UWAGA! Ten wpis ma już 19 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.
Jako, że jesteśmy już bliżej niż dalej ogłoszenia oficjalnych i ostatecznych wyników tegorocznych wyborów samorządowych, pozwolę sobie dokonać częściowego ich podsumowania.
Bezapelacyjnie te wybory należą do PO. Widać, że uczą się na własnych błędach i do przetargu na sondaże dodali klauzulę o wyrównanych szansach bezpośrednio przed wyborami. Pamiętamy bowiem, że w zeszłym roku przyjęli nieco wadliwą strategię – kupili sondaże z niebagatelną przewagą na korzyść PO. To nieco uśpiło wyborców, w wyniku czego rządzi dziś nami normalny rząd.
Mocno ubolewam nad tym wyborem społeczeństwa. Będziemy przeżywać przez to w samorządach powtórkę z historii – tylko patrzeć, jak zbratają się z SLD i resztą zjednoczonych komuchów. Mamy zresztą już pierwsze tego zapowiedzi. Pytanie: czy PO sprzeda się dla stołka w Warszawie? Odpowiedź – mimo, że jest nadzwyczaj oczywista – pozostawiam do rozważenia Wam, drodzy Czytelnicy.
Pojawiły się też zgrzyty w prognozach wyników wyborów na stanowisko prezydenta Warszawy. Zaraz po zamknięciu lokalów wyborczych podano różnicę dwóch punktów procentowych między Kazimierzem Marcinkiewiczem a Hanną Gronkiewicz-Waltz wraz z zastrzeżeniem, iż ostateczne wyniki mogą się różnić co najwyżej 1-2 punktami procentowymi. Jak się okazuje, dzisiaj ta różnica wynisiła 7 punktów procentowych. Ale cóż – taka już natura TVN-u (przy czym jestem świadomy, że nie są to wyniki ostateczne).
Ciekawą sprawą jest też 1700 głosów oddanych na Krzysztofa Kononowicza, kandydującego na stanowisko prezydenta Białegostoku. Cóż mogę o tym powiedzieć? No cóż, ktoś postanowił zrobić badanie rynku za pomocą upośledzonego człowieka (i nie mówię to w sposób obraźliwy dla niego – moja matka przy pierwszym oglądnięciu jego spotu reklamowego bez problemu była w stanie wskazać kilkanaście syndromów, które cechują ludzi jednoznacznie upośledzonych umysłowo w stopniu lekkim). I może być z siebie dumny – według tej informacji, spot był oglądany 2,5 mln razy. Załóżmy, że 0,5 mln z tego to obejrzenia powtórzone, zaś kolejne 1 mln oglądnieć dotyczy ludzi spoza Białegostoku oraz niebecnych na wyborach. Można więc łatwo obliczyć, że wśród miliona głosujących z Białegostoku, którzy widzieli ten spot, aż 0,17% postanowiło na niego zagłosować. Jest to ważne wydarzenie w polskim marketingu. Okazuje się, że nie ważne, co się wystawi na sprzedaż (wybory były tylko poligonem dla tego typu badań) – wystarczy tylko to rozpowszechnić. Mamy gwarancję, że prawie 1% osób (mocno zaokrąglając wynik) wybierze nasz produkt lub opowie się za konkretnym rozwiązaniem. Reklam opierających się na tych badanich możemy się spodziewać już w niedalekiej przyszłości.
Pozostaje nam tylko czekać na ostateczne wyniki z całego kraju. Sam jestem ciekaw, kto został wybrany na radnego z mojego okręgu.
Zapraszam do dyskusji w komentarzach.