Jak na Wykopie dziury łatali

UWAGA! Ten wpis ma już 19 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Kolega szlomo, przeglądając Wykop odkrył, że w komentarzach działają znaczniki markdown. Jako, że serwis ten nie jest już do końca niekomercyjny, postanowił dać do myślenia ludziom za niego odpowiedzialnym linkiem, w którym skorzystał z dobrodziejstwa ww. składni. Tak to wyglądało jeszcze parę minut temu:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
A tak to wygląda… chwileczkę – gdzie jest ten link?! No tak, zgodnie z planem, administratorzy zauważyli link i postanowili „załatać” dziurę usuwając link ze strony Wykopaliska. Konia z rzedem temu, kto go teraz znajdzie. 🙂

A oto i link do odciętego linku: http://www.wykop.pl/link/8948/skladnia-markdown-dziala-takze-w-opisach.html

Czy jesteś za dekomunizacją?

UWAGA! Ten wpis ma już 19 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Jak w temacie, czy jesteś za dekomunizacją? Mam tu na myśli:

  • lustrację
  • usunięcie ze stanowisk państowych działaczy komunistycznych służb i urzędów
  • ujawnienie tajnych informacji z czasów PRL-u
  • weryfikację dziennikarzy i innych zawodów publicznych

Proszę o odpowiedzi, w razie możliwości – z krótkim uzasadnieniem.

I tak źle, i tak niedobrze

UWAGA! Ten wpis ma już 19 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Komendant policji w Toruniu woził Rydzyka

Znów TVN ma temat godny brukowca, którym się będzie podniecał jeszcze co najmniej tydzień (jak z nagraniem negocjacji z Beger z PiS-em, które nazwali sobie „taśmami prawdy”). Jednak przemyślmy to na sucho.

Podnoszą się głosy, że to prywata. Jednak co przeszkadzało komendantowi toruńskiej policji podwieźć Rydzyka do położonego niedaleko budynku, skoro i tak miał tam jechać? A skoro tak, to nie robił specjalnie trasy, a przy okazji wziął ze sobą znajomego.

Bzdurą jest też porównywanie sprawy do tragicznego wypadku sprzed paru dni z udziałem dwóch policjantów podwożących Tomasza Serafina. Tutaj komendant znajdował się na miejscu właśnie w celu ochraniania obchodów 15 rocznicy RM, w tymże też celu jechał pod kampus WSKSiM. Nie wysyłał też podopiecznych, a sam wziął Rydzyka do radiowozu.

TVN szukał innego „skandalu”, jednak – przez przypadek – trafił na ten konkretny. Na miejscu było kilkunastu operatorów kamer z koncernu ITI. Doskonale wiedzieli, że Rydzyk będzie musiał się przemieścić z budynku RM do WSKSiM. Jednak czekali na konkretny materiał – Rydzyk po przemówieniu do sluchaczy wsiada do swojego Mercedesa S-classe i odjeżdża. Chyba nie muszę mówić, jaki efekt dałoby to w konfrontacji z prośbami o pomoc finansową, nadawanych na antenie RM?

Dlatego Rydzyk postanowił uniknąć tej sytuacji i pojechać na teren kampusu WSKSiM niedostrzeżony przez innych. Zostawił S-classe, zrezygnował z autokaru (ze względu na babki, które nie dałyby mu dojechać w rozsądnym czasie). Naprawdę, nie widzę tu żadnego problemu.

Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Pytanie za 100 punktów

UWAGA! Ten wpis ma już 19 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Mam pytanie za 100 punktów do Joggerowców: jak dodać możliwość pobierania trackbacków na _moim_ Joggu, konkretnie w tym szablonie? Bo próbuję od 20 minut i za nic nie mogę tego zrobić.

