Na tej stronie wpisywać mogą się osoby, które poprzez dodanie linku lub bannera na swoją stronę poparły akcję przeciw Gadu-Gadu.
UWAGA! Komentarze będą weryfikowane i w przypadku stwierdzenia braku linku – usuwane!
Kopia starych śmieci z jogger.pl i nie tylko
Na tej stronie wpisywać mogą się osoby, które poprzez dodanie linku lub bannera na swoją stronę poparły akcję przeciw Gadu-Gadu.
UWAGA! Komentarze będą weryfikowane i w przypadku stwierdzenia braku linku – usuwane!
Właśnie nastał dzień, w którym jesteśmy zalewani poprawnością polityczną i tą jakże pozytywną i przyjazną tolerancją. I właśnie w tym Dniu Wzajemnego Miłowania, zauważyłem paradoks.
Bo jak można nazwać fakt, iż w tej „pozywnej” indoktrynacji, gdzie wszyscy darzą wszystkich miłością, gdzie „każdy inny, wszyscy równi”, doszukujemy się politycznych hasełek oraz legalnych wyzwisk? Oczywiście każda obraza z ust pedała jest podparta demokracją i wolnością słowa – niech się strzegą krytykujący! Dodatkowo każda osoba o innych poglądach jest pouczana o tolerancji. Ciekaw jednak jestem, gdzie ta tolerancja się podziewa, gdy ktoś ma inne zdanie do „jedynie słusznego”? Wtedy jest to jednoznacznie naruszenie demokracji, zaś osoba „nietolerancyjna” jest bez skrupułów wyzywana od faszystów i homofobów. Ot, tolerancyjna natura środowiska związanego z tym zboczeniem.
Co ciekawe, w tej „walce o demokrację” zapomniano, że jednocześnie dąży się do podstawowych zasad komunizmu – „wszyscy równi”. Jednak i tutaj jest to jedynie hasełko, bo zaczynają występować osoby „równiejsze” – i są nimi właśnie homoseksualiści. Tylko kiedy ludzie zaczną to zauważać?
Przyznam, że zachowania niektórych „wojowników przeciwko systemowi” już mnie zaczynają śmieszyć. Oto właśnie jeden z tych dzielnych mężów, niejaki Wojewódzki Jakub, znudził się najwyraźniej pajacowaniem i bierze się do polityki. Co ciekawe, według niego to ona pierwsza zaczęła się nim interesować.
Do tej pory myślałem, że wezwanie przez organy policyjne w charakterze świadka to rzecz nieuwłaczająca ludzkiej godności. A tu się dowiaduję, że jednak nie miałem racji. Otóż pan Wojewódzki „nie puści płazem” tego, że ABW miała czelność go przesłuchać! Oczywiście do tego robiz siebie ofiarę IV RP i niedużo brakuje mu do stwierdzenia, że za całe zło, które go spotyka w życiu odpowiada PiS. W artykule trochę sobie poschlebiał np. tym, że „jego niewyparzony język, nie idące w parze z IV RP poglądy i żarty zaowocowały tą właśnie aferą”. No tak, język pajaca znamy, koniunkturalne poglądy też. Już o odwadze nie wspominam, bo kazdy obywatel pamięta, jak ów pan dzielnie zachował się, odcinając się od wypowiedzi Szczuki (odważny był do momentu wojowania wolnością słowa, jak przed oczami stanęły mu realne konsekwencje to schował głowę w piasek). Poza tym, ciekawie nazywa przesłuchanie – „aferą”.
Podsumowując, zachęcam wszystkim oportunistów do walki z systemem poprzez nagłaśnianie przypadków wzywania Was przez policję na tzw. „afery”. Gdy będzie nas więcej, może w końcu zlikwidujemy tą faszystowską metodę wyjaśniania spraw przez sądy! A jak nie, to przynajmniej będziemy mieć spokojne sumienie, że walczyliśmy z politycznymi strukturami nacisku ze strony rządu!
Podczas, gdy digg.com powoli kona, na naszym wykopie wygrało znane już wcześniej tchórzostwo. Ledwo użytkownicy zdołali dodać 14 komentarzy do tego wykopu, a już administratorzy zablokowali do niego dostęp. Ale to nie pierwszy raz, gdy admini ww. serwisu chowają głowę w piasek – po wykryciu buga każdy wykop zostaje usunięty z głównej, poprawiany jest dopiero, gdy zacznie się masowe jego wytykanie (taki błąd ujawnił kiedyś szlomo).
Rozumiem, że to ich serwis i mogą sobie robić z nim co chcą. Ale po co chwalą się, że to serwis web-2.0, skoro łamie on podstawowe zasady tego typu serwisów?
