby”. Bo wierzy ktoś w taki „postęp”? Nie sądzę. Podobna sprawa była z Januszem Korwin-Mikkem. Pierwsze sondaże pokazywały poparcie dużo mniejsze od 1% (sondażownie prezentujące wyniki z dokładnością do tysięcznych części poparcia mówiły o 0,8%, lub nawet o zerowym poparciu). Daleko było mu do Olechowskiego, Leppera i reszty – plasował się raczej w okolicach Bogusława Ziętka i Kornela Morawieckiego. Czyli „plankton” to zbyt delikatne określenie, trafniej można by powiedzieć, że JKM nie popiera nikt poza rodziną i sąsiadami. A tu niespodzianka – Korwin-Mikke tuż za podium, czwarty wynik: 2,48%. No, ale przecież on „nie ma szans”.
Zaraz po końcu ciszy wyborczej, upubliczniono 3 sondaże, z których nie wiadomo było więcej, niż to, że będzie druga tura. Poniżej tabelka z rzeczywistymi wynikami oraz wynikami z ww. sondaży:
| Wynik PKW | SMG/KRC (TVN24) | TNS OBOP (TVP) | Homo homini (Polsat) | |
|---|---|---|---|---|
| Bronisław Komorowski | 41,54% | 45,7% | 41,2% | 44,5% |
| Jarosław Kaczyński | 36,46% | 33,2% | 35,8% | 34,3% |
| Grzegorz Napieralski | 13,68% | 13,4% | 13,5% | 13,5% |
| Janusz Korwin-Mikke | 2,48% | – | 3% | 1,9% |
Cóż, jeżeli komercyjne i prywatne sondażownie mogą sobie pozwolić na widoczny wyżej rozrzut (sięgający 8 p. p. względem rzeczywistych wyników) między kandydatami, to zastanawiam się, kto im za to płaci. Tak, wiem – zleceniodawcy. Jednak komu zależy na publikowaniu tego typu bzdur? Tym bardziej, że nie jest to zwykły sondaż, których w kampanii jest kilkanaście, a ten podsumowujący, który w założeniu ma przekazywać wiarygodne wyniki wyborów, zanim kilkanaście godzin później zrobi to PKW.
Zaproszony do dzisiejszego poranka w Radiu Wnet przedstawiciel SMG/KRC wił się niemiłosiernie przy odpowiadaniu na pytania. Rozbroił mnie też śmiechem i brakiem odpowiedzi na pytanie redaktora: „Czy są kary za rozbieżność w wynikach sondażu i wyborów?”. Jednak przestaje mnie to dziwić, gdy przypomnę sobie, że TVN po 2005 roku nie zmieniła „głównej” sondażowni, oraz że telewizja ta była łącznikiem medialnym sztabu Bronisława Komorowskiego podczas wieczoru wyborczego.
Kolejna sprawa – chyba jednak zbyt wielu ludzi faktycznie wierzy sondażom „jako żywo”. Mnóstwo moich znajomych chciało głosować na kandydata spoza „faworytów”, jednak ostatecznie zarzuciło ten pomysł ze względu na „brak szans” (podpowiadany przez sondaże). Pomyślałem sobie więc, że szkoda pieniędzy na tą całą kampanię i wybory. Może lepszym pomysłem byłoby zrobienie sondażu na początku kampanii i na tej podstawie wytypować elektów we wszelkich wyborach? Względnie plebiscyt, o którym ktoś już na Joggerze pisał.
Chociaż mam chyba jeszcze lepszy pomysł – konstytucyjne ograniczenie liczby kandydatów w wyborach prezydenckich do dwóch, a w przyszłości może nawet tylko dwie partie w wyborach parlamentarnych? Ileż to oszczędzonych pieniędzy i szczęśliwszych ludzi (nie byłoby słychać tych frustratów, którzy ośmielili się głosować na osoby spoza telewizora)!
PS: Do wszystkich dziennikarzyn: nauczcie się poprawnie opisywać zmiany w sondażach. Najlepiej zacząć od zapoznania się z różnicą między punktem procentowym a procentem. Nie uczyli Was tego w tych wszystkich Wyższych Szkołach Sukcesu?
Zabawa się zaczyna
Kampanii z tak sprzecznymi sondażami nie mieliśmy jeszcze nigdy. Od początku pojawiające się sondaże są albo wzięte z kosmosu, albo sprzeczne. W ciągu tych kilku tygodni było co najmniej parę sytuacji, w której sondaże publikowane jednego dnia (i w tym samym przedziale czasu wykonywane) pokazywały nie tyle różny odsetek poparcia dla każdego z kandydatów, ale nawet zupełnie przeciwne tendencje (co jakiś czas niezły ubaw musi mieć prowadząca „Śniadanie w Trójce”, która zbiera sondaże z całego tygodnia i je odczytuje – dwukrotnie już czytała parę sondaży, w której jeden z nich wskazywał wzrost poparcia dla Komorowskiego i spadek dla Kaczyńskiego, a drugi – vice versa).
Jednak ostatnio wyraźnie daje się zauważyć „zabawa” sondażowni. O ile nie wierzę sondażom, to tych kilka wstecz mnie po prostu rozśmiesza. Są tak niesamowicie różne, że ich zestawienie nie niesie żadnego wniosku, nie wskazuje żadnej tendencji. Ale pokazuje jedno – na czele jest Komorowski, którego dogonić nie może Kaczyński. Albo inaczej – Komorowski traci poparcie (bo elektorat trzeba zmobilizować), a Kaczyński szybko je zyskuje (bo inny elektorat uśpić należy i pogrążyć w pysze). Reszta kandydatów się oczywiście nie liczy.
Dziwne, że mediom tak liche twory, jak sondaże, jeszcze się nie znudziły. Rozumiem, gdyby się jeszcze sprawdzały. Ale w kraju, w którym sondażownie zaliczyły chyba największą z możliwych porażek w 2005 r.? No litości.