Swoją drogą, to Jogger coraz częściej mnie zaczyna denerwować. Przez pieprzonych yuppies, którzy mają gdzieś zwykłych użytkowników, nieznających się zupełnie na XHTML-u i CSS (zaliczam się do tej grupy), Jogger jest taki, jaki jest. Jaki? Po prostu skomplikowany. Bo spróbuj wytłumaczyć – kolego riddle i bando podobnych Tobie – początkującemu, jak dodać favicon czy trackback. Odeślesz go do Wiki Joggera? Mnie odesłano – do tego artykułu. I co wiem? Jeszcze mniej, niż wiedziałem przed jego przeczytaniem. Czy naprawdę tak trudno umieścić ramkę z gotowym kodem do wklejenia i poinstruować, w którym zrobić to miejscu? Nie znam struktury XHTML, a przy dodaniu linku do &ENTRY_TRACKBACK_HREF; dostaję komunikat, że link powinien znajdować się w bloku lub że znajduje się w bloku błędnym. Poddaje się – a Wy dalej róbcie serwis blogowy dla siebie, yuppies i geeków ślepo dążących do tego Waszego „profesjonalizmu”.

A u mnie na joggu dalej nie będzie trackbacków, textile, itp. Bo nie mam zamiaru się denerwować, czytając niedorobione Wiki na ich temat.

Cel: zniszczenie koalicji

UWAGA! Ten wpis ma już 19 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Najpierw film i zdjęcia z rzekomych zebrań Młodzieży Wszechpolskiej, teraz seksafera z posłami Samoobrony w roli głównej. Teraz wystarczy oczekiwać na prowokację/materiały dot. PiS-u. Dlaczego? Bo komuś widocznie bardzo zależy na rozbiciu koalicji.

Oczywiście w tego typu sprawach mało kogo interesują fakty i finalne rozsztrzygnięcie sprawy (czyli np. postępowanie w sprawie materiałów ujawnionych przez „Dziennik” czy słuszności zarzutów o zrobienie dziecka Anecie Krawczyk przez Łyżwińskiego) – wiele osób zapamięta jako ostateczny wynik to, co podały brukowce, opierając się na podejrzeniach.

Dlaczego ten „atak” następuje akurat teraz? Bo po zastoju związanym z obietnicami i grą medialną przed wyborami samorządowymi, politycy wrócili do polityki. I tak oto coraz głośniej o woli ujawnienia raportu WSI, lustracji oraz – co najważniejsze – wyborze nowego prezesa NBP. Nie jest to raczej sprzyjające komunistom zasiedziałym na swoich stołkach, więc wyjście jest jedno – obalić rząd teraz, a w miejsce PiS-u na pewno wciśnie się po przyspieszonych wyborach PO. To, że PO zbratała się z czerwonymi, to rzecz każdemu znana, zwłaszcza po wyborach samorządowych (np. w Warszawie, gdzie HGW poparły taki tuzy lewactwa, jak Kwaśniewski czy Borowski). Zresztą – wystarczy popatrzeć na ekipę wokół Gronkiewicz-Waltz. W związku z tym, PO w rządzie przymknie oczy na dekomunizację, siejąc w TVN-ie propagandę niecierpiących zwłoki problemów zastęczych.

Czy nie macie wrażenia, że tak właśnie jest? Że ktoś próbuje panicznie obalić rząd?

Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Moje zdanie nt. zamknięcia supermarketów w niedzielę

UWAGA! Ten wpis ma już 19 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Zauważyłem ostatnio, że w mediach zaczyna powracać jak bumerang temat słuszności zamknięcia sklepów wielkopowierzchniowych w niedzielę. Nie powinno to jednak dziwić w związku ze zbliżającym się w ogromnym tempie głosowaniem nad ustawą zakazującą handlu w niedzielę ww. sklepom.

Bardzo mnie zdziwił fakt, że temat ten praktycznie w ogóle nie jest ani nie był poruszany na Joggerze. Przecież to młyn na wodę centro(ch)lewu (czyt.: kolejna okazja narzekania na polski rząd).

Osobiście wyrażam aprobatę dla pomysłu zamknięcia supermarketów w niedzielę. Polska jest krajem katolickim (nie mylić z „wyznaniowym”), toteż znakomita większość jej obywateli jest wierząca. Praca w niedzielę jest dla nich więc złamaniem trzeciego przykazania. „Przecież lekarze teź pracują w niedzielę!” – powiedzą obrońcy supermarketów. Owszem – jednak w żadnym wypadku nie można porównywać pracy lekarza z pracą kasjerki w supermarkecie. Lekarz pracując, ratuje ludzkie życie. Co zaś ratuje sztab ludzi pracujących w sklepach wielkopowierzchniowych? Wyłącznie lenistwo ludzi, którym nie chciało się zrobić zakupów choćby w sobotę. Bo nie oszukujmy się, że nie jest to możliwe – sklepy te są otwarte do późnych godzin nocnych, o ile nie całodobowo. Jakie usprawiedliwienie znajdą więc osoby, które nie mogły zrobić zakupów w sobotę o 22:00, a już z samego rana w niedzielę jadą do marketu?