Przykre jest też to, że gdyby skradziono moją własność intelektualną i upowszechniono na wykopie, to wypięli by na mnie dupę, odwołując się do regulaminu („redakcja nie odpowiada za treści (…)”). Jednak gdy w grę wchodzi strach przed sprawą w sądzie ze strony kogoś, kto może im zagrozić, to zaczynają się właśnie takie działania. No cóż, gratuluję odwagi administratorom. Coraz częściej myślę też nad przerzuceniem się na inny serwis tego typu, w którym administratorzy reagowaliby na sygnały użytkowników (zamiast ich wyzywać i kłamliwie się tłumaczyć), oraz który byłby wolny od cenzury prewencyjnej.
(kategorie: polityka)
Dla tych nieświętujących, i to nie ze względu na brak pracy:

😉
Dzisiaj z rana zdarzyło się coś, czego konsekwencje przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Otóż podczas akcji ABW zatrzeliła się połsanka Barbara Blida.
Pierwsza myśl, która przyszła do głowy to oczywiście fakt, że nikt – a tym bardziej kobieta – nie próbuję się zabić nie mając nic na sumieniu. Tymczasem w mediach rozpętał się dziwny bełkot, którego pojąć za żadne skarby nie mogę.
Przykład Blidy pokazuje, jak daleko potrafi posunąć się poprawność polityczna w mediach. Pierwszą rzeczą, która mnie zszokowała, była informacja w ramce na stronie głównej Wikipedii, a która brzmiałą „Barbara Blida (…) zginęła (…)”. No chwileczkę – jak to „zginęłą”? Myślałem, że to określenie stosuje się do osób, które zmarły na skutek działań osób trzecich lub niefortunnych okolicznościach. Ale czy ktoś słyszał, żeby mówić „zginął” o samobójcach? Jednak to był dopiero początek cyrku, który się potem rozpętał.
Kolejną bezczelnością był pierwszy komentarz polityka na temat śmierci Blidy. Był nim Szmajdziński (imienia nie pamiętam, zresztą nie warto). Powiedział on zdanie: „Taką mamy właśnie praworządność: przeszukania o 6:00 nad ranem (…)”. Przyznam, że zwaliło mnie z nóg – śmierć koleżanki wykorzystał do gry politycznej. Dodatkowo domniemam, że ABW – według ww. posła – powinno przeprosić albo uprzedzić o swojej tajnej akcji samą zainteresowaną? Ludzie – ona nie została zamordowana – ona się zabiła!
Jednak śmiałości pozazdrościły mu kolejne czerwone gnidy. I tak oto w sejmie, bezpośrednio przez przerwą – politycy SLD snuli chore wizje śmierci Barbary Blidy. Mnie samego dziwi też sama przerwa zarządzona przez marszałka Jurka. Jeszcze raz przypominam, że to była śmierć samobójcza i gdyby nie miała nic na sumieniu, to by się nie zabiła.
Oczywiście oliwy do ognia dolał Onet ze swoimi technikami manipulacyjnymi. W jednym z newsów czytam (w tytule): „Zginęła na oczach funkcjonariuszki ABW”. W artykule zaś opisana jest sytuacja, w której Blida poprosiła funkcjonariuszkę o odwrócenie się, i wtedy wyjęła broń i strzeliła sobie w klatkę piersiową. To jak, redaktorzy – w końcu na jej oczach, czy była odwrócona? Chyba, że ma oczy w d***, to przepraszam.
Ale nadszedł wieczór, wchodzę na Onet, a tu coś pięknego – boks poświęcony samobójczyni – łapówkarze. W nim między innymi autorska biografia poseł Blidy wraz z opiniami o niej samej kilku SLD-ków. To może pójdźcie za ciosem i umieśćcie księgę kondolencyjną dla internautów? Zresztą o czym ja gadam, mogę się obudzić, a taka już będzie istniała.
Poza tym, uważam wszystkie artykuły o dzisiejszym incydencie ze słowem „śmierć” w tytule za manipulacyjne – jest to bowiem zwykłe samobójstwo, cokolwiek nie powiedzą czerwoni z SLD.
Zapraszam do dyskusji w komentarzach.
Wpis ten będzie nietypowy, bowiem postaram się w nim dokładnie opisać, jak w prosty sposób uzyskać tańsze paliwo do silników wysokoprężnych – czyli popularnych diesli.
