Skład byłego rządu ;-)

UWAGA! Ten wpis ma już 19 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Szukałem czegoś w Google i natrafiłem na ciekawe wyniki. Otóż gdyby ktoś chciał poznać cały skład poprzedniego rządu, to zapraszam do przeglądnięcia paru pierwszych stron wyników tego zapytania:

http://www.google.pl/search?q=odwo%C5%82anie+ministra&hl=pl&lr=&start=10&sa=N

[Sondaż] Polacy orzekli

UWAGA! Ten wpis ma już 19 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

W dzisiejszym sondażu Polacy odpowiedzieli (76% odpowiedzi), iż „gdyby babka wąsy miała, to by dziadkiem była”. 13% udzieliło odpowiedzi przeczącej, zaś 11% odpowiedziało „nie wiem”.

To tak a propos dzisiejszego sondażu dla którejś gazety, że _GDYBY_ dzisiaj odbyły się wybory, to PO otrzymałaby 54% głosów. Gdyby. Tylko po co „gdybać” nad czymś, czego nie ma i nie będzie w przewidywalnej przyszłości? Widać sondażownie albo próbują przypomnieć o sobie PO, albo brakuje już ciekawych i ambitnych sondaży do wykonania.

Panowie, naprawdę, można dać sobie już spokój. Tak! Platforma wygrała, naprawdę! Już nie trzeba!

[Qt] sms-0.1

UWAGA! Ten wpis ma już 19 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Ostatnio z nudów i braku internetu na stancji, postanowiłem przepisać mój konsolowy program do wysyłania SMS-ów na jakąś „okienkową” bibliotekę. W moim wydaniu „jakąś” oznacza oczywiście Qt. 🙂

Wciągnęło mnie to dość. Ułożyłem GUI, użyłem QSocket zamiast socket.h, pobawiłem się trochę QListBox. Postanowiłem, że będę regularnie rozwijał ten program. I tak oto, po poprawieniu masy błędów i problemach z wspominanym QListBox, wydałem wersję 0.1, której funkcjonalność ogranicza się na razie jedynie do wysyłania SMS-ów i możliwości skorzystania z (manualnie jeszcze tworzonej) książki telefonicznej. Stworzyłem już jednak „listę życzeń” TODO, która w obecnej wersji wygląda następująco:

  • usunięcie dolnego paska zmiany rozmiaru,
  • usunięcie możliwości maksymalizacji,
  • logowanie wysłanych SMS-ów do pliku historii (jako opcja zależna od użytkownika),
  • dodanie opisów do elementów (podpowiedzi),
  • walidacja numeru,
  • edytor książki telefonicznej,
  • przejście TAB-em to kolejnych pól i przycisków.

To na razie tyle, po napisaniu tych opcji nadam projektowi numer wersji 0.2. Oczywiście, czekam też na wszelkie sugestie, które można zgłaszać w komentarzu do tego wątku, lub – jeśli komuś tak wygodniej – poprzez e-mail. Będę na bieżąco aktualizował powyższą listę.

Projekt powstaje oczywiście na licencji GNU GPL, ale po to, aby ktoś mógł sobie w przyszłości podejrzeć jego kod i być może się czegoś nauczyć, a nie po to, aby można było się wylansować na moich błędach (co już się zdarzało). Naprawdę – proszę o wyrozumiałość i konstruktywną krytykę, jestem otwarty na wszelkie propozycje. 🙂


A oto linki do poszczególnych wersji programu:

Kod źródłowy – sms-0.1.tar.bz2

Binaria dla Linuksa (bez bibliotek) – sms-0.1-bin.tar.bz2


Brak tam jeszcze wersji skompilowanej statycznie (wie ktoś, jak to zrobić dla Qt?) oraz wersji dla Windows. Tę drugą próbowałem wykonać, jednak dostaję błąd przy kompilacji. Gdyby komuś się to udało – proszę o kontakt.

I na koniec screen dla patrzących. 🙂

Z góry dziękuję za wszelkie sugestie i pomysły!

Tragedia w narodzie!