Większość argumentów obrońców marketów opiera się na wolności ludzi kupujących. Tłumaczą oni, że nie wszyscy są wierzący i chcieliby zrobić zakupy w niedzielę, jednak (tutaj parę inwektyw) rząd nie pozwala im na to. Cóż, typowo egoistyczna postawa. Bo czy pomyślałeś o tym, że przez Twoją pieprzoną „wolność” i zakupy w niedzielę łamiesz wolność osób, które z polecenia szefa nie mogą tego dnia godnie spędzić, choćby w gronie rodziny i w kościele? Nie muszę chyba przypominać, że taka wolność, która ogranicza ją samą innym, jest anarchią?

Inną grupą obrońców są tzw. „ekonomiści”, czyli ludzie, którzy o samej ekonomii nie mają bladego pojęcia, ale powołują się na poważnie brzmiące raporty wpajane im przez liberalne media. I tak oto kolega m3ntor na swoim blogu pisze:

(…) finansiści, spece od rynku pracy i inni od takich spraw doszli do wyników, jakoby takowy zakaz spowodował zwolnienie ok. 60-70 tyś. ludzi (…), co spowoduje wzrost wydatków na zasiłki – lekko licząc o 500 mln złotych. Najważniejsze jeszcze – ograniczenie handlu w niedzielę przyniesie spadek dochodów państwa o uwaga – drugie pół miliarda złotych rocznie.

No cóż – podobnego idiotyzmu nie słyszałem dawno. Jednak sprostujmy: co ma zakaz pracy w niedzielę do bezrobocia? Wychodząc z tego założenia musielibyśmy przyjąć, że markety zatrudniają ludzi na każdy dzień tygodnia osobno. Widzieliście kiedyś, żeby pracodawca zatrudniał 7 osób, każdą na jeden dzień tygodnia? Kolejna bzdura kryje się w spadku dochodów państwa – nieuświadomionym polecam wziąć gazetę regionalną i poczytać o przekrętach przy wykupywaniu ziemi przez właścicieli marketów oraz kwestie zmiany nazw w celu przedłużenia „wakacji podatkowych”. Reszty wpisu ww. kolegi pozwolę sobie nie cytować, bo jest na tak niskim poziomie, że trudno w nim znaleźć więcej argumentów.

Zastanówmy się, czym jest spowodowane to, że ludzie otwierają w niedzielę supermarkety. Sprawa jest tutaj wyjątkowo prosta – wynika to z decyzji właścicieli marketów, którzy sami wtedy nie pracują, jednak lubią patrzeć na rosnący zysk. Jednak ludzie Ci to najczęściej obcokrajowcy, którzy kosztem chęci zysku niszczą nasze polskie obyczaje. „Tolerancja religijna!” – powie ktoś. Cóż, tylko dlaczego kosztem większości? Ci sami właściciele sieci sklepów w swoich ojczyznach nie mogą otworzyć sklepu w niedzielę – i z tego nikt nie robi jakiegoś problemu. Czyżby bogatsze kraje (Włochy, Francja), w których obowiązuje zakaz handlu w niedzielę, pozwoliły na trwonienie pieniędzy? Oczywiście, że nie – bo wydawanie pieniędzy wobec szanowania własnych, narodowych obyczajów to cel szczytny. I tak Włochy, jak i Francja, szanują swoje wartości i nie dadzą sobie ich zmieniać. Jednak w Polsce można zrobić wszystko – wpajali nam lewackie wartości pod modną osłonką „liberalizmu” do tego stopnia, że plujemy na wszystko, co polskie i kosmopolitycznie szanujemy wszystko, co zachodnie. Czy to nie jest chore? Zobaczcie jednak, jaki bezradny staje się ów liberalizm, gdy zetknie się z narodem zdecydowanym i silnym – dlaczego liberałowie nie działają wśród muzułmanów? Niech im wpajają tolerancję religijną w takim wydaniu, jak u nas – czyli uprzywilejowanie dla ateistów i ignorancję religijną.

