W sprawie Olewnika

UWAGA! Ten wpis ma już 17 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Ciekawe, jak to ludzie, którzy jakiś czas temu wysnuwali teorię o _zabiciu_ Barbary Blidy, są dzisiaj pewni, że Pazik popełnił samobójstwo. Mamy tylko szczyptę PR-u w wykonaniu premiera, który pisze, iż wyciągnie konsekwencje. Proponuję zacząć od samego Pazika!

Tradycyjnie o WOŚP

UWAGA! Ten wpis ma już 17 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

W tym roku czeka nas XVII finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. I – zgodnie z tytułem – muszę sobie z tej okazji ponarzekać.

Widocznie organizatorzy wzięli sobie do serca to, co pisałem rok i dwa temu, bowiem systematycznie obcinają sobie zarobki. Zgodnie ze sprawozdaniem finansowym z roku 2007, 21 osób w zarządzie zarobiło niecałe 670 tys. zł, co w przeliczeniu (po równo, ponieważ nie mam obecnie dostępu do pełnego statutu) daje miesięcznie ponad 2600 zł na głowę. Wydaje się dużo jak na „dobrodziejów”, ale i tak dużo mniej, niż rok temu. Czekam więc, aż kiedyś w sprawozdaniu, pod pozycją: „Wynagrodzenia” zobaczę magiczne 0 zł. 😉

Ze spraw mniej pozytywnych – Woodstock. W 2007 roku przekazano na jego organizację ponad 2 mln zł. Nie byłem nigdy na Woodstocku i być nie zamierzam, jednak widzę, jacy ludzie tam jadą. I to mi – ignorantowi – wystarczy.

Kolejna sprawa – „dywersyfikacja” medialna. Od ostatniego roku pojawiła się OTV, czyli telewizja Owsiaka. Oprócz niej, finał WOŚP będzie emitowany w TVP i TVN. Odkąd w grze pojawiła się TVN, zaś z TVP zniknęły ostatnie czerwone postacie, pozycja Owsiaka w tej ostatniej jest z roku na rok coraz bardziej niepewna. W tym roku skrócono czas emisji o 38 minut. I dobrze, bo przez coroczne podarunki od TVP dla Owsiaka ogromnej ilości czasu antenowego, przestał on szanować ten gest. Każde skrócenie czy zmiana zasad wobec zeszłorocznych objawia się głośnym krzykiem Owsiaka, wraz z wszelkimi politycznymi podtekstami. Nie mówiąc już o tym, iż zapomina, że to właśnie TVP jest tutaj podmiotem ważniejszym – to ona daje czas i sztab ludzi podczas finału WOŚP. W efekcie Owsiak powyzywał się z Wojciechem Pawlakiem reprezentującym TVP, przy czym wypomniał stacji bałagan i złą organizację. Szkoda, że nie ma tam jeszcze ludzi, którzy po takim chamstwie nie cofnęliby całkowicie podarowanego Owsiakowi czasu.

Przyznaję, że dobrze się bawiłem, słuchając „wstrząsających” relacji z tej rozmowy w mediach agorzanych. Padło tam kilka ciekawych stwierdzeń. Najpierw krzyki Owsiaka: „Wysyłaliśmy do Pana listy, wysyłaliśmy!”, po czym, gdy Pawlak odpowiedział, iż żadnej oficjalnej korespondencji od nich nie otrzymał, Owsiak dalej krzyczał, tyle, że: „Wysyłaliśmy listy, wysyłaliśmy listy mailem”. 😀 Następnie stwierdził, iż: „Gramy dla ludzi, media nam tylko pomagają”. Cóż, Panie Owsiak, mówić ludziom takie rzeczy możesz. Jednak ja znam źródło Pańskiej paniki – za czas antenowy w komercyjnych telewizjach trzeba płacić, choćby ulgowo, ale jednak. A bez mediów, Wasza szopka nie istnieje, nie oszukujmy się. Każdy daje na WOŚP, bo w mediach panuje pozytywna atmosfera związana z tym wydarzeniem. A wiadomo, jak w mediach o czymś się mówi, to większość tak uważa. Więc każde oderwanie od „normy” jest mocno piętnowane. Nie zapominajmy przy tym, że są organizacje, które pomagają dużo bardziej, niż WOŚP – i to przez cały rok (nie mówiąc już o tym, że nic tak nie pomaga, jak indywidualna pomoc bezpośrednia).

