Od czasu jakiegoś, media obiega z samego rana informacja dnia. News zaczyna się od jednego medium, potem staje się głównym tematem wszystkich. I o ile niektóre z nich (jak w przypadku Palikota) są wywoływane specjalnie, jako temat zastępczy czy zasłona dymna przed innymi działaniami, o tyle niektóre są wynikiem prawdziwej fascynacji dziennikarzyn w danym temacie. I tak oto jednego dnia słychać niesamowicie ważny temat, iż Tusk chce się zakładać o coś tam, co znowu jest uzależnione od wygrania wyborów przez PO. Następnego dnia słychać znowu, że jakiś idiota podjął chwyt wyborczy Tuska i chce zakład przyjąć. Innego dnia wychodzi „Wprost” z Olejniczakiem i jego odsłoniętą klatą, czym podniecają się wszystkie programy publicystyczne, gazety i pedały. Niektórzy naiwni wróżą dzięki temu sukces SLD w wyborach do PE. Dużo później, SLD robi za swoje pieniądze spot dla Krzaklewskiego i Huebner. Miły to gest, taki sam, jak spot Michała Kamińskiego. Tyle, że Palikot za ten spot zapłacił po fakcie, zaś Krzaklewski w sprawie przelewu dla SLD milczy. Był też temat świńskiej grypy. Po prostu ta ptasia już się zdezaktualizowała i koncerny farmaceutyczne postanowiły kolejny raz opłacić „specjalistów” z WHO. Tyle, że chyba tym razem nie wyszło, bo dramatyczne monity jakiejś nawiedzonej pani z WHO o „niewyobrażalnym żniwie świńskiej grypy” nakładały się na informacje o dwucyfrowej liczbie zabitych przez tą chorobę. Cóż, ludzie już nie są tacy głupi jak kiedyś i wreszcie mają jakiś dystans do tej paniki, którą media jeszcze podsycają. Przez chwilę pomyślałem, co by było, gdyby taka panika ogarnęła ludzi w związku z innymi chorobami, które są uleczalne, a zabierają w mniej cywilizowanych krajach kilkaset osób dziennie. Ale przeraziło mnie to nieco.
W każdym razie – ja tego typu rewelacji mam dość. I mam nadzieję, że albo ludzie zmądrzeją i przestaną je kupować, albo dziennikarzyny w końcu przesadzą i spowodują powszechną znieczulicę na tego typy newsy.