UWAGA! Ten wpis ma już 19 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Niby ludzie narzekają na prezydenta, a jednak jego przemówienie zdaje się być niezbędne na inauguracyjnym posiedzeniu Sejmu! A oto dowód:

Społeczeństwo wyraźnie sprzeciwia się absencji prezydenta w Sejmie. Trzeba go o tym poinformować!

A tak serio, to ta postawa „wszystko, byle wbrew PiS-owi” to już się śmieszna w wydaniu niektórych robi.

Moda na TW

UWAGA! Ten wpis ma już 19 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Michał Boni współpracował z SB – tego dowiaduję się z dzisiejszych doniesień. I co najgorsze – reakcja premiera – elekta była identyczna z przewidywaną przeze mnie. Otóż Donald Tusk po otrzymaniu tej informacji nie tylko nie zawahał się, ale potwierdził swoją wcześniejszą chęć mianowania Boniego ministrem pracy. Tak, teraz możemy się przekonać, jak wielce miłosierny jest przyszły premier. Szkoda tylko, że dla osób, dla których konsekwencją zdarzeń z przeszłości karą powinno być wykluczenie z życia publicznego. To, co chciał wprowadzić PiS poprzez lustrację: nie karać prawnie, nie zamykać w więzeniach, nie zabierać majątki, ale odciąć od mediów i funkcji publicznych. Jak jednak widać – nowy premier ma swój pomysł na lustrację i świadomy sprawy, powołuje TW do swojego gabinetu.

Oczywiście w mediach takich, jak TVN i Onet mamy odwrócenie kota ogonem: typowe kładzenie nacisku na usprawiedliwianie się Boni oraz próba wyłuskania „dramatyzmu” z całej sytuacji. Dzieje się to poprzez podkreślanie zawiłości jego ówczesnej sytuacji obyczajowej. Do tego płacz, który powoli staje się już tradycją dla usprawiedliwiania się członków PO (vide: łapówka Sawickiej). Gowin powiedział nawet, że „to piękny gest”!

Teraz, w ramach kontrastu, proponuję porównać sprawę Boni, który rzeczywiście był TW, do podejrzenia we „Wprost” o współpracę z SB Jerzego Roberta Nowaka. Wtedy to Onet, TVN, itp. konsekwentnie podawało jako pewnik owe informacje. Samego Nowaka nazywano też wprost „ideologiem RM”. Przyznam, że nie wiedziałem o takim etacie w RM. No cóż, ale RM można takie rzeczy wciskać, zaś gdy druga strona mówiła to samo o Suboticiu, to wtedy zapluty Sekielski z Morozowskim klęli się na prochy przodków, że są niezależni od tego pana i w ogóle nie wiedzą, o co chodzi. Ale taka już logika koncernu ITI, o której pisałem niegdyś bardzo dużo. Ale wracając do tematu – media cynicznie zignorowały wtedy przeprowadzoną parę dni po publikacji artykułu audycję Nowaka w RM, w której zgrabnie przedstawił fakty jednoznacznie zaprzeczające rzekomy fakt jego współpracy z SB. Ale – tak, jak pisałem – o tym była już cisza w mediach.

Z tej całej sprawy wynika szokujący wniosek: współpracownicy SB – ujawnijcie się! Macie bowiem jedyną okazję, kiedy to głowa państwa darzy Was miłosierdziem przewyższającym europejską „tolerancję” – nie tylko jest Wami zafascynowany, ale daje Wam mimo tego jeszcze bardziej ochoczo stanowiska w rządzie! Taka okazja nie powtórzy się nawet u postkomunistów!

Drugi Kwaśniewski?

UWAGA! Ten wpis ma już 19 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Wczoraj, słuchając „Rozmów niedokończonych”, dowiedziałem się dość ciekawej rzeczy. Otóż ta modna ostatnio postać, Władysław Bartoszewski, ten jedynie słuszny opiekun polskiej polityki zagranicznej i jakże wybitny autorytet, wcale nie jest profesorem według polskiego prawa! Początkowo nie dowierzałem – jak to możliwe, że ktoś tytułuje się jako „profesor”, mając jedynie maturę? Byłby to szczyt bezczelności. A jednak!