Podsumowując – Owsiak może i robi dużo dobrego dla polskiej służby zdrowia, jednak przy okazji dużo miesza. Nie jest – jak go promują w mediach – bezinteresownym dobrodziejem, to po prostu jego zawód. Bierze co miesiąc ciężkie pieniądze jako wynagrodzenie dla siebie – i już mniejsza o to, czy pochodzą one z odsetek bankowych, czy nie. Do tego organizuje za zarobione pieniądze kontrowersyjne wydarzenia. I robi się z roku na rok coraz bardziej bezczelny (osobiście dotknęło mnie jego politykowanie na głównej stronie WOŚP). Może by tak nauczyć go pokory? Co Wy na to, Panowie i Panie z TVP?

Dzisiaj się cieszymy (!)

UWAGA! Ten wpis ma już 17 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Wchodzę właśnie na Onet, a tam tak radosna nowina, że aż się redaktorowi dodał wykrzyknij na jej końcu:

Chociaż nie wiem, dlaczego się oburzam. Przecież jest to tak wiekopomna i nieprzewidywalna sytuacja, że radość redaktora Onetu jest w pełni uzasadniona.

Jeśli zaś chodzi o samą kwestię słuszności veta lub jej braku, to moja odpowiedź jest prosta – pacta sunt servanda. Ja rozumiem, że ludzie mają w głowie jeszcze przyzwyczajenia z komunizmu, i to jest złe. Ale chyba nikt mi nie powie, że przy takiej rangi zarobkach nie bierze się pod uwagę przywilejów związanych z danym zawodem? A tu nagle ciach. Naprawdę nie można tego rozwiązać sprawiedliwiej? Np. tak, że przywilej pomostówki przypada zawodom określonym w dotychczasowej ustawie, jednak zatrudnionych tylko do dnia XX.XX.XXXX. Nie znam się, ale na logikę wydaje się to najsprawiedliwsze. I potem już można się spokojnie odciąć od ludzi, którzy podjęli pracę po wyznaczonym terminie, a zdecydowali się drzeć gębę w strajkach, „bo oni nie mają”. Umowę w końcu podpisali i wiedzieli, że w tym czasie żadne emerytalne przywileje ich nie obowiązują, nieprawdaż?

Zjedź z drogi, dziennikarz na sygnale

UWAGA! Ten wpis ma już 17 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Pomijam już hipokryzję Komorowskiego (vide: „pościg” Kurskiego). Ale czy dziennikarzynom już naprawdę się w dupach poprzewracało? „W naszym samochodzie mamy zamontowane kamery pokazujące aktualną prędkość”, taa, tyle, że chodzi o prędkość samochodu, w którym się ona znajduje. Ich pomiar polegał na tym, że rozpędzali się do prędkości równej BMW Komorowskiego, i gdy przestali się od niej oddalać – obwieszczali światu, ile jadą. Materiał filmowy jest, proponuję naganę dla Komorowskiego i odebrania prawa jazdy osobie kierującej samochodem z kamerą.

Nareszcie historia z happy endem

UWAGA! Ten wpis ma już 17 lat. Pewne stwierdzenia i poglądy w nim zawarte mogą być nieaktualne.

Po ostatnich lotach jaśnie nam panujący premier nawrócił się znowu na samoloty rejsowe. Przynajmniej w zamierzeniach, ale o tym za chwilę. Ludzie już zapomnieli, że Tusk na ostatni szczyt leciał już jednak samolotem rządowym, dlatego można było powrócić do koncepcji powyborczej. A konkretniej: Tusk miał polecieć na szczyt UE samolotem rejsowym. Tak – rejsowym, nie czarterem. Prezydent zaś – samolotem rządowym. Od rana w mediach szedł przekaz o tym, jaki ten prezydent rozrzutny, bo leci rządowym (który tak czy siak musi latać, jak nie z przedstawicielami rządu, to na loty treningowe), podliczano, ile to będzie kosztować (a koszty byłyby poniesione nawet, gdyby obaj panowie polecieli rejsowym), itp. Ogólnie sielanka, że aż się słupki poparcia uśmiechały. A tu bęc – samolot rejsowy, którym lecieć miał Tusk, szczęśliwie się zepsuł. I tak oto prezydent i premier polecieli razem, samolotem rządowym. Ta zagrywka PR-owa Tuskowi nie wyszła. Dlaczego więc piszę o happy endzie? Bo nareszcie rządzący polecą nie tylko razem, ale i praktycznie bez dodatkowych kosztów.