Liczę na rychłe wprowadzenie ustawy zakazującej handlu w niedzielę w sklepach wielkopowierzchniowych.

Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Matura 2007 – koniec wątpliwości

UWAGA! Ten wpis ma już 19 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Rozmawiałem ostatnio na GG z kolegą z warszawskiego „Staszica”. Temat zszedł – a jakże w tej okoliczności – na sprawy związane z maturą. Nie obyło się bez narzekania ww. kolegi na niesprawiedliwość przyszłorocznej matury. Kolega ów twierdził, że procenty z matury rozszerzonej są tożsame z procentami z podstawowej w ten sposób, że osoba, która zdała np. rozszerzoną mautrę z matematyki na 60% ma na studiach takie same szanse, jak ta, która napisała maturę na 60% z tego samego przedmiotu, ale na poziomie podstawowym.

Ja upierałem się przy swoim. Uważałem bowiem, że punkty z matury rozszerzonej sumowane są z punktami z przelicznika matury podstawowej. Kolega jednak twierdził, że wszyscy nauczyciele oraz jego rówieśnicy „wyznają” jego wersję.

Pomyślałem chwilę nad tym i stwierdziłem, że byłoby wielce niesprawiedliwym to, że ktoś rozwiązując banalne zadania z zakresu podstawowego idzie na równi z osobą, która musiała się mocno namęczyć przy poziomie rozszerzonym na tyle samo procent. Dlatego moja teoria sumowania jest całkiem logiczna. Zdziwiło mnie tylko to, że bzdury powtarzane przez mojego kolegę mają swoje źródło w nauczycielach – i nie wiem, czy jest to spowodowane niedouczeniem w tej kwestii, czy chęcią propagandy niesprawiedliwości Giertycha?

Kolega kazał mi udowodnić moją teorię. Cóż – nie myśląc długo, otworzyłem mojego Thunderbirda i napisałem e-mail o następującej treści:

Witam Państwa! Na mocy rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej nr 407 z dnia 8 września 2006 zmieniły się zasady zdawania matury na poziomie rozszerzonym. Obecnie po wybraniu konkretnego przedmiotu należy zadeklarować, na którym z poziomów będziemy ją zdawać: podstawowym lub rozszerzonym. W przypadku wybrania poziomu rozszerzonego, abiturient podchodzi do egzaminu wyłącznie z zakresu rozszerzonego. Wynik tego egzaminu przeliczany jest według tabeli podanej w ww. rozporządzeniu.

Rozporządzenie to jednak nie określa, jak będzie wyglądała w tym przypadku rekrutacja na studia. Chciałbym spytać, czy zdobywając np. 51% na poziomie rozszerzonym z matematyki i po przeliczeniu tego wyniku – zgodnie z tabelą – na 58% na poziomie podstawowym, punkty z tego przeliczenia są sumowany z tym zdobytymi przeze mnie na rozszerzonym egzaminie?

Część nauczycieli tłumaczy, że pod uwagę będą brane wyłącznie punkty ze zdawanego poziomu, czyli np. osoba, która zdobyła 60% na poziomie podstawowym z matematyki jest traktowana przy rekrutacji na równo z tą, która także otrzymała 60%, ale na poziomie rozszerzonym. Czy jest to prawda, czy jedynie błędne rozumowanie systemu rekrutacji po zmianach w rozporządzeniu?

Jak będzie wyglądała rekrutacja w tym roku na Państwa uczelni? Czy przewidujecie przywileje dla abiturientów zdających rozpatrywane przez Państwa uczelni przedmioty na poziomie rozszerzonym?

Chciałbym z góry podziękować za odpowiedź, ponieważ będzie miała ona dla mnie decydujące znaczenie w sprawie ostatecznej deklaracji maturalnej.