Dzisiaj odwiedziłem Wikipedię. I rzeczywiście, wersja J. R. Nowaka się potwierdziła – formalnie Bartoszewski ma tylko maturę, nie ma magistratu koniecznego do osiągnięcia tytułu profesora. Tytuł ten nadał mu rząd Bawarii, jednak w Polsce jego używanie przez Bartoszewskiego jest nielegalne – były już petycje w tej sprawie, podpisywane przez profesorów z KUL-u.

Czyli okazuje się, że z Bartoszewskiego taki profesor, jak z Kwaśniewskiego magister. PO ma jednak kompetentnych ludzi. 😉

Parę spostrzeżeń

UWAGA! Ten wpis ma już 19 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Niestety – PiS przegrał tegoroczne wybory. Jakkolwiek nie wierzyć sondażom, jest to już przesądzone. I jest mi z tego powodu niesamowicie przykro. Misja, którą podjął PiS (walka z korupcją, reformy w szolnictwie, zmiana polityki zagranicznej, itp.) została przerwana na co najmniej 4 lata.

Jednak już teraz zauważam niezdrową euforię w mediach, tzw. „liberalnych”. Ciekawe jest też to, że z wyniku wyborów cieszą się media lewackie mimo, że LiD nie osiągnął w tych wyborach zamierzonych celów i moim zdaniem zostaje sukcesywnie marginalizowany przez Polaków. To się chwali.

Jednak wracając do euforii. Najpierw przemówienie Tuska w chwilę po zaokńczeniu ciszy wyborczej. Gdy słyszałem te skandowania: „Dziękujęmy!”, „Donald Tusk, Donald Tusk!” i przeraźliwe okrzyki radości, miałem wrażenie, że pomyliłem stację i słucham jakiegoś kazania papieskiego. To, co robi elektorat PO jest dla mnie co najmniej niezrozumiałe. No ale jacy ludzie, takie autorytety.

Druga sprawa, której szczegóły przemilczano w mediach. Niedzielne sondaże mówią o zwycięstwie Jarosława Gowina nad Zbigniewem Ziobrą (w Krakowie, rzecz jasna). Podają następujące wyniki: 32% dla Gowina, 23% dla Ziobry (vide: Metro, 22 października). Co słyszę następnego dnia? Kilkusekundowe sprostowanie, że na podstawie 99% protokołów w Krakowie wygrywa… Ziobro! I tyle, żadnego komentarza, co jest teraz normalną rzeczą w przypadku newsów „dokopujących” PiS-owi. Tak było w „Radiu Złote Przeboje”, a i podobnie jest w dzisiejszym Metrze – informacja ogólna na 1/10 strony. Fakt – to, że sondaże się mylą to rzecz normalna, jednak pomyłka o 9 punktów procentowych? W przypadku Krakowa to pomyłka o 32 tysiące ludzi! Ale oczywiście to sondaż wiodącej sondażowni, więc jakakolwiek dyskusja z jego słusznością jest przecież niegodna poprawności politycznej.

Zauważam też dumę z tego, że się wybrało PO. Same słowa „Głosowałem na PO” dodają niektórym takiej dumy, że aż strach. Jednocześnie wyśmiane są LPR i Samoobrona, które będą się musiały rozstać z parlamentem. I tu uwaga – skoro elektorat PiS-u, LiD-u i PSL-u nie zmienił się aż tak znacząco (w porównaniu do PO), to zgadnijcie, gdzie przesunęły się głosy Samoobrony i LPR-u? Tak, tak – poszły na korzyść PO. 😀 Ale przecież inteligentny elektorat PO jest tolerancyjny, na pewno nie ma nic przeciwko temu, że zjednoczył się z tak lubianym ekselektoratem LPR-u i Samobrony. Prawda? W końcu wszyscy POlacy to jedna rodzina. 😉

Z tego, co widzę, to media idą coraz dalej z dnia na dzień. Dzisiaj z radia, prasy i internetu dowiedziałem się, że jako wyborca PiS-u posiadam wykształcenie podstawowe, jestem w podeszłym wieku i mieszkam na wsi, na zacofanym wschodzie. Przyznam się, że jeszcze tak wielu rzeczy nie dowiedziałem się o sobie jednego dnia.