Biodiesel – bo tak nazywa się owo paliwo – to mówiąc dość ogólnie substytut oleju napędowego, składający się wyłącznie z oleju roślinnego bądź jego mieszanki z olejem napędowym. W zależności od typu biodiesla (B5, B20, B50, B100) zawartość oleju jest zróżnicowana. Współczynnik przy literce „B” w nazwie to procentowa zawartość oleju w danym gatunku biodiesla. I tak oto B5 to mieszanka składająca się z 5% oleju rzepakowego oraz 95% oleju napędowego – jest to potocznie nazywana „ropa”, którą tankujemy na każdej stacji (od paru lat istnieje obowiązek dodawania do paliwa tradycyjnego 5% biokomponentów). Z B20, B50 oraz B100 sprawa jest analogiczna.
W tym wpisie przedstawiam, jak uzyskać biodiesel B20. Dlaczego akurat ten? Spieszę z wyjaśnieniem. Po pierwsze, jest to paliwo bezpieczne dla większości silników. 20% oleju rzepakowego niemal całkowicie rozpuszcza się w ropie, przez co na dnie baku nie odkłada się osad, utrudniający późniejszy zapłon silnika. Po drugie, każda większa dawka powoduje dość dużo spalin przy rozruchu oraz rozgrzewaniu silnika do temperatury pracy. Taka ilość oleju w końcu nie powoduje rozpuszczania się uszczelek gumowych w silniku, co ma często miejsce przy tankowaniu samego oleju rzepakowego (OR).
Myślę, że te uwagi powinny przekonać osoby, które miały jeszcze pewne wątpliwości. W końcu nie przypadkiem to właśnie ten typ biodiesla jest sprzedawany w coraz większej liczbie stacji benzynowych jako substytut ropy. Warto też dodać, że jest to ostatni biodiesel, do którego nie jest wymagana przeróbka silnika na olej roślinny (poprzez zamontowanie specjalnej nagrzewnicy, osobnego baku na olej oraz drobnej przeróbki układu chłodzenia).
Czego więc będziemy potrzebowali do zrobienia takiego paliwa? Podstawową rzeczą jest oczywiście samochód z silnikiem diesla. Jednak nie każdy nadaje się do tego typu paliwa. W żadnym wypadku nie można stosować go do silników zbudowanych w technologii common rail, ponieważ elektronika obsługująca ten silnik może najzwyczajniej zgłupieć (o efektach nie muszę nikogo pouczać). Opierając się na kilkudziesięciu opiniach internautów, odradzam także stosowanie biodiesla do silników z turbiną.
Samochód powinien być więc w miarę „stary” i najlepiej pozbawiony dodatkowej elektroniki, stosowanej w dzisiejszych silnikach wysokoprężnych. Dodatkowym atutem jest też duża pojemność silnika oraz liczba cylindrów (czym więcej, tym lepiej).
Do testów posłużę się moim samochodem, który wydaje się być idealny do tego typu zadań. 😉 3 litry pojemności oraz 5 cylindrów wraz z 30 latami na karku:

Jednak nie jest to zasada. Najlepiej przeszukać grupy dyskusyjne oraz fora pod względem opinii nt. naszego samochodu. Warto też zajrzeć do którejś z wielu baz opinii o pracy konkretnych samochodów na biodieslu.
Kolejną rzeczą jest olej rzepakowy. Skąd go wziąć? Najprościej kupić najtańszy olej jadalny w supermarkecie. Będziemy go potrzebowali dość dużo (chociaż zależy to od ilości ropy, jaką zużyjemy). Ja kupiłem 20 litrów w cenie 2,69 za litr, co nie jest znowuż rewelacyjną ceną, jednak nie miałem dostępu do innych marketów niż LIDL, Biedronka i Champion (kupiłem ostatecznie w LIDL-u). Warto też śledzić promocje w gazetkach marketowych, które dostępne są na stronach sieci w internecie.

Gdy mamy już olej, należy zatankować samochód zwykłym olejem napędowym. Oczywiście czym taniej, tym lepiej. Musimy też zapisać albo dokładnie zapamiętać ilość ropy, jaką zatankowaliśmy – będzie to niezbędne do obliczenia ilości oleju, jaką możemy dodać.
Gdy zatankujemy, należy skorzystać z następującego wzoru:

Za V ON podstawiamy ilość zatankowanej na stacji ropy (w litrach), dzięki czemu obliczymy V OR – czyli ilość oleju, którą możemy dolać do baku.
Teraz już tylko otwieramy wlew…

… szykujemy odpowiednią ilość oleju…

… i wlewamy. 🙂

Pozostaje tylko przejechać się, aby zamieszać naszego biodiesla (można posadzić początkującego kierowcę, wtedy efekt będzie najpełniejszy ;-)). I gotowe – możemy „rozkoszować się” zapachem placków ziemniaczanych z wydechu. 🙂

W razie pytań lub dyskusji proszę o reakcje w komentarzach.