Pozdrawiam i oczekuję na opdowiedź!


realizator zamówień AsseQ.pl
Daniel „Dandys” Gadawski

Dzisiaj dostałem dwie odpowiedzi. Jak myślicie, czyje rozumowanie jest prawidłowe? 😉

Oto pierwsza – z Biura Rekrutacji Uniwersytetu Gdańskiego:

http://www.univ.gda.pl/pl/info_dla_kand/pliki78/zal178.pdf

Proszę czytać odnośniki pod tabelkami które mówią : jeżeli na egzaminie maturalnym kandydat zdawał tylko poziom podstawowy to do obliczenia średniej wpisuje się zero punktów za poziom rozszerzony. jeżeli przystapi Pan z danego przdmiotu do poziomu rozszerzonego to na swidectwie maturalnym będzie Pan miał ilośc punktów za poziom rozszerzony oraz odpowiednia ilośc punktów na poziomie podstawowym (według załącznika do Rozporzadzenia Ministra z 8 wrzesnia) oba poziomy będzie sie dodawało i dzieliło przez dwa(średnia)i to razy mnożnik przypisany dla danego przedmiot na odpowiednim kierunku.

UG prezentuje ciekawy sposób rekrutacji – nie ukrywam, że mi się podoba. Zdałeś podstawowy poziom na 90%? Wpisują Ci 0 z rozszerzonego, sumują (90+0) i dzielą na dwa – wychodzi 45%. Dopiero się cieszyłeś, że napisałeś na piątkę maturę podstawową, jednak nic z tego – dla systemu rekrutacyjnego jesteś warty co najwyżej 45%. Pisałeś rozszerzoną? Zadania były trudne, musiałeś uczyć się prawdopodobnie długi czas. Dostajesz – powiedzmy 70% – przeliczają Ci to na 74% z poziomu podstawowego (zgodnie z rozporządzeniem MEN nr 407 z dn. 8 września 2006). Sumujemy – 70+74 = 144. Po podzieleniu na dwa wychodzi, że masz 72%. I dopiero dwie osoby z bardzo dobrze zdaną maturą podstawową są warte razem tyle, co Ty z rozszerzoną. Tak powinno być – osoby z rozszerzoną maturą powinny być w jakiś sposób uprzywilejowane i nagrodzone za trud, jaki włożyły w naukę.

Druga odpowiedź to e-mail z Działu Toku Studiów UMCS w Lublinie:

Generalnie jest różnie. Na niektórych kierunkach (rzadko) liczą się tylko wyniki z poziomu podstawowego. Wtedy rzeczywiście lepiej sie nie męczyć i taki przedmiot zdać zaledwie na poziomie podstawowym. Ale na większości kierunkach sumowane są wyniki podstawowego i rozszerzonego, przy czym większość kierunków wyżej traktuje poziom rozszerzony. Są i takie kierunki, gdzie liczą się wyniki tylko z rozszerzonego. Bardzo proszę przejrzeć zasady przyjęć na naszej Uczelni: www.umcs.lublin.pl>rekrutacja 2007/2008 > załącznik nr 5 (nazwa załącznika – zakres egzaminu…)

Co w praktyce oznacza, że również obowiązuje sumowanie.

Mam nadzieję, że ten wpis rozjaśnił w głowach joggerowym (i nie tylko) maturzystom. Pamiętajcie, że na zmianę deklaracji macie czas tylko do końca grudnia!

Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Amarok – wbrew pozorom cudo!

UWAGA! Ten wpis ma już 19 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Wiem, że wiele osób może się poczuć zniesmaczonych tytułem i samą nazwą Amaroka, jednak mimo wszystko pozwolę sobie go przedstawić. Choćby dlatego, że chciałem się podzielić radością z jego „odkrycia”. 🙂

Do tej pory używałem nieśmiertelnego XMMS-a. Trwało to kilka lat (około czterech), ponieważ towarzyszył mi jako „grajek” od początku mojej przygody z Linuksem – jeszcze od czasów SuSE 6. Jednak gdy ten ostatnio zaczął mi się wywalać na piosenkach z pewnej płyty zakodowanych w zmiennym bitrate, postanowiłem – na początku chwilowo – odpalić inny odtwarzacz, aby móc cieszyć się muzyką, z którą XMMS sobie nie radził.

Jedynym programem, który – poza XMMS-em – miałem zainstalowany na dysku, a który nadawałby się do odtwarzania MP3, był Amarok. Nigdy go nie używałem, jednak krążąca wśród „geeków” opinia, jakoby był on czymś w stylu IE na rynku odtwarzaczy skutecznie mnie od niego odrzucała. Jak się okazało – zupełnie niesłusznie.

Przywitał mnie kreator, dzięki któremu ustawiłem parę opcji, jak sposób wyświetlania czy lokalizacja mediów.