Gdyby tego było mało, dzisiejszy raport GUS-u mówiący o spadku bezrobocia do 11% o mało nie został już przypisany (przez Radio Złote Przeboje) PO. Ciekaw jestem, ile jeszcze takich rzeczy wyjdzie w najbliższych dniach.

No i kruczek z dzisiejszego Metra: „Młodzież utożsamia się z otwartością Donalda Tuska, łączy swoje nadzieje m.in. z pracą w krajach UE.” Znaczy, że Kaczyński zabraniał pracy za granicą, złoszcząc tym samym Tuska, który – jak pamiętamy wszyscy – niesamowicie popierał możliwość pracy Polaków w UE. Do czasu, kiedy nie okazało się to przydatnym zarzutem wobec PiS-u. Wtedy odciął się radykalnie od swoich poglądów w tym temacie – wcześniej mówił: „Głosujcie za wejściem Polski do UE, będzie praca dla młodych ludzi w krajach europejskich!”, później: „To przez Was [PiS – dop. własny] młodzi ludzie wyjeżdżają z Polski, żeby pracować”. I teraz wychodzi na to, że znowu wraca do pierwotnych poglądów. Sinusoida przekonań?

Po wynikach wyborów miałem się przestać zajmować polityką, jednak gdy widzę, co się dzieje w mediach, to stwierdzam, że prędzej trafi mnie szlag niż to zrobię. 😉 Dlatego spodziewajcie się co jakiś czas wpisu dot. naszego nowego rządu, „światłego”, „otwartego” i „liberalnego”!

Już nie mogę się doczekać, aż wyjdzie środowa Gazeta Polska, muszę mieć jakąś przeciwwagę do tego, co mnie otacza.

Zapraszam do dyskusji w komentarzach!

Kolejny paradoks?

UWAGA! Ten wpis ma już 19 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Dzisiaj czytam na Onecie: http://www.onet.pl/30f-47089b8b – czyli Tusk ma papiery na jakieś przewinienia Kaczyńskich za czasów PC. W mediach ogólne podniecenie i niecierpliwość w związku z ich publikacją.

Rok 2005 – kampania wyborcza. Kurski zapowiada (jeszcze), że ujawni dokumenty związane z rodziną Tuska. Popłoch w PO i piętnowanie postawy Kurskiego, określając ją mianem „brudnej kampanii wyborczej”. W mediach ogólne zażenowanie i robienie z Kurskiego oszołoma.

Amnezja?

Apel wyborczy – nie wierz sondażom!

UWAGA! Ten wpis ma już 19 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Ostatnio na Joggerze widziałem wpis nawołujący do obecności w wyborach. Jak najbardziej popieram tę ideę. Jednak większym problemem, niż obecność, jest dla mnie bezgraniczna wiara ludzi w sondaże.

Ktoś teraz pewnie powie mi, że jestem głupi. A ja oświadczam – lepsze jest 40% świadomych wyborców, niż 100%, wśród których jest 60% osób, które wybory traktują jako swego rodzaju łaskę, a swoje poglądy opierają na sondażach. Być może przesadzam, ale gdy widzę ludzi, którzy zmieniają partię, na którą mieli głosować, na podstawie jedynie wyników kolejnych sondaży, to tylko umacnia mnie to w moich poglądach.

Jak potężnym narzędziem w rękach mediów są sondaże i jak wiele potrafią uczynić, pokazała nam ostatnia kampania wyborcza, a zweryfikowały wybory parlamentarne. PO – mimo tak oczywistego poparcia społecznego lansowanego w mediach, przegrało ostatecznie z kretesem w stosunku do PiS-u. Każdy, kto interesował się wtedy polityką pamięta też, jak jeszcze na tydzień przed wyborami prezydenckimi Tusk wygrywał w sondażach z Kaczyńskim o kilkanaście procent. Już ten sam fakt powinien zapalić nam w głowach czerwoną lampkę. Bo jeśli przyjąć, że sondaże są wykonywane naprawdę kompetentnie, a celem sondażowni, która je wykonuje jest poinformowanie ludzi o tendencjach wyborczych, to jak możliwe jest, aby w niecałe 7 dni, w samej końcówce kampanii, gdzie nie było już miejsca na jakiekolwiek roszady, wyciąganie brudów, tak ogromne rzesze wyborców nagle zmieniły front?