To, co ostatnio się dzieje w polityce, jest dla mnie co najmniej niezrozumiałe. Zwykłem śledzić doniesienia z Polski codziennie z całkiem niezależnego źródła – czyli agencji prasowej. Tak – chodzi o Kwaśniewskiego, Gudzowatego i Oleksego. I nie pisałbym tego wpisu, gdyby ten pierwszy nie robił ze mnie idioty.
Przedstawię więc sprawę chronologicznie. Najpierw dowiedziałem się o upublicznieniu rozmów między Oleksym a Gudzowatym, nagranych przez ochronę tego pierwszego. Informacje szokujące, jednak nie przeszkodziło to odpowiednim mediom i politykom do zbagatelizowania ich. Zrobili to oczywiście Ci sami, którzy próbowali wyperswadować opinii publicznej, że np. raport ws. WSI to stek bzdur. I tak oto Gazeta Wyborcza informację o ujawnieniu rozmów potraktowała jako drugorzędną informację i umieściła ją gdzieś poza 6 pierwszymi stronami.
Niegorszy był Tusk, którego słów ciekawe przeciwstawienie możecie zobaczyć tutaj. No cóż – centrolew poparł swoich czerwonych kolegów.
Jednak parodia zaczyna się parę dni później. Dwa dni po informacji o ujawnieniu nagrań przeczytałem informację, że Kwaśniewski powraca do polityki. Powód oczywiście rutynowy – degradacja państwa przez rząd. Na uwiarygodnienie swoich słów przyznał się nawet do niektórych błędów SLD z czasów rządzenia krajem.
W międzyczasie Oleksy przepraszał kolegów za treść nagrań. Widoczne było jednak powolne spychanie go do czegoś, co nazwałbym „hall of shame”. Głos zabrało wielu polityków lewicy mocno krytykując słowa Oleksego. Można się było tego spodziewać – Kwaśniewski określi wszystkie zarzuty jako atak polityczny.
Jednak to, co zobaczyłem przed chwilą, przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania. Kwaśniewski już pełną gębą zwala całe ujawnienie taśm na PiS, dodatkowo tłumacząc, że zostało to zrobione w reakcji na jego zapowiedź powrotu do polityki. Panie Kwaśniewski – po pierwsze, gdy ujawniono taśmy Begerowej mówiłeś, że mamy w Polsce niezależne media i że podważanie tego typu nagrań to drwina z demokracji. Po drugie – Pana informacja o powrocie do polityki nie była skonfrontowana ujawnieniem taśm, lecz była właśnie Pańską na nie odpowiedzią! Chyba, że miałem deja vu i dzień czy dwa wcześniej przed Pańską deklaracją śniło mi się, że ujawniono tasmy. Panie Kwaśniewski – przestań już robić z nieświadomych ludzi idiotów, bo naprawdę – niektórzy, gdyby nie śledzili informacji, byliby w stanie uwierzyć.
Teraz pozostaje już chyba tylko czekać na opinię Kwaśniewskiego nt. Oleksego, która mówiłaby o jego związkach z PiS. Ale tego już nie przeżyję – uduszę się ze śmiechu. 🙂
Zapraszam do dyskusji w komentarzach.
Powyższe wpisy zyskują nowe znaczenie po publikacji raportu z likwidacji WSI w ostatnich dniach. Raport jest oczywiście kontrowersyjny – tyle osób go popiera, ile krytyukuje. Jedni robią to ze względu na poglądy, drudzy przez zgrzyty z Macierewiczem. Jednak zauważyłem, że pewien koncern (doskonale każdemu znany) krytykuje raport dla asekuracji. Dlaczego? Bo właśnie spełniają się słowa oraz dopełnia makieta z wpisu o TVN i WSI.
W komentarzach do tamtego wpisu byłem oskarżany o różne rzeczy: a to, że snuję teorię spiskowe, a to znowu, że jedna osoba (dokładnie Subotić) nie stanowi zaraz o całej telewizji. Niektórzy podważali całość treści przekazywanych przez makietę, powołując się na brak dowodów. To teraz je Wam powolutku przedstawię (za raportem z likwidacji WSI).