Gdy Amarok po raz pierwszy się uruchomił stwierdziłem, że nie jest brzydki z wyglądu. Jego główne okno bardzo przypadło mi do gustu.

 

 

Zawiera ono wszystko to, co potrzebne do sterowania odtwarzaniem utworów z listy. Informacje o wykonawcy, tytule, a nawet nazwie albumu, z którego dany utwór pochodzi, zawarte są na przewijającym się pasku. Można „przeciągnąć” z niego te informacje do dowolnego edytora lub pola tekstowego. Kilka wbudowanych graficznych analizatorów widma powoduje wrażenie braku monotonii. Po lewej informacje o czasie utworu, jego bitrate oraz częstotliwości próbkowania. Na dole suwak postępu odtwarzania ścieżki oraz przyciski do nawigacji.

Bardzo ucieszyła mnie możliwość potwarzania w pętli nie tylko listy utowrów, ale także bieżącej MP3. Nareszcie mogę słuchać w kółko jednego, świeżo zasłyszanego utworu, który ściągnąłem. Niby prosta rzecz, a jednak w XMMS musiałem ingerować, aby powrócić do utworu, nie usuwając jednocześnie pozostałych piosenek z listy odtwarzania.

 

 

Przy przełączaniu utworów w rogu ekranu pojawia się zgrabne powiadomienie o jego nazwie oraz czasie trwania. Można też ustawić czas przejścia jednego utworu w drugi zamiast domyślnej ciszy, co jest ciekawym efektem, a w XMMS-ie wymagało osobnej wtyczki.

 

 

Lista odtwarzania to prawdziwy kombajn do zarządzania naszą kolekcją. Wyświetlane są na niej wszystkie dodane przez nas utwory w przejrzystej tabeli podzielonej na kolumny. Po kliknięciu na dowolny utwór, pojawiają się dokładniejsze informacje o nim. Jest też miejsce na zdjęcie okładki płyty, z której pochodzi. Zdjęcie to możemy dodać z dysku lub zlecić AmaroKowi przeszukanie serwisu Amazon.com w celu jej znalezienia. To naprawdę działa!

 

 

Cały program nie zajmuje szufladki na pasku zadań, lecz chowa się w ładnej ikonie w zasobniku systemowym. Ikona ta „napełnia się” w miarę upływania czasu utworu. Miga też przy niej znacznik informujący o aktualnym stanie utworu (odtwarzanie, pauza, itp.).

Mogę polecić Amaroka każdemu. Naprawdę – warto się przełamać i choćby spróbować. Sam korzystam z wersji 1.1, której brakuje m.in. moduły efektów dźwiękowych oraz opcji wysyłania informacji o słuchanych utworach do profilu last.fm, dlatego nowa wersja może być jeszcze lepsza.

A Wy co sądzicie o tym odtwarzaczu? Mieliście z nim kiedyś do czynienia? A jeśli nie, to jakiego używacie? Zapraszam do komentowania!

Trochę humoru :)

UWAGA! Ten wpis ma już 19 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Przeglądając Gazetę Polską, zauważyłem na drugiej stronie satyryczny rysunek. Jako, że mi się spodobał, postanowiłem odwiedzić stronę autora. I muszę przyznać, że byłem pozytywnie zaskoczony.

Na stronie znajduje się kilkaset grafik pana Mirosława „Zbirka” Andrzejewskiego. Humor o tyle śmieszny, że bohaterami są najczęściej politycy zarówno z lewej, jak i z prawej strony sceny politycznej (chociaż nie tylko politycy – strażacy również rozbrajają ;D).

Właśnie skończyłem przeglądać wszystkie zamieszczone na stronie rysunki. Wybrałem – moim zdaniem – najśmieszniejsze, aby podzielić się nimi z Joggerowcami :). Chętnym życzę miłęgo przewijania. Po najechaniu na każdą grafikę ukaże się mój komentarz. 🙂 Wszystkich niezainteresowanych grafiką wybraną przeze mnie zapraszam do samodzielnej selekcji na stronie Zbirka.

A oto rysunki:

 


 

 


 

 


 

 


 

 


 

 


 

 


 

 


 

 


 

 


 

 


 

 


 

 


 

 


 

 


Wszelkie opinie prosze umieszczać w komentarzach.