Jednak sprawa została stłumiona w mediach na krótko po wyborach. Aby uniknąć kompromitacji największych sondażowni, zmieniono momentalnie temat. „Winą” za wynik wyborów obarczono tym razem media Rydzyka i wyprane mózgi staruszek. Większość uwierzyła, zapominając jednak o felernych sondażach. A konkretnie o sondażu wykonanym przez SMG/KRC. Jednocześnie za wszelką cenę ukrywano sondaże Polskiej Grupy Badawczej, która przez okres całej kampanii była najbliżej wyniku z wyborów. Dlaczego?

O całym problemie pisał już jakiś czas temu Piotr Lisiewicz z „Gazety Polskiej”. Artykuł został opublikowany także w internecie – każdy z Was może go przeczytać pod adresem: http://www.gazetapolska.pl/?module=content&lead_id=1682. Jest długi, jednak naprawdę polecam lekturę każdemu, bez względu na poglądy i zaangażowanie polityczne. Po to, abyście byli świadomi tego, co się działo. Jednak ostrzegam – znawcy stylu Lisiewicza nie znajdą tutaj zabawnych aluzji i ironii – jest on w tym artykule śmiertelnie poważny. Bo wymaga tego ranga opisywanych przez niego treści.

Pewnie teraz część z Was powie, że to było dawno, i społeczeństwo nie da się już tak manipulować w przypadku zbliżających się wyborów. Nic bardziej mylnego. Spójrzmy na Onet – otworzył ostatnio specjalny serwis wyborczy. Otwierając go, miałem nadzieję na to, że zobaczę w nim usystematyzowane programy wszystkich partii, wywiady, komentarze, itp. Jednak pomyliłem się. Na pierwszej stronie zobaczyłem grafikę – i już wiedziałem, co będzie dalej.

Ta grafika to sondaż SMG/KRC. Jest otwierany wraz z wejściem do serwisu mimo tego, że serwis zawiera sondaże z kilku innych sondażowni. Przyczyny nie trzeba długo szukać. Aby lepiej to zobrazować, poniżej umieszczam zrzuty ekranu z sondażu SMG/KRC, i ukrytego na innej stronie sondażu PGB. Wynik mówi sam za siebie:

Czołówka jest podobna, jednak proszę sprawdzić, co się dzieje z LPR-em. Niesamowite, nieprawdaż? Partia, która ma 1% poparcia w sondażu SMG/KRC, szeroko publikowanym przez media ITI, a także – o dziwo – „reżimowe” TVP, nagle okazuje się mieć 7% w sondażu PGB, ukrywanym w serwisie wyborczym Onetu. A to więcej od Samoobrony oraz PSL-u! Sześć punktów procentowych różnicy w obydwu sondażach dla jednej partii? Gdyby to była różnica „na górze” – między PO a PiS-em, to jeszcze byłoby do przełknięcia. Ale dla LPR-u, dla którego taki sondaż oznacza „być albo nie być”, to ogromna różnica. Można to wytłumaczyć tylko tak, że regularni klienci sondażowni SMG/KRC to media, w których linii ideologicznej LPR i UPR ma pozostać ortodoksyjnym planktonem, ew. „przystawkami”.

Dodatkowo chciałem zaznaczyć, że obydwa sondaże były wykonywane w tych samych dniach, i w tych samych publikowane! Więcej nie mam do powiedzenia. Chciałbym tylko prosić wszystkich:

Głosujcie zgodnie ze swoimi poglądami i oceniajcie partię na podstawie jej dokonań i programu, a nie opierając się na sondażach!

Oglądanie sondaży – nawet z ciekawości – naprawdę dobrze nie wpływa na nasze decyzje.

Dziękuję za przeczytanie tego długiego wpisu. Mam nadzieję, że dał Wam do myślenia. Zapraszam także do dyskusji w komentarzach.