Wiem, że większość będzie próbowała podważyć wiarygodność raportu. Pojawią się komentarze, ze Macierewicz to oszołom, że kłamstwo, spisek, itp. Jednak analogicznie myśląc, można podważyć przecież w ogóle wybory parlamentarne sprzed dwóch lat i uznawać Tuska za prezydenta oraz PO. W każdym bądź razie – jeżeli uważasz się za osobę bardziej kompetentną i wtajemniczoną w teki WSI – to najlepiej zamknij kartę, w której czytasz ten wpis.
Cynikiem jest ktoś mówiąc, że w raporcie nie ma nic ciekawego – a z takimi głosami już się wielokrotnie spotkałem. Według mnie są dwie możliwości: ci ludzie są albo ślepi, albo taka kolej rzeczy jest dla nich normalna i nie widzą w faktach z raportu żadnych rewelacji. Cóż, pozostaje pogratulować.
W rzeczywistości raport kipi od spraw ciekawych i obnaża postkomunistyczne realia III RP.
Na początek coś, co jest wstrząsające, i – co ciekawe – nie było komentowane w specjalnym wydaniu ramówki TVN24 z Sekielskim i Morozowskim:
(…) dostałem od służb specjalnych wojskowych zadanie po konsultacjach z Pospieszyńskim aby znaleźć za granicą firmę, która mogłaby pełnić rolę „konia trojańskiego”, to znaczy która mogłaby służyć do wprowadzenia agentów na obszar na Zachodzie, w dziedzinie mediów. (…)
Jedyną firmą zagraniczną w dziedzinie mediów, którą znałem była firma należąca do Jana Wejherta. (…) Firma ta nazywała się Cantal , a później zmieniono jej nazwę na I.T.I.
Zapytałem służb wojskowych czy mogę podjąć kontakt z Wejhertem. Otrzymałem wówczas informację, że on już współpracuje ze służbami wojskowymi, więc będzie to proste. (…)
Są to zeznania Grzegorza Żemka (kojarzonego z FOZZ-em). Cóż – niewiarygodne, ale prawdziwe. Marcin Walter i Jan Wejhert – to dwie pierwsze osoby z koncernu ITI związane z WSI.
Kolejny przykład na sprzedajność dziennikarzy pracujących m.in. w TVN:
W sierpniu 1998 r. mjr Tryliński odbył m.in. spotkanie z red. Piotrem Najsztubem i red. Maciejem Gorzelińskim, którym udzielił ściśle ukierunkowanych informacji o działaniach inwestorów na polskim rynku alkoholowym, w efekcie czego dwaj wymienieni dziennikarze zamieścili w Internecie artykuł „Belvedere wojna”. (…) Celem inspiracji było wsparcie pragnącej zainwestować na polskim rynku alkoholowym francuskiej firmy EURO-AGRO, która należała do K. Trylińskiego, brata mjr. M. Trylińskiego.
Po tej informacji pan Najsztub powinien sobie dać spokój z telewizją czy jakąkolwiek pracą publiczną, bo skąd mamy gwarancję, że i teraz nie jest inspirowany przez inne służby? Odbiorcy dużo nie stracą, bo jego Tok2Szok prowadzony wraz z Żakowskim jest naprawdę nudny i naciągany.
I wreszcie upragniony Subotić (który notabene jest najmniej „sensacyjną” postacią koncernu ITI w tym raporcie):
Z akt WSI wynika, że korzystano z usług wielu tajnych współpracowników w środowisku mediów. Do najgłośniejszych należeli m.in. (…): Milan Subotić ps. „MILAN” (dziennikarz TVP, potem wicedyrektor ds. programowych TVN) (…).
Tyle znalazłem naprędce, chociaż raport zawiera pewnie jeszcze kilku dziennikarzy z ITI. Gdy znajdę nowych, zaktualizuję wpis.
Pozostaje chyba tylko życzyć odbiorcom TVN-u mocnych nerwów. Bo – jeśli chodzi o mnie – nie chciałbym czytać tekstów inspirowanych za pieniądze przez służby specjalne.
Mam jeszczę prośbę, aby nie powoływać się w przyszłości w komentarzach ne ww. media – są dla mnie mniej wiarygodne od wszelkiej maści brukowców.
Zapraszam do dyskusji w komentarzach.
Zapraszam wszystkich do „następcy” niedawno upadłego serwisu AsseQ.pl – jest nim sklep LinuxMarket.eu. Zainteresowani znajdą w nim najpopularniejsze dystrybucje Linuksa, realizowane w czasie krótszym niż 24 godziny, a także każde inne (włączając oprogramowanie) – za pośrednictwem formularza kontaktowego. Ceny konkurencyjne, schludne i estetyczne płyty oraz opakowania.
Zapraszam wszystkich i życzę udanych zakupów! 🙂